Festiwal Miasto Poezji (26.5.2008-1.6.2008)

 

W dniach 26 maja - 1 czerwca 2008 r. Lublin stał się szczególnym miejscem na poetyckiej mapie Polski. W blisko 20 punktach miasta odbyło się ponad 100 poetyckich zdarzeń. Wszystkie pod hasłem "Miasto Poezji. Lubelski Festiwal Literacki"

Organizatorzy: Ośrodek "Brama Grodzka - Teatr NN" i Instytut Filologii Polskiej KUL wraz ze wspomagającymi je instytucjami zaprosili lublinian i nie tylko na spotkania autorskie i panele dyskusyjne, "Rozmowy z Bogiem" z udziałem wybitnych komentatorów, koncerty w Klubie Festiwalowym, poetyckie filmy, spektakle teatralne, wystawy inspirowane poezją, happeningi, performance, artspoty, specjalne spotkania w ramach Festiwalu "4 pory książki".

Gośćmi Festiwalu Miasto Poezji 2008 byli m. in:
 Arkadiusz Bagłajewski, Marcin Baran, Wojciech Bonowicz, Jarosław Borowiec, Marcin Czyż, Tadeusz Dąbrowski, o. Tomasz Dostatni, Łukasz Downar, Grzegorz Dyduch, Daniel Filipek, Tomasz Fiałkowski, Jacek Gutorow, Ewa Hadrian, Krzysztof Hoffmann, Paweł Huelle, Dariusz Jachimowicz, Ryszard Krynicki, Błażej Kozicki, Rafał Koziński, Tomasz Kunz, Ewa Lipska, Rafał Mieczysłavsky, Anna Nasiłowska, Aleksander Nawarecki, Andrzej Niewiadomski, Danuta Opacka-Walasek, Eda Ostrowska, Jan Polkowski, Paweł Próchniak, ks. Mieczysław Puzewicz, Tomasz Radziszewski, Jerzy Rogalski, Joanna Roszak, Tomasz Różycki, Grażyna Ruszewska, Marcin Sendecki, Henryk Sobiechart, Andrzej Sosnowski, Marian Stala, Artur Szlosarek, Piotr Śliwiński, Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Wojciech Wencel, Jakub Węgrzyn, ks. Alfred Wierzbicki i inni.
  

 

Program szczegółowy Festiwalu >>>

Wybrane relacje festiwalowe:

Poniedziałek 26.05.2008

Koncert Marcina Różyckiego

Winiarnia “U Dyszona”, ul. Grodzka 1.
 

Gdy podczas XXXV Studenckiego Festiwalu Piosenki w Krakowie Marcin Różycki wykonał „Erotyk zza kiosku”, siedząca wówczas w jury Magda Umer nazwała utwór pornografią i wyszła. Zdobył wtedy drugą nagrodę. To było w roku 1999. Teraz mamy rok 2008 i koncert w Winiarni u Dyszona. Nikt nie wychodzi, wszyscy słuchają do ostatniego bisu. Koncert zaczyna się i kończy piosenką Marka Grechuty „Świat w obłokach”. Kolejne piosenki są już z repertuaru samego Marcina Różyckiego.

Bard co chwilę zmienia nastroje, sytuacje liryczne, miejsca na ziemi i w duszy człowieka. Piosenki przeplata humorystycznymi historiami z własnego życia, opowiada w jakich okolicznościach powstały poszczególne utwory. Bardzo szybko zyskuje sobie sympatię publiczności, która włącza się w śpiewanie refrenów. Nic dziwnego. Nieczęsto spotyka się taki głos – głęboki, niski, chrypliwy, o dużej skali i mocy – jak również taką osobowość. Do tego jeszcze niebanalne teksty i naprawdę dobra oprawa muzyczna. Czego trzeba więcej?

Irena Fedorkowa

POEZJA KONKRETNA - otwarcie wystawy przygotowanej przez Galerię BWA. Kurator Andrzej Mroczek, MDK "Pod Akacją", ul. Grodzka 11

 

Wystawa pt. „Poezja konkretna” z kolekcji galerii Labirynt 2 BWA w Lublinie jest częścią programu galerii. Propozycją tej wystawy jest prezentacja tendencji artystycznej znanej jako „teksty wizualne”, ale jednocześnie proponując ją pod takim tytułem pragnę zwrócić uwagę, by poprzez tę wystawę dostrzec, że pod zewnętrzną warstwą „tekstów”, pod formą budowaną przez artystę z kombinacji słów, liter, cyfr tworzących określane figury, którymi artysta pokrywa płaszczyznę w określonym porządku, tworząc obraz do oglądania, ale jednocześnie zmierzający do określonego, nie tylko wizualnego celu. A jest nim medytacja, refleksja nad nurtującymi nas problemami, nad podstawowymi wartościami w życiu człowieka; wiarą, miłością, prawdą, dobrem. Nad sensem tworzenia i powołania artysty. Takie spojrzenie na „teksty wizualne” są celem tej wystawy.

 

W wystawie uczestniczą: Julien Blaine, Jean Francis Bory, Miccini Eugenio, Arias-Mosson, Andrzej Partum, Sarenco Musco, De Vree, Franco Verdi, Shalom Sehvi

Andrzej Mroczek

„Poezja konkretna? Podejrzane” – pomyślałam, gdy przeczytałam w programie festiwalu o wystawie przygotowanej przez Biuro Wystaw Artystycznych w Lublinie. W moim wyobrażeniu poezja zawsze była sferą mało konkretną, budującą sensy na rozmytych obrazach, zatartych granicach słów, skojarzeniach, domysłach, niedopowiedzeniach, wieloznaczności. A konkret to przecież dominanta rozmowy biznesowej, a nie poezji… Wystawa udowodniła, że jedno nie wyklucza drugiego. Wzbogaciła moje wyobrażenie o poezji, ukazując ją z nowej zaskakującej perspektywy. Perspektywę tę pomógł zrozumieć znawca tematu - Andrzej Mroczek, dyrektor BWA, historyk sztuki i kurator wystaw. Opowiedział nie tylko o eksponatach znajdujących się na wystawie, ale również o historii poezji konkretnej, jej związkach z tradycją i inspiracjach. Bardzo szybko moja podejrzliwość zmieniła się w zainteresowanie.

Poezja konkretna okazała się jednym z ruchów artystycznych należących do sztuki współczesnej. Jej korzeni szukać można w egipskich hieroglifach, w piśmie hebrajskim, w sztuce azjatyckiej, tradycji średniowiecznej i barokowej. Jednak najbardziej widoczne są powiązania z poetykami awangardowymi – futuryzmem, dadaizmem czy letryzmem, jak również ze sztuką konstruktywistyczną. Dużą inspiracją dla poezji konkretnej była twórczość Guillaume’a Apollinaire’a, poety polskiego pochodzenia, uważanego za jednego z najważniejszych przedstawicieli francuskiej awangardy poetyckiej. W roku 1913 Apollinaire ogłasza manifest poetycki "Antytradycja futurystyczna", w którym nawołuje do destrukcji porządku linearnego i fonetycznego w wierszu, zburzenia zastanej tradycji, ale jednocześnie czerpanie z barokowej koncepcji poezji kunsztownej. O ile poezja wizualna opierała się na nierozerwalnym związku obrazu i słowa, o tyle poezja konkretna skupiła się na związku formy i znaczenia. Znaczenie jest jednocześnie formą, a forma – znaczeniem. Słowo, choć wyzwolone od treści, pozostało znaczące, przekazując duży ładunek emocji, wprowadzając czytelnika w stan medytacji i refleksji nad egzystencją człowieka. Graficzna prezentacja znaków to główny budulec poezji konkretnej, stąd też o poezji takiej mówi się często jak o grafice literowej. Oprócz liter, występują w niej cyfry, symbole matematyczne, znaki diakrytyczne i interpunkcyjne, tworząc płaszczyznę sensualną (...)

