Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Analiza reportażu Franciszka Piątkowskiego „Legenda tamtych lat”

Spis treści

[RozwińZwiń]

„Legenda tamtych lat"

Reportaż Franciszka Piątkowskiego „Legenda tamtych lat" ukazał się w krakowskim tygodniku „Zdanie” w 1985 roku [1]. Opowiada o Irenie Szychowej, z domu Szczepowskiej, lubelskiej działaczce społecznej urodzonej na Wołyniu, a w Lublinie m.in. przez piętnaście lat kierującej Lubelskim Domem Kultury „Zamek”. Bratem Ireny Szychowej był Jerzy Szczepowski – poeta, który bywał u Franciszki Arnsztajnowej i poznał Józefa Czechowicza oraz Józefa Łobodowskiego, zaś siostrą bohaterki była Maria Szczepowska – dziennikarka i literatka. Jerzemu Szczepowskiemu, żołnierzowi Wojska Polskiego, udało się uniknąć niewoli niemieckiej i sowieckiej, jednak gdy w cywilnym ubraniu i po wielu trudach dotarł 5 października do rodzinnych Sołowin, został zadenuncjowany i następnego dnia aresztowany przez NKWD. Przebywał w więzieniach w Rożyszczach i Łucku, a następnie w obozie jenieckim w Kozielsku, skąd wysłał trzy kartki pocztowe do rodziny. Ostatnia z nich dotarła w 1940 roku, w lutym. 13 kwietnia 1940 roku lub tuż po 13 kwietnia, wywieziono go do Katynia, gdzie został zamordowany. Zwłoki nie zostały zidentyfikowane. Również 13 kwietnia 1940 roku Irenę i Marię Szczepowskie wraz z rodzicami deportowano do Kazachstanu. Ojciec nie przeżył zesłania (zmarł w 1941 roku). Matka z córkami wróciła do Polski w 1946 roku i zamieszkała w Lublinie, gdzie zmarła w 1959 roku. Maria Szczepowska zmarła w 1985 roku w Warszawie, a Irena Szychowa w 1993 roku w Lublinie.

Skąd pomysł reportażu o Irenie Szychowej? Redaktor Franciszek Piątkowski odpowiada: - Kiedy rozmawialiśmy z Ireną, ona nagle bardzo delikatnie podjęła temat tego, że jej siostra była na Sybirze. Spytałem: „A ty też?” „Tak”. „To może o tym będziemy mówić”. „Słuchaj ale my o tym nie gadajmy, po co, przecież nikt ci tego nie wydrukuje”. „Nie interesuje mnie, czy ktoś mi to wydrukuje, czy nie, ja to muszę zapisać”. „Skoro ja mam mówić o tym, to umówmy się na jutro. A dzisiaj pogadajmy sobie przy herbacie”.
Bohaterka w przytaczanej przez Piątkowskiego rozmowie zaznaczyła ponadto, że do obcego człowieka opowiada o tym po raz pierwszy. Reportaż jest rezultatem tygodniowych rozmów i spotkań reportera z Ireną Szychową.

Jak Piątkowski postrzegał bohaterkę reportażu?
- To była pani bardzo wysoka, o urodzie oczywistej acz trudno definiowalnej, ale była taka równowaga pomiędzy jej pięknem wewnętrznym i dystyngowanym pięknem zewnętrznym. Irena sprawiał wrażenie kobiety, która nigdy się nie denerwuje. Zawsze była opanowana, o dobrych manierach, wychowana. Sprawiała wrażenie osoby, która idzie cały czas do celu. Irena nie biegnie, nie drepce, nie gapi się, nie wlecze się – idzie do celu. Była partnerska i matczyna jednocześnie.
Tekst powstał w 1984 roku, ale osoba, która zechciała opublikować go, znalazła się dopiero rok później. Był nią prof. Marian Stępień, redaktor naczelny krakowskiego miesięcznika „Zdanie”. Reportaż „...Legenda z tamtych lat” był pierwszym artykułem w prasie „oficjalnego obiegu” o losach „Sybiraczki” [2]. Oczywiście w opublikowanym tekście znalazły się ingerencje cenzorskie. Czy dużo? Franciszek Piątkowski odpowiada:
- Nie. Gdyby było dużo, nie wyraziłbym zgody na druk. To nie był jedyny tekst, który mi cenzurowano. Ale kiedy ukazał się na łamach „Zdania” to był oddech ulgi, że poszło.
Czego cenzura nie przepuściła?
- Z takich najistotniejszych informacji tego, że brat Ireny zginął w Katyniu.
O samym reportażu Piątkowski mówi:
- Może kontekst, to, że była to zima '84, może świadomość o czym piszę, decydowała, że ja ten reportaż pisałem na zimno. Pisałem go wychłodzony. Niewątpliwie gorący w stosunku do bohaterki ale do całej materii wychłodzony. Dzisiaj napisałbym go inaczej.

