Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

1980 – Lubelski Lipiec

Małgorzata Choma-Jusińska (IPN Lublin)
Zapalnikiem protestów okazała się podwyżka wprowadzona 1 lipca 1980 roku. Podwyżka obejmowała wybrane gatunki wędlin i mięs. Została wprowadzona bez wcześniejszej zapowiedzi i bez zwyczajowych rekompensat.

Małgorzata Choma-Jusińska (IPN Lublin)

 


Hasła tak zwanej propagandy sukcesu intensywnie głoszone przez ekipę Pierwszego Sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka stały w oczywistej sprzeczności z realiami historycznymi w Polsce, zwłaszcza w II połowie lat 70. Pomimo ostrzeżeń ekspertów o nadchodzącym załamaniu gospodarki i groźbie wybuchu niezadowolenia społecznego rządząca ekipa nie zdecydowała się na wdrożenie programu reform gospodarczych, który zapobiegłby kryzysowi. Tymczasem analizy nastrojów społecznych sugerowały, że poziom niezadowolenia społeczeństwa ,zwłaszcza w środowiskach robotniczych, osiągnął pod koniec lat 70 taki poziom, że wystarczył tylko pretekst, żeby doszło do masowych protestów.

Takim zapalnikiem protestów okazała się podwyżka wprowadzona 1 lipca 1980 roku. Podwyżka obejmowała wybrane gatunki wędlin i mięs. Została wprowadzona bez wcześniejszej zapowiedzi i bez zwyczajowych rekompensat. Od razu na wprowadzenie podwyżki odpowiedziała grupa pracowników Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego PZL w Mielcu, odpowiedzieli protestem. W następnych godzinach 1 lipca zastrajkowały kolejne pojedyncze zakłady w Sanoku, Tarnowie, warszawski Ursus i tarnobrzeski Transbud. Wszędzie pracownicy zgłaszali żądania płacowe. Władze stosunkowo szybko decydowały się na ustąpienie. Wycofywały się częściowo z podniesionych cen. Godziły się na wzrost płac. Te szybkie sukcesy strajkujących sprawiały, że protesty w następnych dniach wybuchały w kolejnych zakładach pracy i w lipcu rozszerzyły się na wszystkie regiony kraju. Aż do sierpniowych strajków na Wybrzeżu protesty robotnicze o największym natężeniu miały miejsce na Lubelszczyźnie. W naszym regionie pierwszy strajk wybuchł 8 lipca. Około godziny 9:30 w Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego w Świdniku grupa około 80 pracowników rozpoczęła protest. Bezpośrednią przyczyną była również podwyżka cen artykułów sprzedawanych w zakładowym bufecie. Wzrosty tych cen był stosunkowo duży, nawet około 60%. Po WSK już w Lublinie, zastrajkował tego samego dnia kolejny zakład pracy Autoryzowana Stacja Obsługi „Polmozbyt”. Następnego dnia przystąpili pracownicy Fabryki Maszyn Rolniczych „Agromet” i kolejne grupy pracowników „Polmozbytu”.

10 i 11 lipca strajkowały już kolejne duże zakłady w regionie: Lubelskie Zakłady Naprawy Samochodów, Fabryka Samochodów Ciężarowych w Lublinie i Zakłady Azotowe w Puławach. Kiedy w następnych dniach do strajku przystąpiło Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania i przedsiębiorstwa transportowe i komunikacyjne włącznie z lubelskim Węzłem PKP i MPK Lublin wyglądał tak jakby właśnie odbywał się tu strajk generalny.

Protesty miały swoje apogeum 18 lipca. Jak wyliczył lubelski historyk Marcin Dąbrowski, który dokonał najpełniejszej dotąd analizy lubelskich protestów właśnie 18 lipca strajkowało około 18 tysięcy osób w całym regionie na Lubelszczyźnie w 79 zakładach pracy.
Pojedyncze protesty trwały jeszcze do 24 lipca.

