19.05.2003

19.05.2003

Wystawa "Elementarz. Dzieci w obozie na Majdanku"

Wystawa  "Elementarz. Dzieci w obozie na Majdanku"  została przygotowana przez Ośrodek "Brama Grodzka - Taetr NN" w 2003 roku. Jest eksponowana w baraku numer 53, na terenie Państwowego Muzeum na Majdanku.
 

Historia II wojny światowej to również historia dzieci. Tysiące z nich zostało zamęczonych i zamordowanych w obozach koncentracyjnych. Jednym z takich miejsc był obóz na Majdanku. Związane z nim były losy dzieci żydowskich, białoruskich i polskich. Duża część z nich miała iść 1 września 1939 r. do szkoły, z „Elementarzem” w tornistrze.

Elementarz” uczy dziecko porządkować i opisywać świat. Zawarte są w nim najprostsze kategorie społeczne, leżące u podstaw relacji między człowiekiem a otoczeniem. Charakterystyczną cechą „Elementarza” jest to, że pozbawiony jest okrucieństwa i zła. Dzieci, które znalazły się na Majdanku, zostały gwałtownie „wyrwane” z prostego i naiwnego świata „Elementarza”. Świat obozu był jego całkowitym zaprzeczeniem. Życie w obozie przyniosło dzieciom codzienne obcowanie ze złem i śmiercią.

Na wystawie opowiedziane są losy czworga dzieci więzionych na Majdanku. Są to dzieci żydowskie: Halina Birenbaum i Henryk Żytomirski, białoruskie: Piotr Kiriszczenko i polskie: Janina Buczek-Różańska. Jedno z nich zginęło w obozie, był to Henio Żytomirski.

Przestrzeń baraku przeznaczona na wystawę podzielona jest na dwie odrębne części, rozdzielone ścianą:
 

I – „Świat Elementarza”
(Dzieciństwo i Szkoła)

W tej części baraku są wydzielone dwa pomieszczenia z informacjami o obozie i dzieciach, które w nim przebywały. W jednym pomieszczeniu dowiadujemy się o losie dzieci żydowskich, w drugim – o dzieciach białoruskich i polskich. Wyraźnie pokazana jest różnica ich historii – dzieci żydowskie od samego początku skazane były na śmierć.

II – „Świat Obozu”

 

 

 

CZĘŚĆ INFORMACYJNA WYSTAWY

Przed wejściem na wystawę, w dwóch małych pomieszczeniach baraku, umieszczone są podstawowe informacje o obozie i losach dzieci na Majdanku. W jednym z pomieszczeń zostały zgromadzone dokumenty o dzieciach żydowskich, które od samego początku były skazane na zagładę. W drugim pomieszczeniu zawarto wiadomości o dzieciach polskich i białoruskich.

FOTOGRAFIE

W oknach, znajdujących się w tych pomieszczeniach, wiszą skrzynki z otworami, w których można zobaczyć slajdy z twarzami dzieci. Są to zdjęcia zrobione niektórym dzieciom zanim trafiły do obozu. Twarze dzieci ze slajdów są widoczne dzięki światłu padającemu na nie z okna.

 

MEBLE/REGAŁY

Pomieszczenia te zostały wyposażone w meble nawiązujące swoim wyglądem do wyposażenia używanego w bibliotekach i archiwach. W każdym z pomieszczeń stoją cztery regały:

 

Pierwszy regał
Relacje dotyczące życia w obozie

W szufladkach tego regału są umieszczone fragmenty relacji zarówno dzieci, jak i dorosłych więźniów. Ułożono je w ten sposób, że opisują kolejne, główne etapy z życia więźniów: transport, droga do obozu, przekroczenie bramy, otrzymanie numeru, życie na Majdanku. W przypadku dzieci żydowskich w relacjach zawarte są opisy selekcji i komór gazowych.

Relacje więźniów żydowskich

HALINA BIRENBAUM: Było tak ciasno, że nie można było stać. Było strasznie gorąco. Ludzie mdleli, padali, inni padali na nich, dusili jedni drugich. Nie miałam więcej siły, w końcu też upadłam. Zaczęłam się dusić. Czułam, że umieram (…) Krzykiem i biciem wygnali nas z wagonu. Zaczęliśmy maszerować. Pilnowali nas ze wszystkich stron. Po drodze, kto był słaby, kto nie chodził dość prędko, rozstrzeliwali go. Pełno było trupów po całej drodze (…) Doszliśmy do miejsca, gdzie oddzielali mężczyzn od kobiet. Straszne miejsce. Ludzie starali się czym dłużej być razem ze swoimi mężami, ze swoimi synami. Nie oddzielić się. Jeszcze chwilę. Niemcy bili pejczami, strzelali. Rozdzielili nas i zaprowadzili na wielki plac, gdzie były same kobiety, tysiące kobiet.