Konstrukcja reportażu

W ...Legendzie tamtych lat Piątkowski, wypowiada się z pozycji uczestnika zdarzeń. Świadczą o tym następujące cechy:

a) Reporter towarzyszy bohaterce w jej codziennej pracy: Gdy wchodzi kolejny interesant stawiam kreskę. Kiedy Irena Szychowa przypala kolejnego papierosa, stawiam krzyżyk, kiedy interesant obdarowuje Irenę Szychową kwiatkiem, rysuję kółko. Po trzech godzinach mam 18 kresek, 7 krzyżyków i jedno kółko. Piątkowski przedstawia także w reportażu moment, kiedy podczas rozmowy ze znajomymi aktorami, pada nazwisko bohaterki: Na wołowej skórze można by spisać takich zapomnianych. Na przykład Szychowa... – Kto? – No, Irena Szychowa. Szczepowska. – A! Szychowa. – No właśnie. Reporter przytacza też własne rozmowy z bohaterką: – Pani Ireno... – Tak. – Jest jeszcze rozdział trzeci do uzupełnienia. Sprawy rodzinne. – Och, to bardzo moje, takie nie po kolei, a także opisuje próby spotkania się z nią: Irena Szychowa była mocno zajęta jutro, pojutrze i przez kilka następnych dni.

b) Reporter przedstawia własne przeżycia: „czego ona tu nie stworzyła, mój Boże!”, używa też sformułowań pokazujących jego obecność w tekście: „czeka na mnie”, „sporządzam konspekt do ostatniego rozdziału”.

c) Reporter wypowiada się w 1 os. l. poj., opisuje swoje spotkanie z bohaterką i przytacza rozmowę z nią.
W odróżnieniu od dotychczasowych, a także następnych omawianych reportaży, w ...Legendzie tamtych lat Piątkowski nie stawia siebie w pozycji rekonstruktora zdarzeń, ale pisze z pozycji słuchacza – nie odtwarza bowiem faktów na podstawie dokumentów i relacji innych osób niż bohater. Reporter rekonstruuje rzeczywistość na podstawie swojej rozmowy z Ireną Szczepowską-Szychową.

Bohaterkę reportażu Piątkowski określa: Panna, madonna, legenda tamtych lat. Reporter pisze: Nie mówiliśmy źle, bo nie mieliśmy powodu i byliśmy lepsi, bo mieliśmy dla kogo. Ja pewnie mniej, ale oni oboje stąd, z Lublina, od Ireny Szychowej właśnie, z „Zamku”. Rozwijali więc przede mną barwny rulon z legendą, a na jego zwojach odwijanych z pamięci była ONA.

Zanim Piątkowski zacznie opisywać bohaterkę poprzez jej własną opowieść o sobie, najpierw przytacza jej zasługi wyliczane przez dwójkę lubelskich aktorów: stworzyła u siebie na zamku grupę plastyków „Zamek”, stworzyła grupę fotografików „Zamek”, stworzyła klub „Zamek” gdzie dla całej Polski narodził się teatr przy stoliku, „a szefem tego klubu był Mirosław Derecki”, stworzyła foto–klub „Zamek” i Amatorski Klub Filmowy „Zamek”, który „brał na festiwalach nagrody jak chciał”. Stąd jest Joanna Rawik i Piotr Szczepanik, stąd my – Perkowska i Fifowski – oraz inni aktorzy jak Regina Załuska czy świętej pamięci Kazik Lutomski. Z „Zamkiem” związany był Robert Satanowski i Antoni Cwojdziński. I jeszcze, z ludzi teatru, Zdzisław Dąbrowski, ten znakomity reżyser radiowy, to raz, reżyser Jerzy Goliński, teraz w Krakowie to dwa; Jadwiga Grossman, dzisiaj we Wrocławiu to trzy. I tak by można długo jeszcze – czytamy.