Irena Fedorkowa

Rozmowy z Bogiem. Czytanie psalmów w lubelskiej Jesziwie. Rabin Michael Schudrich

Jeszywas Chachmej Lublin, ul. Lubartowska 85.

Co to znaczy rozmawiać z Bogiem? Czy to możliwe, by rozmawiać z Bogiem? Dlaczego człowiek chce rozmawiać z Bogiem? To pytania, które na wstępie spotkania w Jeszywas Chachmej Lublin zadał Naczelny Rabin Polski Michael Schudrich. Zanim bowiem rabin Schudrich odczytał Psalm 147, zastanawiał się nad charakterem relacji Bóg – człowiek.

Bóg w swej istocie jest tak różny od człowieka, tak inny, że rozmowa z Nim wydaje się być zadaniem trudnym. Istnieje jednak sposób na rozmowę z Haszem: człowiek może rozmawiać z Bogiem jak z drugim człowiekiem. W judaizmie do Boga mówi się Ty, a nie Wy, co - nie ujmując nic z szacunku wobec Najwyższego – sprawia, że relacja człowiek – Bóg staje się bardziej intymna, bezpośrednia. Tym bardziej, że do rozmowy z Bogiem nie jest potrzebny rabin czy cadyk.

Do Boga należy mówić jak do dobrego przyjaciela albo taty. Sposobem na rozmowę z Bogiem jest modlitwa. Najważniejsze to starać się rozmawiać z Bogiem - a nawet kłócić się z Nim - tak jak robił to Awram (Abracham) czy Noah (Noe).

Po co więc synagogi, jeśli istotą kontaktu z Bogiem jest intymna, bezpośrednia relacja? - zapytała jedna z uczestniczek spotkania. - Po to, by budować więzi społeczne między ludźmi. Na koniec rabin Schudrich przeczytał po hebrajsku swój ulubiony Psalm 147, objaśniając jego sens.

J.S.

Poezja w komunikacji miejskiej

Linia 32 Czuby – Kalina

Zaczynamy oficjalnie jak zwykle. Pytamy czy można. Jakiś młodzieniec krzyczy z końca autobusu, zasłonięty dwoma kompanami – Dawaj człeniu. Zaczynamy, ludzie trochę milkną, ale nie wszyscy. Im bliżej miasta tym gwar narasta. Czytamy głośniej, przez wzgląd na okoliczności. Nagle autobus staje wpół trasy, kierowca – A co to za czytanie, to nielegalne, wysiadać – Jakim prawem pani nam mówi, co mamy autobusie robić – Wysiadać bo nie pojadę dalej…Cisza, wyłączam głośniczek, zapewniam dosadnie, że to już koniec. Rusza maszyna komunikacyjna. Jakaś dziewczyna, siedząca tuż obok mojego sterczącego w środku autobusu ciała, zza ciemnych okularów, dotąd przeze mnie nie dostrzeżona, mówi poniewczasie – On nie miał prawa, prawo studiuje wiem. Wysiadamy. 

Jakub Węgrzyn

Miejsce poezji, miejsce wyobraźni: Lublin

Ośrodek “Brama Grodzka - Teatr NN”, ul. Grodzka 21.

Miasto poezji ma uczyć odwagi wyobraźni, bez tego

 nasze życie nie ma sensu, gdyż cała nasza codzienność czerpie z odwagi wyobraźni... Poezja jest głosem czegoś, bez czego nie można żyć - ten błysk nagłej metafory obdarza poczuciem sensu... Jest zarazem realną, namacalną przestrzenią Lublina... Słowa Pawła Próchniaka to wstęp do wielkiego wydarzenia, święta zupełnego poddania się magii Poezji i Miasta.

Lublin to bez wątpienia miasto ludzi o wielkiej wyobraźni, pełne miejsc, które tę wyobraźnię poruszają. Miejsce poezji to przestrzeń zaułków, pasaży, wciąż na nowo odkrywanych i pochłaniających bez reszty. Pierwsza festiwalowa dyskusja rozpoczęła się od pytań dotyczących specyficznie naznaczonej przestrzeni miasta: jak mówić o mieście magicznym, mieście poetów?

O Lublinie, jego inspiracjach we własnej poezji mówiła dwójka poetów nierozerwalnie już chyba związana z tym miastem: Eda Ostrowska i Andrzej Niewiadomski. Podczas spotkania pojawiła się również, przywołana przez Arkadiusza Bagłajewskiego, postać Józefa Czechowicza – poety szczególnie związanego z Lublinem, poety, którego ślady niezmiennie tkwią w świadomości współczesnych liryków.

Aleksandra Duź

Poeta na scenie: Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki

Ośrodek “Brama Grodzka - Teatr NN”, ul. Grodzka 21.

W ramach kolejnej odsłony Lubelskiego Festiwalu Literackiego: Poeta na Scenie, pojawił się Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki. Dycki jest osobliwością / osobnością poetycką. Widać to w wierszach, i widać to wyraźnie na scenie, kiedy tworzy własne Theatrum. Przywołane przez Pawła Jarosza frazy krytyka, Piotra Śliwińskiego o Tkaczyszynie-Dyckim [to poeta charakterystyczny, nieustawny (...)], zapętlają się, tworząc obraz trudny do odczytania. Jest to bowiem obraz poety, który stawia nas w przestrzeni własnej wrażliwości, nie pozostawiając jednocześnie zbyt wiele z nas samych.

CCVIII.
jesień już Panie a ja nie mam domu
wprawdzie gromadzę przedmioty codziennego
użytku i przybywa mi rzeczy bezużytecznych
wprawdzie jestem bardziej zachłanny

aniżeli ów wiatr który się do wszystkiego
zapala podkręca i z każdym listkiem
układa osobno bo tylko z listkiem robi się 
ciemne interesy nie narażając się

na straty widziałem to w przemyskiem

Aleksandra Duź

Spotkanie z ks. Alfredem Wierzbickim

MBP im. H. Łopacińskiego, ul. Rynek 11.

W pierwszym dniu Lubelskiego Festiwalu Literackiego , w filii Biblioteki im Hieronima Łopacińskiego na Starówce, odbyło się spotkanie z księdzem Alfredem Markiem Wierzbickim, autorem sześciu tomików poetyckich, wydawanych począwszy od 1991 roku.

Spotkanie przebiegało w przyjemnej atmosferze, gość bardzo szybko dał się namówić na biesiadny charakter wieczoru. Sporo opowiadał o poezji i sztuce, podzielił się swoimi sympatiami literackimi, począwszy od Janiciusza i poetów rzymskich (zwłaszcza tych preferowanych przez Kubiaka), przez poezje Wojtyły, a na Jacku Podsiadle kończąc.

Czytelnicy dowiedzieli się też o kilku interesujących szczegółach z osobistego życia księdza, zwłaszcza z podróży i pobytów w Szwajcarii i Rzymie. Po kilkudziesięciominutowej rozmowie ksiądz Wierzbicki odczytał kilka wybranych wierszy, wchodzących w skład najnowszego tomu poetyckiego: „Głosy i glosy”. Jak sam zaznaczył, wiersze te to w większej mierze utwory napisane przed kilkoma laty, znajdziemy tu jednak także kilka wierzy najnowszych. Gość zdradził nam również plany następnej publikacji, tym razem tekstów o charakterze bardziej aforystycznym, których przedsmak można odnaleźć na końcu wydanego w 2003 roku tomu „Miejsca i twarze”.