W całym lipcu na Lubelszczyźnie rozumianej, na obszarze dawnych województw lubelskiego, chełmskiego, zamojskiego i bialskopodlaskiego strajkowało łącznie około 40 – 50 tysięcy pracowników z ponad 150 zakładów pracy, ale aż 91 zakładów pracy były to zakłady Miasta Lublina. Dla porównania można powiedzieć, że w całym kraju w lipcu strajkowało 177 zakładów czyli połowa tych strajkujących to były właśnie lubelskie zakłady pracy. Te strajki miały charakter spontaniczny. Były to protesty ekonomiczne i kończyły się zwykle po kilku dniach po obietnicy, że żądania strajkujących zostaną spełnione. Jednak w porównaniu z poprzednimi masowymi protestami robotniczymi w 1970 i 1976 roku te strajki na Lubelszczyźnie były o wiele lepiej przygotowane. Robotnicy nie wychodzili poza obszar swoich zakładów pracy, wybierali komitety reprezentujące strajkująca załogę, był to na przykład Komitet Postojowy w WSK czy Grupa Robocza w FSC. Te komitety reprezentowały załogę w negocjacjach z władzami zakładu pracy a bezpieczeństwa i porządku w czasie protestów strzegły straże pracownicze.

Już od początku trwania lipcowych protestów, 2 lipca swoje wsparcie, swoją solidarność dla strajkujących robotników w kraju wyraził Komitet Samoobrony Społecznej KOR.

Kolejne takie oświadczenie zostało wydane po rozpoczęciu strajków na Lubelszczyźnie 11 lipca. Co więcej tutaj na Lubelszczyźnie udało się stworzyć współpracownikowi KOR Wojciechowi Onyszkiewiczowi grupę osób, związanych z lubelską opozycją, która gromadziła informacje na temat strajków, na temat postulatów strajkowych. Następnie przekazywane one były do Radia Wolna Europa i już 9 lipca na antenie Wolnej Europy pojawiła się audycja na temat lubelskich protestów. Nawet jak dziś wspominają uczestnicy tych strajków właśnie Radio Wolna Europa było dla nich źródłem informacji o protestach nawet w sąsiednich zakładach pracy, o protestach ich kolegów, bo lubelska prasa, lubelskie oficjalne media pomijały milczeniem wydarzenia w Lublinie.

Spośród ponad tysiąca wniosków i postulatów, jakie sformułowali strajkujący na Lubelszczyźnie pracownicy większość dotyczyła spraw płacowych, spraw socjalnych, poprawy zaopatrzenia w artykuły spożywcze i przemysłowe, ale również pracownicy skarżyli się na nierównomierny dostęp do pożądanych i poszukiwanych dóbr.

W związku z tym domagali się zniesienia przywilejów w tym zakresie dla niektórych grup zawodowych, chodziło głównie o wojsko o milicję, o funkcjonariuszy partyjnych i administrację państwową. Robotnicy domagali się równego traktowania wszystkich regionów kraju. Mieli wrażenie, że Lubelszczyzna jako tak zwana „Polska B” jest dyskryminowana i niedoinwestowania. Domagali się zmiany tej sytuacji. Widząc niegospodarność w funkcjonowaniu zakładów pracy domagali się zmian kadrowych, wprowadzenia racjonalnych decyzji gospodarczych, ograniczenia przerośniętej biurokracji. Domagali się także poprawy warunków pracy, zapewnienia im właściwej odzieży ochronnej, a nawet tak niezbędnych przedmiotów jak mydło czy ręczniki, zwłaszcza chodziło tu o stanowiska robotnicze, wymagające takich materiałów. Protesty miały charakter ekonomiczny, ale nosiły tez pewne cechy strajków o charakterze politycznym. Chodzi o kilka postulatów, jakie zgłaszały załogi zakładów pracy. Za takie można by uznać słowa krytyki wyrażane pod adresem oficjalnych związków zawodowych i rad zakładowych, które faktycznie nie reprezentowały interesów pracowników a interesy dyrekcji zakładów pracy.

Oczywistym tego przejawem był fakt, że w czasie negocjacji, w czasie strajków, i przedstawiciele związków zawodowych i rad zakładowych zasiadali nie po stronie robotników ale po stronie dyrekcji zakładów pracy i również w ten sposób podpisywali się pod porozumieniami, w związku z tym na przykład w lokomotywowni PKP strajkujący domagali się demokratycznych wyborów do niezależnej rady zakładowej i faktycznie taka rada powstała po strajkach w lokomotywowni w lipcu i było to jedyne, trwałe, instytucjonalne osiągnięcie lipcowych strajków na Lubelszczyźnie. Inne postulaty, które można uznać za noszące cechy polityczne to żądanie wprowadzenia wolnych sobót , to samo żądanie, które się potem pojawiło wśród 21 postulatów sformułowanych przez strajkujących robotników na Wybrzeżu oraz żądanie pracowników WSK i lubelskiego LZNS-u drukowania w prasie rzetelnych informacji o sytuacji ekonomicznej i gospodarczej w kraju – czyli cos co wymagało by przynajmniej złagodzenia obowiązującej w PRL cenzury.