Reportaż podzielony jest na dwie części. Pierwsza z nich, to opowieść o losach Ireny Szczepowskiej, napisana w formie listu do jej wnuka. List ten podzielony jest na trzy rozdziały: pierwszy opowiada o dzieciństwie bohaterki w Sołowinie, drugi rozpoczyna się momentem, gdy bohaterka ma czternaście lat i wraz z rodziną rozpoczyna życie w Kiwercach. Trzeci rozdział rozpoczyna się, gdy szesnastoletnia bohaterka wyrusza w drogę by zaciągnąć się do wojska, a kończy momentem, gdy w wieku dwudziestu jeden lat zgłasza się w Szkocji do służby w Pomocniczej Wojskowej Służbie Kobiet Polskiej Sekcji Przysposobienia. Wnuk, do którego kierowany jest list, ma w momencie powstania reportażu także dwadzieścia jeden lat. Uzasadnienie formy listu w pierwszej części reportażu odnajdujemy w zakończeniu reportażu, gdzie bohaterka mówi o wnuku: Zawsze bardzo dużo mamy sobie do powiedzenia, a kiedyś, kiedy będę już niedołężna, chciałabym usiąść i opowiedzieć mu o sobie. Nie, nie twarzą w twarz, ale nagrać mu to wszystko na magnetofon i zatytułować „Mój ukochany nieprawdziwy wnuku”. – Czy on to przyjmie i zrozumie? – O! Zapewniam pana: on – tak. Dlaczego „nieprawdziwy”? Bohaterka reportażu wyjaśnia: Najpierw miałam syna, potem wnuka, a potem wyszłam za mąż (...). Otóż moim synem jest chłopiec z zamojskiego domu dziecka, który tam, w Zamościu, przeżył biedę dzieciństwa. Przeżył tyle, że wystarczy.

Druga część reportażu to moment, kiedy reporter zainteresował się Ireną Szychową, spotkał się z nią i opowiada o niej poprzez jej własną opowieść, a także poprzez swoje spostrzeżenia, kiedy towarzyszy bohaterce w jej codziennej pracy. W tej części reportażu losy Ireny Szczepowskiej-Szychowej rozpoczynają się od jej pobytu w Szkocji, gdy do bohaterki dociera pierwsza wiadomość z Polski, że jest poszukiwana przez matkę i siostrę. Irena Szczepkowska-Szychowa mówi: To była radość bo w swojej wędrówce, przez Persję, Palestynę, Egipt i Włochy z każdego postoju wysyłałam karty w poszukiwaniu mamy i Maruty – i nic. Spotkałam wprawdzie świadka śmierci mojej mamy, ale nie uwierzyłam, że siostra jest w łagrze – nie wiedziałam. Że ojciec na zawsze pozostał w Kazachstanie – tak, wiedziałam, bo zmarł przy mnie po zimie głodu i mrozu z czterdziestego na czterdziesty pierwszy, kiedy to wykradaliśmy krowom otręby polewane naftą. Głodni wtedy byliśmy wszyscy: i my, i Kazachowie, i krowy. Różnica tylko, że krowy nie potrafiły kraść.
Bohaterce udaje się wypłynąć ze Szkocji, a że jest jedyną osobą posiadającą stopień wojskowy na statku, zostaje jego „szefową”.
Do Polski dociera w maju 1947 roku. Ponieważ w Anglii straszono ją, że w Polsce jest głód, z bezgranicznym zdziwieniem patrzy jak w Gdańsku jedzą i piją. Pamiętam piękną scenę, już z domu – opowiada bohaterka – Rozpakowałam swoje toboły i wyciągnęłam z nich woreczek cukru, jaki udało mi się zaoszczędzić z przydziałów kartkowych w Szkocji. Mama i Maruta dostały wtedy ataku histerycznego śmiechu.