Mimo, że spotkanie z Wierzbickim nakładało się czasowo na inaugurację festiwalu w Bramie Grodzkiej, widownia dopisała, i ku mojej uciesze nie były to tylko poczciwe damy z Uniwersytetu trzeciego wieku (proszę mi tylko nie brać tego za obrazę!), ale również sporo czytelników młodych. To daje nadzieję , że w tych dzisiejszych „niepoetyckich czasach”, jest jeszcze grupa ludzi, którzy wzięli sobie do serca słowa cenionego i często przywoływanego przez Wierzbickiego ks. Pasierba o „obowiązku poetyckiego poglądu na świat”.

Bartosz Buczacki

Teatr Panopticum ,„Ósmy dzień stworzenia”, MDK „Pod Akacją”, patio, ul. Grodzka 11.

(wg tekstów K.I. Gałczyńskiego), reż. Mieczysław Wojtas, muz. Piotr Tesarowicz

Nowy spektakl Teatru panopticum to poetycki flirt z absurdem, który począwszy od aktu stworzenia nieuchronnie prowadzi do satyrycznej wizji końca świata.

Obok powagi stworzenia, w spektaklu jest także miejsce na groteskowe ujęcie znanych archetypów kulturowych, czarującą kuglarskość oraz pełny kpiny obraz świata, nie pozbawiony jednak lirycznej refleksji i zwykłych ludzkich uczuć. Zatem spektakl jest bardzo śpiewny, trochę zabawny, trochę magiczny, trochę liryczny i trochę na serio.
---
Dzieło stwórcze nie zakończyło się na dniu siódmym – przekonywał teatr Panopticum zgromadzoną licznie (ilość gości zaskoczyła chyba organizatorów - niektórzy przedstawienie oglądali na stojąco; nikt jednak nie uciekał, bo spektakl warty był odstania) w patio MDK „Pod Akacją” publiczność. Pierwszego dnia Bóg stworzył ziemię, ale także światło i noc (która potem tańcem oczaruje nocnego irysa). Drugiego dnia Bóg stworzył gwiazdy (te same, które potem „podwatykani” Piekielny Piotruś, będąc w niebie)… i tak aż do dnia ósmego. W ósmym dniu stworzenia czekała nas eksplozja scenicznych wątków groteski, absurdu, żartu i liryki, które splotły się w tym spektaklu w ciekawą i jedyną w swym rodzaju całość.

Oszczędna, acz niebagatelna dekoracja, pozwoliła stworzyć (to w tym spektaklu słowo nieprzypadkowe) świat, w którym znane teksty Gałczyńskiego (wiersze, teksty z „Teatrzyku Zielona Gęś”) ożywały przed publicznością, na nowo wypełniając się emocjami, dowcipem, ale też zadumą i melancholią. Istotną rolę odegrała tu muzyka (Piotr Tesarowicz) – od pastiszu stylu operowego, melodii rodem ze staromodnego kabaretu estradowego, po dynamiczne taneczne rytmy. Prowadzeni nią widzowie wchodzili w świat absurdu („Ziemia się kręci!(…)Panie ministrze!”) rozpadający się na poszczególne sceny, ułomki groteski, aż po koniec świata, który „wprawdzie następuje faktycznie, ale formalnie nie ma żadnego znaczenia”. „Ósmy dzień stworzenia” to także specyficzny komentarz teatru – rzeczywistości kreowanej i jednocześnie kreującej.

Młody skład aktorów pod wodzą Mieczysława Wojtasa przedstawił widzom własną interpretację świata, poezji i teatru; wizję – która okazała się atrakcyjna zarówno dla młodych jak i dorosłych widzów (choć oczywiście jedni i drudzy odebrali ją inaczej i na swój sposób). Seria spotkań z teatrem w MDK rozpoczęła się więc bardzo ciekawie – dzisiejszy spektakl to obietnica dalszych spotkań z poezją w dobrym wydaniu i interesującej aranżacji scenicznej.

Hanna Jastrzębska

WIERSZE NA ULICY

poezję Z. Herberta, K.I. Gałczyńskiego, J. Czechowicza, ks. Jana Twardowskiego
czytają recytatorzy z MDK „Pod Akacją”

Wczesnym wieczorem na ulice Starego Miasta wyszła… Poezja. Ulicą Grodzką przechadzały się i zagadywały do siebie wiersze Józefa Czechowicza z wierszami Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Rynek należał m.in. do Pana Cogito, gdyż rozgościły się tu utwory Zbigniewa Herberta. A przy Bramie Krakowskiej do radosnej zadumy zachęcały słowa ks. Jana Twardowskiego (początkowo współbrzmiąc z „poezją śpiewaną” Johna Lennona rozbrzmiewającą we wnętrzu Bramy; jednak wykonawca po pewnym czasie ustąpił słowu mówionemu).

Idea „Wierszy na ulicy” jest bez wątpienia cenna i warto ją rozwijać; oswajać i lublinian, i gości z poezją. Wykonanie – właściwie bez zarzutu. Recytatorzy - poza tym, że pokonywali drobne przeciwności techniczne, z pokorą i cierpliwością przyjmowali bardziej bądź mniej profesjonalne uwagi niektórych słuchaczy – przede wszystkim umiejętnie wykorzystali swój warsztat, ujawnili wrażliwość.

Efekt – jaki był/będzie skutek prezentowania utworów poetyckich na ulicach miasta? Czy publiczna recytacja wzbudziła zaciekawienie czy tylko ciekawość? Ilu spośród przypadkowych przechodniów i klientów pobliskich pubów sięgnie po poezję w domu, a ilu z nich wróci w następnych dniach na Stare Miasto, by posłuchać rozbrzmiewających tu wierszy?

Ela Zasępa

 
Wtorek 27.05.2008

Szafa Poezji

„Szafa Poezji” - Teatr jednego aktora i jednego widza. Już od 10.00, we wtorek, 27 maja mogliśmy usłyszeć na Krakowskim Przedmieściu rozbrzmiewający głos Szymona Pietrasiewicza, który zachęcał do bezpośredniego spotkania z poezją w tajemniczej Szafie. Starzy, młodzi przystawali, aby choćby spytać o cel owego „darcia się wniebogłosy”.

 

Większość z nich zostawała na dłużej i ustawiała się we wciąż wydłużającą się kolejkę do spotkania ze słowem mówionym oraz z obrazem. Tylko z pozoru zwyczajny mebel stojący naprzeciwko kościoła św. Ducha przyciągał spragnionych doznań transcendentalnych. Grzecznie czekałam w kolejce, obserwując reakcje kolejnych uczestników. Zaaferowana dziewczyna wychodząc z szerokim uśmiechem na ustach powiedziała do prowadzących: „Kocham Was, jesteście świetni!”, natomiast starszy pan, chcąc przekonać małe dzieci, które najwyraźniej bały się nieznanego, stwierdził, że „tam nie biją”. Wkrótce nadeszła moja kolej. Weszłam do Szafy, która pachniała żywicą i usiadłam na ławeczce. Naprzeciw mnie znajdował się fotoplastykon, czyli automat do prezentacji przezroczy. Już po chwili rozległ się głos recytatora. Kolejne wersy utworu Czechowicza przeniosły mnie w świat fantazji i tajemniczych uliczek. Jednocześnie przed oczami przesuwały mi się trójwymiarowe zdjęcia Lublina- ciekawe zaułki czy elementy architektury.

Darmowa „tajemnica w szafie” okazała się być zaskakującym punktem w moim wtorkowym planie dnia. Jutro przecież będzie gdzie indziej. Może pójdę jej poszukać? Ten element festiwalu Miasto Poezji przyciągnął nie tylko sporo Lublinian, ale także rzeszę reporterów. Nareszcie widać i czuć, że coś się w tym mieście dzieje. Uważam, że dwie minuty zapomnienia w poezji zachęcą do częstszego sięgania po tomiki wierszy, a widok dziwnych elementów architektonicznych (w tym wypadku szafy) przyciągnie zabieganych ludzi.