Niewątpliwym osiągnięciem strajkujących robotników Wytwórni Sprzętu komunikacyjnego w Świdniku było podpisanie porozumienia kończącego 8 – godzinne negocjacje Komitetu Postojowego z dyrekcja zakładu pracy. Było to prawdopodobnie pierwsze podpisane porozumienie w Polsce Ludowej pomiędzy protestującą załogą a władzami zakładu i faktycznie ono legalizowało strajk jako formę robotniczego sprzeciwu. Podobne znaczenie miały także żądania zapewnienia bezpieczeństwa osobom, które brały udział w strajkach i nie represjonowania ich oraz wypłata wynagrodzeń za okres strajku. Tu trzeba też podkreślić, ze w przeciwieństwie do innych, wcześniejszych protestów robotniczych nie było represji wobec uczestników strajków. Miały one bardzo ograniczony zasięg. Były to próby wywierania presji, pewnego nacisku, zwłaszcza na przywódców strajkowych.
Natomiast Służba Bezpieczeństwa 18 lipca uderzyła w tę grupę związaną z opozycją lubelską, która gromadziła informacje na temat lubelskich strajków i aresztowała, zatrzymała na 48 godzin około 20 osób.

Aktywność wielu uczestników lubelskich strajków nie zakończyła się z ich wygaśnięciem i uzyskaniem obietnicy realizacji postulatów. Przez cały sierpień w uwagą śledzili sytuację na Wybrzeżu, przebieg strajków tam i okazywali swoją solidarność ze strajkującymi tam robotnikami Wybrzeża.
Kolejarze wysłali w tej sprawie specjalne oświadczenie, były zbierane pieniądze na rzecz strajkujących robotników na Wybrzeżu. Natomiast w WSK i Agromecie odbyły się nawet strajki solidarnościowe w sierpniu.

10 września w Świdniku powstała lokalna ponad - zakładowa struktura: Międzyzakładowy Środkowo – Wschodni Komitet Założycielski Niezależnych Związków Zawodowych.
W składzie tego komitetu znaleźli się: Czesław Niezgoda i Stanisław Daniel, niedawni przywódcy strajków lipcowych w lokomotywowni PKP i w FSC.

Wobec przełomowego znaczenia strajków sierpniowych na Wybrzeżu, których konsekwencję w postaci powstania „Solidarności” naruszyły przecież fundamenty systemu politycznego w PRL, strajki lipcowe na Lubelszczyźnie bywają często marginalizowane lub lekceważąco nazywane wręcz: „protestami o kotleta”. Tymczasem wydaje się, że były bardzo istotnych elementem takiego procesu rozwoju protestów robotniczych. Przede wszystkim przełamały barierę strachu niewątpliwie obecną wśród robotników po tragicznych doświadczeniach protestów w 1970 i 1976 roku. Dały pracownikom poczucie siły, skuteczności, wynikające z solidarnego i zorganizowanego działania. O randze tych lubelskich protestów może świadczyć nawet fakt, że w ich wyciszenie, w ich zażegnania zaangażowana była specjalna komisja partyjno – rządowa, a jej przewodniczącym był wicepremier Mieczysław Jagielski, zresztą poseł z Lubelszczyzny.

Lipcowe strajki pokazały tez słabość ówczesnych władz, które nie były w stanie wypracować, wdrożyć programu naprawy sytuacji gospodarczej mimo, ze wiele z tych postulatów, które zgłaszali podczas tych protestów robotnicy było aktualnych, było zgłaszanych jeszcze wcześniej zanim rozpoczęły się lipcowe strajki. Również władze państwowe nie były w stanie podjąć rozmów z robotnikami i ograniczyły się jedynie do ulegania żądaniom strajkowym co ośmielało oczywiście kolejne załogi kolejnych zakładów pracy.