O Polsce powojennej bohaterka mówi: Były już tutaj zwiastuny świadczące, że stalinowska teza o zaostrzającej się walce klas w procesie budowania socjalizmu zaczyna materializować się w praktyce. Bałam się więc tej ideologicznej zimy i bałam się chodzenia po pracę, bo co wypełniłam ankietę, to praca wyfruwała mi sprzed nosa. Irena Szczepowska-Szychowa opowiada, że nie załamała się jednak, ponieważ pomogła jej osoba z Frontu Jedności Narodu Przyzwoitych Ludzi. W reportażu pojawia się pytanie: czy była taka organizacja? Bohaterka odpowiada: A nie, nie było. To tylko ja sama tak sobie porządkuję świat i wierzę w istnienie takiego frontu. Osobą, o której Irena Szczepowska-Szychowa opowiada, jest Wanda Papieska, określana w reportażu jako siostra Jana Hempla, taka lubelska Stefania Sempołowska, która – jak trzeba było jeździła do Bieruta i wyciągała ludzi z opresji krańcowych i ostatecznych. Papieska pomaga bohaterce znaleźć pracę: Irena Szczepowska-Szychowa zostaje bibliotekarką, po dwóch latach rozpoczyna pracę w Liceum Sztuk Plastycznych, a później w Wydziale Kultury. Bohaterka opowiada: Na miejsce Brodziaka przyszedł Wallner, który trzymał w biurku rewolwer, twierdził, że jest pełnomocnikiem KC i zakładał spółdzielnie produkcyjne. Przy mojej pomocy także. Kiedyś wyprawił mnie na żniwa do Spółdzielni Produkcyjnej „Malinówka” koło Łęcznej. Tam popisywałam się układaniem stert i przez dwa tygodnie byłam szczęśliwa. Po dwóch tygodniach dostałam polecenie, żeby jeszcze zostać w „Malinówce”. Sama radość! Po następnych dwóch tygodniach, opalonej i zbratanej, spółdzielcy zaproponowali funkcję przewodniczącego spółdzielni, ale nie skorzystałam. To tak samo prawie jak z moim ojcem, któremu w 1939 roku chłopi z okolic Sołowina zaproponowali, żeby Sołowin przekształcić w spółdzielnię produkcyjną, a on żeby został jej przewodniczącym. Ale ojciec też nie skorzystał i wyjechaliśmy do Kiwerc.
O pracy w „Zamku” bohaterka opowiada, że wszystko zaczęło się w 1956 roku, ponieważ wtedy właśnie z uczelni wychodził rocznik ludzi wyjątkowych i że to on zadecydowali o tym, czym był „Zamek”. Stwierdzono, że Lubelskim Domem Kultury jaki trzeba na Zamku zorganizować, powinna kierować Irena Szczepowska-Szychowa.