Paulina Gomułka

Twarz Poety: Ryszard Krynicki

Katolicki Uniwersytet Lubelski, prowadzenie Piotr Śliwiński

Cichym, czasami drżącym, ale przecież przenikliwym głosem odczytywał Ryszard Krynicki swoje teksty. Teksty, które okazały się podróżą po krainie poezji nie tylko przez to, że były jej częścią, ale także przez najgłębsze zanurzenie w jej materii, próbę dotknięcia tego, czym jest i czym być powinna.

Piotr Śliwiński we wprowadzeniu do spotkania wypunktował cechy, które uznał za najbardziej istotne dla twórczości poety: konsekwencja poszukiwań poetyckich, radykalne postawienie kwestii znaczenia, skrajnie pieczołowicie postawione pytanie metafizyczne. Stały się one zaczynem wybitnych tekstów, które potrafią „być niezależne od komentarza”. 

Te, odczytywane dziś przez autora, to wiersze o poetach i do poetów. Różewicz, Przyboś, Issa, Brodski, Norwid, Celan, Herbert... to ci, których łączy z Krynickim szczególna wspólnota poetycka, wspólnotadoświadczeń, która jest istotna nawet (a może tym bardziej), gdy motywuje do „wiedzenia sporu” (jak w przypadku Cz. Miłosza).

 

Na koniec spotkania Ryszardowi Krynickiemu wręczona została nagroda festiwalowa przyznawana poecie za dorobek poetycki lub wybitnemu krytykowi literackiemu piszącemu o poezji, czyli KAMIEŃ (nazwa nagrody nawiązuje do tytułu debiutanckiej książki Józefa Czechowicza, która ukazała się w Lublinie w roku 1927).

Hanna Jastrzębska

Raper Dolar w winiarni „U Dyszona”

Winiarnia “U Dyszona”, ul. Grodzka 1.

Wydawałoby się zaskakujące połączenie - mix rapera Dolara i poezji. Umówiona godzina 20:30 na scenę wkroczył młody człowiek. Przedstawił się, pożartował, wszystko jak trzeba: za duże ciuchy i hip hopowe bity. Jednak przed nim niebagatelne zadanie. Poprzeczkę ustawioną ma wysoko, bo temat jest dla niego nowy, a publiczność również nietypowa.

Miasto poezji poszerza swoje ramy i zagarnia kreatywnego studenta dziennikarstwa, „chłopaka z ulicy” (tu do wyboru), który zaskoczy wszystkich interpretacją poezji na sposób hip hopowy. Zastrzega wcześniej, że jest to improwizacja, słowa wymyślać będzie na bieżąco. To będzie freestyle. Na początek prosi publiczność o podniesienie jakiegoś przedmiotu. Wypada na kieliszek wódki. Dolar zaczyna prezentować swoje umiejętności... „rymy czyste jak wódka i palące jak spirytus” - to na rozgrzewkę. Szybko jednak przechodzi do sedna. Nie ukrywa, że poeci wydawali mu się nudni, wspomina o grafomanii i „zamulaczach”. Taki ma styl. Albowiem raper Dolar znakomicie z wierszem sobie radzi.

Wybiera wiersze z okładki gazety festiwalowej. Pierwszy to „Dom gubernatora” Tomasza Różyckiego. Czyta wiersz zebranym, aby po chwili przełożyć go na własny rytm i rym. Podobnie traktuje wiersz „Z sennika” Ewy Lipskiej, „traktat moralny” Tadeusza Dąbrowskiego i „Trucht” Marcina Sendeckiego. Na życzenie widowni interpretuje również wiersz Ryszarda Krynickiego. Na koniec zaskakuje publiczność i w rytmie hip hopu, dopóki wtóruje mu podkład muzyczny, opisuje osoby znajdujące się na sali. Publiczność doceniła kunszt wykonawcy i jego poczucie humoru - śmiechem i oklaskami.

Alicja Kawka

SPOTKANIE Z POETAMI LUBARTOWA

Tektura, ul. Wieniawska 15a

Wieczorne wydarzenie...poezja w wydaniu: Poeci Lubartowa czytają swoje wiersze na placu przed Tekturą... a właściwie to: „zbiór nieskończony” emocji, które sprowadzają się do jednego, wspólnego mianownika, a w sumie dwóch: poezji i Lubartowa.

Grupa ludzi usadowionych na krzesłach... na murku... na świeżym powietrzu, w niezobowiązującej atmosferze dzieli się poezją. Adam Marczuk, prowadzący spotkanie, a przede wszystkim poeta, oblicza stosunek poetów do publiczności. „Poeta też publiczność” - stwierdza. W kręgu siedzą wszyscy razem, niemal naprzemiennie, poeta, słuchacz, poetka, zasłuchani... Nie ma tutaj ograniczeń wiekowych, tematycznych, przestrzennych. Jest za to szansa na rozmowę „o pewnym Lubartowie”, o potrzebie pisania, przyjemności, cierpieniu...

„ Ile jeszcze macie wierszy? (...) ja mogę tu siedzieć do zmierzchu”.

Poeci: Adam Marczuk, Anna Maria Kukier, Sławek Krystian Król, Joanna Krawiec, Renata Rodzik, Robert Janusz Tomala, gościnnie: Wojciech Be (związany ze słowem wrażliwością)

Alicja Kawka

POETA NA SCENIE: Andrzej Sosnowski, (wprowadzenie: Jacek Gutorow)

Ośrodek “Brama Grodzka - Teatr NN”, ul. Grodzka 21.

Mistrzem świata jest...
Mistrzem świata jest. – powiedział kiedyś Andrzej Sosnowski o Marcinie Świetlickim. To jedno (zaledwie/aż) zdanie wystarczy, żeby opisać czym jest poezja Andrzeja Sosnowskiego. Ogólność i, by tak rzec, totalność tego sformułowania jest być może jedynym, co o poezji Sosnowskiego w ogóle można powiedzieć. To poezja, która zakreśla własny wszechświat, rozpędzony, przesycony wirem zdarzeń, słownych zderzeń. Niepochwytny i nie dający łatwego do siebie przystępu ale jednocześnie niesłychanie intensywny, płonący w gorączce. Nie pozwala na obojętność, ogłusza. Do czytelnika, dla którego przebicie się przez ciemną mowę tych wierszy jest zadaniem karkołomnym, przychodzi z ratunkiem sam poeta, który swym wibrującym głosem, czytając, wskazuje drogę, prowadzi w głąb wiru świata swej poezji. Uwodzi głosem, hipnotyzuje wizją. Takie rzeczy nie dzieją się co dzień...

Efekt – jaki był/będzie skutek prezentowania utworów poetyckich na ulicach miasta? Czy publiczna recytacja wzbudziła zaciekawienie czy tylko ciekawość? Ilu spośród przypadkowych przechodniów i klientów pobliskich pubów sięgnie po poezję w domu, a ilu z nich wróci w następnych dniach na Stare Miasto, by posłuchać rozbrzmiewających tu wierszy?

 

Środa 28.05.2008

CZECHOWICZ POETÓW
rozmawiają: Jacek Gutorow, Ryszard Krynicki, Tomasz Różycki, Andrzej Sosnowski
Katolicki Uniwersytet Lubelski, Instytut Filologii Polskiej

Dziś na sesji akademickiej wywoływano duchy wierszy i poetów. Cztery media przywoływały wiersze Józefa Czechowicza. Z Czechowiczowskiej mgły wydobywali także własne refleksje o lubelskim poecie (...)