„Zamek” czynny był na okrągło od szóstej rano do dziesiątej wieczorem, a zamykano go tylko trzy razy w roku: w pierwszy dzień Bożego Narodzenia, w Nowy Rok i w pierwszy dzień Wielkanocy. Bohaterka reportażu mówi: Otóż ja uważam, że Lubelszczyzna jest naprawdę zagłębiem kulturalnym. Chodziło jednak o to, aby wiedzieć kogo należy pielęgnować, komu stworzyć warunki do rozwoju, komu podać rękę. Zorientowałam się też szybko, że działających w Lublinie i rozsianych po terenie animatorów trzeba trochę podkształcić, trochę upewnić w możliwościach. Stąd też zawsze przykładałam wagę do tego, by mieli oni kontakt z najlepszymi fachowcami. Stąd na Zamku bywało tak wielu, tak znakomitych ludzi. Trudno byłoby wymienić wszystkich.
W 1970 roku Irena Szczekowska-Szychowa zostaje odwołana ze stanowiska dyrektora Wojewódzkiego Domu Kultury za „szereg nieprawidłowości na odcinku gospodarki finansowej”. Bohaterka uważa, że prawdziwych przyczyn wyrzucenia było kilka: nadmierna rozbudowa działań i form pracy na zamku, odejście z instytucji centralnych ludzi „z którymi można było dyskutować”, brak u bohaterki pełnego wykształcenia oraz to, że była ona jedynym bezpartyjnym dyrektorem WDK w Polsce, a także to, że „jak próbowano kogoś wykończyć w terenie, to zabierałam go do Lublina. Tak znalazł się w „Zamku” na przykład Rysiek Królikowski, obecny dyrektor Muzeum Wsi Lubelskiej”. Udowodniono jednak, że wszystkie zarzucane bohaterce nieprawidłowości były tak naprawdę wykonane zgodnie z istniejącymi uchwałami i zarządzeniami. Reporter dokładnie przytacza zarzuty wobec Ireny Szczepowskiej-Szychowej, a następnie na każdy z nich odpowiada odpowiednią uchwałą wykazując, że wszelkie decyzje podejmowane były przez bohaterkę zgodnie z obowiązującym prawem.

W chwili rozmowy Ireny Szczepowskiej-Szychowej z reporterem, działa ona w Komitecie Osiedlowym przy Rynku 13. Reporter pyta dlaczego zgodziła się na to, kiedy na Starym Mieście pełno „pijaczków, kurewek, złodziejaszków, narkomanów i wąchaczy budaprenu”, a statystyki obrazujące przestępczość w Lublinie aż krzyczą. Bohaterka reportażu odpowiada: – No! Właśnie dlatego. (...) Do mnie, „na Zamek” przychodziły dzieci z tej dzielnicy, bo blisko. Poprzez dzieci poznawałam rodziców. Widziałam tę zapyziałą, a tak historycznie bezcenną architekturę i tych ludzi, którym trzeba podawać rękę szczególnie często. Wydawało mi się więc, że mogę tu być potrzebna i tak mi minęło lat dwadzieścia jeden.

Reporter pod koniec reportażu przytacza słowa bohaterki, mogące być jej charakterystyką: Ja rzeczywiście wierzę we Front Jedności Narodu Przyzwoitych Ludzi, bo oni są i byli. To idzie transmisją przez pokolenia, a w sprzyjających warunkach może się sublimować i wzmacniać (...). Z całym przekonaniem mogę panu wyznać, że w całym bałaganie mojego życia jest chyba jedna, logiczna nić: służyć ludziom.

***
Przesłaniem reportażu Franciszka Piątkowskiego było pokazanie pięknego człowieka. Tekst ten był także pisany „przeciwko Lublinowi”:
- Uważam, że Lublin i Lubelszczyzna bardzo źle obchodzą się z ludźmi, którzy budowali tu rzeczy piękne i wielkie. Nie wiem czy jest druga taka ziemia, która tak bardzo nie dba o swoich ludzi – stwierdził reporter. W reportażu zaś przytoczył słowa Marii Perkowskiej, aktorki: Lublinowi nie brak tylko jednego – ambicji. Gdyby zsypać je na kupę, to byłby Giewont. Ale ludzi, takich pojedynczych ludzi lekceważy, za nic ma, zapomina. Na wołowej skórze można by spisać takich zapomnianych. Na przykład Szychowa....
Piątkowski w swoim reportażu sportretował wspaniałą kobietę, lubelską działaczkę społeczną. Można mieć nadzieję, że dzięki temu portretowi losy Ireny Szczepowskiej-Szychowej i jej postać nie odejdą w zapomnienie.
 

Przypisy

[1] Piątkowski F., ...Legenda tamtych lat, „Zdanie” nr 5/1985.
[2] „Lublin. Kultura i społeczeństwo” 2/2006, str. 23.



 

Literatura

Ślaska M., Lublin w reportażu. Obraz miasta i społeczności miejskiej w wybranych reportażach z lat 1956- 2004, Lublin 2007. (praca licencjacka)