W dyskusji uczestniczyło pięć osób: Paweł Próchniak, Ryszard Krynicki, Jacek Gutorow, Andrzej Sosnowski i Tomasz Różycki. Pięć osób sztuki słowa, których połączyła jedna przywoływana postać - Józef Czechowicz. Z tej gorącej rozmowy zapamiętałam kilka urywków, ważnych i dających pewien niekompletny obraz dyskusji. Urywków, które są tylko skrótami, które w rozmowie o poezji trzeba rozwinąć, pogłębić. Urywki są czytelniczą reakcją poetów na poezję Czechowicza.

Urywek 1: Paweł Próchniak przywołał zeszłonocny obrazek. Kiedy szedł pustą starówką, a obcasy wystukiwały rytm. Melodia to była zaczarowana. Obcasy stukały o bruk jak dłonie szamana o taflę naprężonej skóry w jambalai. I sprawcą wszystkich wypadków dnia i tego rytmu był Czechowicz. Gdzieś ukryty pośród cieni dnia, zakamarków nocy. Czechowicz to poeta ciemności, nawet w wierszach sielskich pozostaje poetą ciemności. Czechowicz to poeta stonowany, ukryty, który wypowiada swoją samotność.

 

Urywek 2: Jacek Gutorow mówił o poetyce Czechowicza, która bazuje na nastrojach. Poetyka poety jest poetyką zamkniętą w sobie. Ale w porównaniu z kamienistością herbertowskiej poezji jego wydaje się obłokiem.

Urywek 3: Tomasz Różycki zwrócił uwagę na rytmikę poezji Czechowicza, jego strukturę i formę wierszy, które w większości pozbawione są interpunkcji. Dla niego Czechowicz to modernista. W jego wierszach znajduje elementy futuryzmu, modernizmu, fascynację wojną. Ważne są też słowa, te dotyczące artylerii, wojny, betonu. Czechowicz najpełniej przemawiał w wierszu „ja karabin”. Słusznie Anna Nasiłowska zauważyła, że poetów można podzielić na tych do czytania na głos, czytania głośnego i linearnego, oraz tych, których trzeba czytać tylko linearnie, myślą. Czechowicz jest poetą, którego winno się czytać głośno, który wówczas najpełniej brzmi.

Urywek 4: Andrzej Sosnowski w poezji Czechowicza dostrzegł kłótliwość poetyk, których nie da się pogodzić. Czechowicz dla niego to poeta nie do końca wydarzony. Sosnowski mówi o Czechowiczu jako o twórcy - przywołując filmowe słowa - wstrząśniętym, nie zmieszanym. Wszystkie składniki poezji Czechowicza znajdziemy w jego twórczości, ale nie są zamieszane, nie uległy destylacji. Czechowicz to także poeta otchłani. Jego otchłań zapożyczona jest z przeszłości.

Urywek 5: Dla Ryszarda Krynickiego Czechowicz jest poetą bardzo bliskim. Poetą niespełnionym. Nad którym ma przewagę przeżyć. Poetą, który żył krótko. Poetą nowoczesnym, choć nic tak szybko nie starzeje się jak nowoczesność. To starzenie nowoczesności widać doskonale u Czechowicza i Przybosia. Czechowicz dla Krynickiego jest twórcą, do którego nawiązuje we własnej twórczości, którego czyta.

Urywek 6: Na koniec pytanie Pawła Próchniaka: Co by było z literaturą, gdyby Czechowicz, Schultz przeżyli wojnę? Jaka byłaby wówczas literatura? I co panowie poeci pisaliby wówczas?

Urywek 7: Zabrzmiał bohater spotkania. Z ust poetów wydobyły się słowa wierszy Józefa Czechowicza. Głosy popędziły w świat niosąc kolejne strofy i wersy. Zapadło milczenie.

Teraz trzeba biec nastawiać wodę na herbatę, spraszać znajomych, przekopywać półki z książkami. Może znajdzie się rozpadły (oczywiście z zaczytania) tomik z wierszami Czechowicza. I czytać. Pełnym głosem. Szukać w ciemności liter i nocy. Nasłuchiwać rytmu, stukotów słów. Przywoływać poetę. Niech zabrzmi jeszcze mocniej. Lublin otwiera swoje otchłanie.

Katarzyna Baran

ROZMOWY Z BOGIEM CZŁOWIEKA POGRANICZA
Maria Przybylska przedstawi fragmenty monodramu "Jozafat Kuncewicz" wg Tadeusza Żyhiewicza. Komentarz Ks. Stefan Bartuch.
CERKIEW GREKOKATOLICKA PW. NARODZENIA NMP. Al. Warszawska 71

„Jozafacie! Aniś ty łacinnik ani prawosławny. Takie dziwo: katolik cerkiewny! [...] Toż ty po polsku mówisz tak samo jak po rusku. [...] Tyś tutejszy”.

Książka Tadeusza Żychiewicza jest żywotem świętego męczennika za unię wschodniego i zachodniego Kościoła – Jozafata Kuncewicza. Maria Przybylska na jej podstawie przygotowała monodram, pokazany w środę w lubelskiej cerkwi greckokatolickiej. Kuncewicz chciał być właśnie takim „tutejszym”. „Tutejsi”, „swoi” to wszyscy chrześcijanie religijni, wierni Ewangelii, Rusini i Polacy, wierni tradycji Wschodu i Zachodu. Także Żydzi, którzy brali udział w pracach komisji wyjaśniającej okoliczności śmierci Jozafata.

Po spektaklu ks. Stefan Batruch przypomniał sylwetkę świętego. Nazwał go człowiekiem, „który poważnie traktował przykazanie miłości, który stawiał sobie za cel łączenie ludzi.” Oczywiście nie zawsze znajduje to zrozumienie – jak wiemy, struktury kościelne ulegają wpływom rzeczywistości świeckiej i politycznej. Różnych konfesjom z wielu powodów wygodniej jest ze sobą walczyć – tożsamość łatwiej budować poprzez negację innych. Okazuje się, że pokusa ekspansji i chęć dominacji nieobca jest także strukturom kościelnym (...)
Doświadczenie Jozafata jest doświadczeniem Kościoła unickiego - jest to szczególnie ważne dla nas, mieszkańców Lubelszczyzny. Ostatecznie św. Jozafat urodził się w pobliskim Włodzimierzu Wołyńskim. Jego relikwie, obecnie znajdujące się w rzymskiej bazylice św. Piotra, po likwidacji kościoła unickiego były przechowywane w Białej Podlaskiej.

Ks. Stefan przypomniał, że doświadczenie archimandryty Jozafata Kuncewicza jest także doświadczeniem człowieka pogranicza – świadomego absurdu, jakim są podziały między konfesjami czy między narodami. Oddał za to przekonanie życie. Możemy się zastanawiać, czy człowiek współczesny byłby gotowy na coś takiego.

Ola Gulińska

TWARZ POETY: JAN POLKOWSKI
Ośrodek “Brama Grodzka - Teatr NN”, ul. Grodzka 21.

Spotkanie z Janem Polkowskim to wydarzenie bez precedensu. Ten „najwybitniejszy żyjący a milczący poeta polski” niechętnie rozmawia o swojej twórczości. Tak też było i tym razem - prowadzący spotkanie Marcin Baran, miał trudne zadanie. Polkowski powrócił do literatury, wydając w tym roku, po osiemnastu latach milczenia, nowy tomik poezji. Ale czytał głównie niepublikowane teksty. Teksty dojmujące i piękne, wypowiadające bycie „z pustką w miłosnym uścisku”. Wiersze modlitwy o nicość, „podziemne psalmy”. Stanowczy, a przy tym spokojny głos autora „Elegii z tymowskich gór”, oddawał ton tej poezji, jej elegijny wymiar, liturgiczną dykcją. Twórczość Polkowskiego wyrasta z metafizycznej, żywej wyobraźni, opowiada o świecie świętym językiem Pisma, „narzeczem zagłady”. Te wiersze są jednymi z najwyrazistszych i najbardziej niepokojących rozpoznań rzeczywistości w polskiej poezji współczesnej.

Paweł Jarosz

 

Czwartek 29.05.2008

ŚWIADECTWA. Spotkanie młodzieży z Gimnazjum nr 19 im. J. Czechowicza z Błażejem Kozickim

Spotkanie wyszło kapitalnie. Jestem wręcz oczarowany tymi dziećmi. Przed tym spotkaniem bałem się, że „zjedzą mnie” jako pewien relikt (poeta). Ale nie. Nie potrafię jednak dokładnie zrelacjonować tej lekcji (a była to lekcja przede wszystkim dla mnie) w należytej formie. Więc pozwoliłem sobie na formę mi najbliższą. Poniżej zamieszczam wiersz, który dedykuję
tym dzieciom, jak i organizującym spotkanie nauczycielom.

 

Pozdrawiam
Błażej Kozicki

„szkolna 6”

jeśli w telewizji usłyszysz że
następne pokolenie będzie niewrażliwe na przyrodę i sztukę. to kłamstwo
jeśli w gazetach przeczytasz że
przyszłość zamknięta jest w dwóch literach: it. to jest to kłamstwo
dziś odnalazłem człowieka w człowieku . na przyszłość na szkolnej 6
jeśli ono. chce słuchać o słowie
to posłucha tego słowa
jeśli ono. chce słuchać o życiu
to będzie żyło
jeśli życiu towarzyszy słowo to przyszłość nie zamknie się lecz
otworzy i nie od liter lecz
od słowa: człowiek

nie mamy się o co lękać
jedynie sprostać dobrym sercem
pośród czystych serc

SPOTKANIE Z JOANNĄ DZIWAK
Antykwariat Staromiejski, Rynek 8

Joanna Dziwak - młoda poetka, dziewczyna o rozpromienionych, pełnych życia oczach. Na spotkanie z lubelską publicznością przyjechała z Krakowa. Tam studiuje i - jak powiedziała - ma teraz swój drugi dom. M.in. to bliskość poezji wpłynęła na wybór tego miasta. Uwielbia słuchać poezji w wykonaniu autorów, gdyż wówczas brzmi ona najbardziej prawdziwie i wzrusza ją - zdarza się, że do łez. Ona również była autentyczna i przekonująca.

Joanna Dziwak mówiła o swojej twórczości bardzo dojrzale. Wie, co ma do przekazania, nie zamierza omamiać odbiorców pustymi słowami, wystrzega się także oddawania im „półproduktów”, utworów niezbyt - jej zdaniem - dobrych. Sprawia wrażenie wrażliwej perfekcjonistki. Od debiutu w „Akcencie” minęły trzy lata. Przez cały ten czas tworzy, publikuje, ale decyzję o wydaniu tomiku podjęła dopiero niedawno. Selekcjonowała i dopracowywała utwory tak, by „nie wstydzić się ich za dziesięć lat”. Wkrótce się ukażą. Czekamy.

Elżbieta Zasempa

TEATR MAŁYCH FORM „S” (LO im. Jana III Sobieskiego), "JESZCZE CZAS"
dialog poetycki oparty na tekstach W. Szymborskiej i U. Kozioł, muz. Tadeusz Krukowski
MDK „Pod Akacją”, patio, ul. Grodzka 11

Spojrzeć na dobrze znaną poezję z zupełnie innej perspektywy – oto propozycja osób, które przygotowały kolejne spotkanie z poezją w Młodzieżowym Domu Kultury w Lublinie. A raczej spróbować tę lirykę usłyszeć na nowo, wniknąć w sensy do tej pory przez nas niepojęte.

Zaczęło się od poezji śpiewanej: "Śpieszmy się kochać ludzi" ks. Jana Twardowskiego oraz "Połoniny niebieskie" (wykonywane m. in. przez Adama Drąga oraz Irenę Jarocką) zinterpretował Patryk, młody artysta z zespołu „Pod Akacją”. Małe patio, piękna muzyka, wspaniałe teksty, dobre wykonanie – wszystko to wprowadzało w typowo liryczny, nieco nostalgiczny nastrój.

Z kolei Teatr Małych Form „S” temat banalny zaprezentował w sposób niestandardowy. Ów „temat banalny” to historia stara jak świat: on (grany przez Macieja Związko), ona (Maria Gągała) i brak porozumienia, pokazanie związku w ostatnim stadium jego trwania. Natomiast „sposobem niestandardowym” było oparcie dialogu, w którym zrozumienie okazało się niemożliwe, o fragmenty wierszy Wisławy Szymborskiej i Urszuli Kozioł. Ramą spektaklu były słowa: „ – Która godzina?” „ – Jeszcze nie czas” i „ – Która godzina?” „ – Już czas” (osłuchani w poezji z łatwością wyłapią nawiązanie do wiersza Na wieży Babel W. Szymborskiej). Pomiędzy „jeszcze” a „już” opowiedziano historię o odchodzeniu od siebie. Twórcy spektaklu wykorzystali m. in. wiersze: "Miłość szczęśliwa", "Bez tytułu" (W. Szymborska) czy *** [Jesteś za blisko], *** [Co nam pisane, nigdzie zapisane nie jest], "Tysiąc i jedna noc", "Nadnagość" (U. Kozioł).

„Ale nic się nie zdarzy. Żadne, samo z siebie,/ nieprawdopodobieństwo. Jak w mieszczańskiej dramie/ będzie to prawidłowe do końca rozstanie,/ nie uświetnione nawet dziurą w niebie.” ("Bez tytułu", W. Szymborska). I było. Do końca prawidłowo zagrane rozstanie.

Joanna Wiśniewska
fot. Raczyński, Kamil

sPRZECIW POEZJI (NIEZROZUMIAŁEJ)
spotkanie z Marcinem Baranem, Wojciechem Bonowiczem, Marcinem Sendeckim, prowadzi Joanna Roszak, Ośrodek “Brama Grodzka - Teatr NN” ul. Grodzka 21.

Tytuł czwartkowego spotkania był nawiązaniem do szkicu o poezji współczesnej autorstwa Czesława Miłosza pt. „Przeciw poezji niezrozumiałej”. Zalążkiem pomysłu na spotkanie był ostatni tom poetycki Marcina Sendeckiego pt. „Trap”.

Poezja niezrozumiała – ciemna i hermetyczna, czym ona jest?, z czego wynika? Na te i inne pytania próbowali odpowiedzieć Marcin Sendecki, Wojciech Bonowicz i Marcin Baran. Joanna Roszak, która prowadziła spotkanie, zaproponowała jako wstęp do dyskusji lekturę kilku wierszy wybranych przez poetów.

Poezja niezrozumiała nie istnieje - stwierdzeniem tym rozpoczął dyskusję Marcin Sendecki, który zauważył, że słowo rozumienie jest równie niedefiniowalne, jak na przykład kategoria wzruszenia.
Wojciech Bonowicz, próbując odpowiedzieć na pytane co może oznaczać niezrozumiałość poezji, zaproponował na początek kwestię, czy wiersz daje się rozebrać, czy nie.

Natomiast o źródle niezrozumiałości mówił Marcin Baran. Według poety może ona wynikać z wysiłku twórcy do wysłowienia się, z poszukiwania magicznej formuły, jaką używa się w celu stworzenia wielkiego dzieła. Niektóre wiersze są jak „autobieżnia do treningu” – mówił poeta - to autor dokonuje wyboru, pomiędzy bieżnią automatyczną albo „iściem” w ekstremalnych warunkach.

Bohaterowie wieczoru wspólnie stwierdzili, że poruszone w rozmowie kwestie nie są do końca rozstrzygalne. Poszukiwania odpowiedzi na postawione pytania pozostawili czytelnikom. Wojciech Bonowicz przypomniał przy tym, że „poezja jest po to, żeby słowa miały oddech, żeby zafundować słowom święto…”

Agata Ptak

SECOND LIFE

Wchodzimy w mrok Bramy Krakowskiej, od kwiaciarki dostajemy bukiecik, mijamy grajka. Awatary z różnych stron świata odwiedzające Stare Miasto Poezji tak zapamiętają swoje pierwsze chwile w Lublinie.

Wiekowe lubelskie kamienice zostały odtworzone w Second Life w projekcie tworzonym przez UMCS. Na stronie projektu czytamy, że jest to trójwymiarowy, wirtualny świat, który tworzą jego użytkownicy. Każdy z nich na początku gry projektuje swojego awatara – postać, którą kieruje podczas gry. Second Life daje możliwość nabywania wirtualnej ziemi, konstruowania budynków, tworzenia własnych przedmiotów. Najważniejsze są jednak spotkania z innymi awatarami. Na ekranie komputera można z ludźmi z całego świata pójść na koncert, wykład, imprezę albo na zakupy.

Dzięki współpracy Uniwersytetu i Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN” z każdego miejsca na ziemi można przejść przez wirtualną Bramę Krakowską i posłuchać poezji. Lubelski Rynek wypełni się dźwiękami „Poematu o mieście Lublinie” Józefa Czechowicza (...)

- Podczas festiwalu Miasto Poetów dzięki Second Life goście, którzy nie mają możliwości przyjechać do Lublina będą mogli poczuć przynajmniej część atmosfery naszego miasta i festiwalu - tłumaczy Rafał Moczadło – dzięki spotkaniu poetów i krytyków chcemy też zainicjować w przestrzeni wirtualnej jakieś stałe wydarzenie. Mogą to być na przykład warsztaty poetyckie - dodaje. Więcej szczegółów dotyczących wydarzeń w wirtualnym Starym Mieście można znaleźć na stronie projektu lub w samym Second Life na wyspie UMCS-u.

 

Piątek 30.05.2008

MIEJSCE POEZJI, MIEJSCE WYOB­RA­ŹNI: GDAŃSK
spotkanie z Tadeuszem Dąbrowskim, Pawłem Huelle, Wojciechem Wenclem
Ośrodek „Brama Grodzka-Teatr NN”, ul. Grodzka 21.

Spotkanie przebiegało pod znakiem śliwowicy. Ona bowiem, jak utrzymuje Wojciech Wencel, znacznie bardziej otwiera na metafizykę niż Gdańsk. Gdańsk – mówił poeta – to poniemiecki mieszczański ład hamujący emocjonalność. Miasto zupełnie sztuczne i martwe także dlatego, że w dużej mierze zrekonstruowane po zniszczeniach wojennych. Daleko lepsze dla poezji są Morawy, a przede wszystkim morawska śliwowica – twór słowiańskiej duszy otwartej na transcendencję i naturę. Trunek ten wyzwala opowieści, historie o żywych ludziach opowiadane przez produkujących i pijących go prostaczków. Na Morawach więc literatura znajduje znacznie lepszy grunt niż na Pomorzu. Nie pomaga miastu nawet mityczna obecność niesamowitego Weisera Dawidka ani powieści „innych pisarzy”, które są jedynie szukaniem taniej sensacyjności zbudowanym na pożywce historii i niezdrowej fantazji. Wyjątkiem może być tu jedynie Matarnia (w której poeta mieszka), mająca w sobie więcej prawdziwego życia i śladów historii.

Tadeusz Dąbrowski od Gdańska woli młodszą, nowoczesną i ambitną Gdynię. Miasto, którego tkanką były wielkie nadzieje i marzenia, miasto zawiedzionego modernizmu. W Gdańsku, jak mówi, trudno mu się odnaleźć. Jednocześnie uznaje, że miejsce nie rzutuje na pisanie, nie determinuje poety ani poezji.

W obronie Gdańska jako miejsca wyobraźni stanął Paweł Huelle, który niestety do Lublina nie dotarł i łączył się z obecnymi w Bramie Grodzkiej jedynie telefonicznie. Za cechę charakterystyczną historii miasta uznał dramatyczne zerwanie – bezpowrotne ginięcie wielkich formacji kulturowych (kultury kaszubskiej, kultury republiki hanzeatyckiej, która padła pod rządami pruskimi, potem kultury polskiej i żydowskiej, wreszcie - niemieckiej). Skomplikowane dzieje miasta owocują, zdaniem Pawła Huelle, ciekawym zróżnicowaniem przestrzeni i podskórnym pulsowaniem wielu języków i wątków. Gdańsk, mówił pisarz, czeka na poemat na miarę tego, który stworzył o Lublinie J. Czechowicz.

Do pomysłu poematu z dystansem odnieśli się Wojciech Wencel i Tadeusz Dąbrowski, sceptycznie oceniając też poetycką nośność Gdańska i przestrzeni w ogóle. Poeta poezję „niesie w sobie”. Czyżby więc, wyobraźnia nie zakorzeniała się jednak w przestrzeni, w tym co trwa dłużej, niż my (jak chciał, prowadzący spotkanie Paweł Próchniak)? Czy kondycja współczesnego poety to kondycja wykorzenienia czy po prostu wolności twórczej (jak ujmowali to obecni w bramie grodzkiej poeci)? Czy ostatecznie nie ma znaczenia miejsce styku ze światem i intymna otoczka twórcy?

Żal tylko Pawła Próchniaka, który czytając wierszowane notatki liryczne Pawła Huelle, w Gdańsku próbował znaleźć ślady anielskich interwencji. Te najwidoczniej nie mają miejsca w Trójmieście. Może dlatego, że anioły śliwowicy nie piją.

Hanna Jastrzębska

Koncert zespołu „Variété”
Winiarnia “U Dyszona”, ul. Grodzka 1.

Piątkowy koncert zespołu Variété to przede wszystkim niezapomniane doznania. Doznania, których dostarczyły niebanalne teksty Grzegorza Kaźmierczaka (śpiew, elektronika, samplery) oraz gitarowe brzmienia Marka Maciejewskiego. Tak stworzona mieszanka - doprawiona odtworzonymi z komputera śladami sekcji rytmicznej - pozostawia długo brzmiące w myślach melodie. Występ Variété jest koncertem jednocześnie promującym najnowszą płytę zespołu - „Zapach wyjścia”.

Godzina 21:30. Na scenie pojawia się Grzegorz Kaźmierczyk i Marek Maciejewski. Kaźmierczyk wita publiczność, zapowiada, że jest to drugi koncert zespołu w Lublinie. Po chwili rozpoczyna mocnym uderzeniem. Utworem na wejście jest „Anioł”: „Wyjeżdżam z tego miasta ciągle/ wyjadę także dziś/ samo wbijanie się w powietrze/ jest najlepsze”. Drugi, hipnotyzujący utwór „Śnieg i diament” jest tylko zapowiedzią bardziej energetyzującego - „Chłopcy”. Chwila odpoczynku. Kaźmierczyk zwraca się do publiczności. Pyta o przepływ energii. „Czy dzieje się coś dobrego?”. Rozglądam się wokół. Nie musi pytać - zadowolone twarze, ludzie i ich cienie poruszające się w rytm muzyki. Stopy siedzących obok mężczyzn podrygują w rytm. Wszystkie twarze pełne skupienia.

Kolejne utwory to majstersztyk emocji. Od mocnych uderzeń poprzez spokojne aż po szybkie, żywiołowe brzmienia. Świetne teksty Kaźmierczaka, niezawodny Maciejewski. Variété oprowadza nas po swojej nowej płycie prezentując m.in. „Manhattan”, „Punkt”, „Zmianę”, przypominając jednocześnie utwory z poprzednich dyskografii jak np. „Niedziela”.

Właśnie „Niedziela” miała być ostatnim utworem zaprezentowanym przez zespół. Publiczność nie chciała jednak pożegnać się tak szybko. Panowie opuścili scenę w gromkich, nieustających brawach. Wkrótce potem wrócili na scenę by wykonać jeszcze jeden utwór - „Bydgoszcz”. Jednakże i ten nie był ostatnim. Znów brawa, tym razem jeszcze intensywniejsze (o ile to możliwe), nawołujące do powtórnych bisów. Nie kazano nam długo czekać. Zespół powrócił wśród aplauzu publiczności i wykonał tym razem ostatni już utwór „Punkt”. Wówczas Kaźmierczak podsumował: „Właściwie teraz moglibyśmy zacząć koncert od nowa”. Sądząc po twarzach publiczności - zespół zjednał sobie nas ostatecznie, zbierając tym samym nowe żniwo wiernych słuchaczy.

Ania Kwiatkowska

 

Sobota 31.05.2008

ROZMOWY Z BOGIEM: DLACZEGO BÓG NAS STWORZYŁ
Recytacja Koranu w języku arabskim i polskim z komentarzem Imama Nidala Abutabaqa.
CENTRUM KULTURY MUZUŁMAŃSKIEJ, ul. Namysłowskiego 2

Czy muzułmanie oprócz wychwalania Boga mają modlitwy dziękczynne i błagalne? Jak wygląda przestrzegania zasad islamu w katolickim kraju? Czy chrześcijanie są dyskryminowani w krajach arabskich?
Na takie i na inne pytania odpowiadali muzułmanie w Centrum Islamu, którzy byli gospodarzami sobotniego spotkania „Rozmowy z Bogiem”. Dr Tomasz Stefaniuk zwrócił uwagę, że wyznawców islamu w Polsce można podzielić na trzy grupy: Tatarów, czyli ludność od wieku zamieszkującą te tereny; uchodźców i imigranów, głównie Czeczenów i osoby z krajów arabskich; oraz Polaków – konwertytów na islam. Prowadzący podkreślali holistyczny charakter islamu – jego totalność, fakt, że religia organizuje całe życie człowieka, dotyczy wszystkich jego aspektów. Z drugiej strony nie wymaga się jakiś absurdalnych poświęceń – wszelkie zalecenia np. dotyczące modlitw są dostosowywane do określonego środowiska i stanu zdrowia wiernego.

Wszyscy muzułmanie będący na spotkaniu mówili o tym, że absolutnie nie można utożsamiać np. doniesień o łamaniu praw człowieka w krajach islamskich z samą treścią Koranu. Podkreślali szacunek wyznawców islamu do „ludzi Księgi” - żydów i chrześcijan. Został także przeczytany fragment sury pięćdziesiątej pierwszej (Adh-Dharijat).

Ola Gulińska

PRZEPYCHANKI SŁOWNE
slam poetycki z udziałem gości z Polski

WINIARNIA "U DYSZONA". ul. Grodzka 1

Slam w Winiarni U Dyszona zgromadził kilkadziesiąt osób (publiczność), kilkunastu slamerów i trzy slamerki, z Lublina i tzw. Polski. W oparach obowiązkowego dymu papierosowego każdy miał swoje trzy minuty. Poziom zróżnicowany. Było poważnie (skupienie widowni), nudnawo (szemranie), wulgarnie (liczenie wyrazów niecenzuralnych, po 36 rachunki się poplątały), błazeńsko (śmiech, repliki), groźnie - w rytmie hip-hopu (uuuuu). A nawet reinkarnacja wieszcza Adama się pojawiła.

 

Do ścisłego finału weszli panowie Wojciech B. i Dawid 313. W ostatecznym starciu zwyciężył Dawid 313, który zgarnął nagrodę główną (jak zapewnił prowadzący – najwyższą w historii lubelskich slamów), czyli 500 złotych (brutto) i najnowszy Scriprotes poświęcony Czechowiczowi.

J.S.

Niedziela 1.06.2008 ZAKOŃCZENIE FESTIWALU

Czytanie ,,Lokomotywy” Tuwima przez znanych lublinian, pokaz czerpania papieru, budowla bamby czy gra w cymbergaja – takie atrakcje czekały na lublinian na Placu Litewskim, gdzie 1 czerwca 2008 roku odbył się festyn kończący projekt „Miasto Poezji. Lubelski festiwal literacki”. Imprezę połączono z konkursami dla dzieci zorganizowanymi przez Radio Lublin z okazji dnia dziecka.

- Poezja jest sztuką elitarną, chcieliśmy wyjść z nią do ludzi. Przeważnie jest tak, że kiedy ludzie usłyszą słowo poezja, odwracają się, bo myślą, że to trudne i niezrozumiałe. Chcieliśmy pokazać, że poezja jest dla ludzi- wyjaśnia ideę festiwalu Witold Dąbrowski- z Ośrodka „Brama Grodzka- Teatr NN”, współorganizator projektu.

Festyn rozpoczął się o godzinie 11-stej. Przez 6 godzin na zainteresowanych czekały stoiska z atrakcjami przygotowanymi przez stowarzyszenie KLANZA i organizatorów festiwalu Miasto Poezji. Przygotowany był: pokaz czerpania papieru i pieczęci lakowych (gdzie samemu można było zaczerpnąć papier i zrobić pieczęć), stoisko nauki gry na flażolecie (instrumencie podobnym do fletu) pana Janusza Wodniaka czy szafa z wierszami, w której można było odsłuchać wiersz tylko dla siebie. Dla maluchów przygotowano także budowanie bamby, czyli budowli przestrzennych z patyczków w kształcie długich słomek, grę w cymbergaja, polegającą na „szuraniu” płaskimi klockami po gładkim stole i trafieniu do bramki przeciwnika, malowanie twarzy, naukę chodzenia na szczudłach i żonglowania czy robienie figurek z masy solnej.

Co godzinę, w ramach ogólnopolskiej akcji „Cała Polska czyta dzieciom”, znani lublinianie odczytywali wiersz Juliana Tuwima „ Lokomotywa”. Wiersz można było usłyszeć w wykonaniu: Ewy Dados z Radia Lublin, Marcina Wójcika z kabaretu Ani Mru Mru, Grzgorza Michalca z Telewizji Lublin oraz tegorocznych laureatów nagrody Żurawie. Festyn uświetniło również duże zaangażowanie publiczności. Dzieci recytowały wierszyki, był pojedynek na rymy pomiędzy urzędnikiem z Chełma, a nauczycielem z Kraśnika czy pokaz piosenki zagranej przez osobę z publiczności, przybyłą ze Stanów Zjednoczonych.

- To jest ideał imprezy, ludzie przychodzą, biorą udział w konkursach, wszystko się samo organizuje. Jest bardzo fajnie - mówi nauczyciel polskiego z Kraśnika, uczestnik pojedynku na rymy.

 

 

- Wszystko mi się podoba - komentuje 5-letnia Zuzia z namalowanym kwiatem i motylem na policzkach.
- Bardzo nam się podoba, jestem zadowolona z imprezy - dodaje Anna, mama Zuzi.

Katarzyna Lalak