JERZY PFEFFER: Z rozbieralni popędzono nas nago przez podwórze do łaźni. Tam odbyła się pierwsza selekcja. Osoby starsze i źle wyglądające, mizerne, wzięto od razu na bok . Oznaczało to śmierć.

HENRYK ŻYTOMIRSKI: -- ------ ---------- -- ----- ------ ------------- ---- -- ------- ---- -------- --- - - --- ---------- -------- ------ ------ - -------- --- ------ ---- ---- --- ----- ------------ --- ------- - --- - ---- --- ----------- ---- ----- - - --------- --- -- ---------- ----- -------- -------- --- - --------- --------- --- --- -- -

HALINA BIRENBAUM: Zagnali nas do baraków. Po tysiąc, tysiąc pięćset osób do jednego baraku. Trzeba się było bić o każdą rzecz, o trochę przestrzeni, o trochę powietrza do oddychania, o trochę wody do picia, o wszystko. Widziałam stłoczone kobiety, które biły się nad kotłem zupy . Wyrywały sobie pazurami miski, jak zwierzęta.

REGINA FINGIER: Tutaj, w obozie koncentracyjnym, straciłam syna i cały sens mego dalszego życia. Tu, w tym obozie śmierci, esesmani nas zabijali, a kapowie nas dręczyli. Tu, w obozie koncentracyjnym, zabrano nam nie tylko to, co było nam najdroższe i najbliższe, ale pozbawiono nas nawet imienia i nazwiska.

ESTERA RUBISTEIN: Matki żegnały się ze swoimi dziećmi, wszyscy już wiedzieli, że idą na śmierć, i że nie ma rady. Wszyscy szli dumnie, nikt nie zapłakał. Ludzie szli pod dźwięki muzyki, gdyż Niemcy nastawili głośniki radiowe. Zawierucha była okropna. Zdawało się, że to już koniec świata.

ZACHEUSZ PAWLAK: Po zagazowaniu zwłoki Żydów przewożono paręset metrów za łaźnie na przyczepach traktora; krążył on całą noc między komorami gazowymi a stosami paleniskowymi. Stosy te wyglądały następująco: na podmurówce układano kraty żelazne. Czasem zamiast krat kładziono podwozie samochodu ciężarowego lub kawałki szyn kolejowych. Pod takie rusztowanie ładowano drzewo, koks, węgiel. Zwłoki układano w kilku warstwach na kratach, oblewano następnie łatwopalnym płynem i podpalano przekładając je polanami drewna.

Relacje więźniów polskich i białoruskich

PIOTR KIRISZCZENKO: Załadowali nas do wagonów towarowych. Siedzieliśmy jeden obok drugiego. Pociąg ruszył. Jeśli ktoś umarł po drodze, grzebano go na stacji kolejowej dalej od torów.

JANINA BUCZEK-RÓŻAŃSKA: Wyładowano nas na stacji kolejowej, ustawili w szeregi i pędzili. Był upał, ludzie byli zmęczeni, głodni. Były pierwsze trupy. Ludzie sami siadali w rowach i umierali. Niemcy ich dobijali. To był straszny transport.

EDWARD KARABANIK: Za kimkolwiek zamknęła się brama wejściowa w obozie na Majdanku przestawał być człowiekiem - był numerem. Rozpoczynała się jego wegetacja. Z każdego kąta czyhała na niego śmierć, bo wszystkie cele, wszystkie czynniki jakie były stworzone w obozie, przyczyniały się do wykończenia, do załamania, do zniszczenia pod względem biologicznym i psychicznym.

ZOFIA PAWŁOWSKA: Któregoś dnia napłynął transport Białorusinek z dziećmi. Wszystkie były bardzo wynędzniałe i głodne. Przebyły straszliwą gehennę. Drogę tą znaczyły trupami dzieci i rozpaczą po tych, które gwałtem odbierali im Niemcy . Kobiety, które zabierano z kilkorgiem dzieci, dotarły na Majdanek często tylko z jednym dzieckiem lub straciły wszystkie. Dzieci, które dojechały żywe, były obrazem najskrajniejszej nędzy.

JANINA BUCZEK-RÓŻAŃSKA: Codzienność obozowego życia: apele, zabranie wszystkiego, nadanie numerów. Byliśmy całkowicie zaszczuci. Cieszyliśmy się z każdej godziny, którą udało nam się przeżyć. Najstraszniejszy był głód i bicie. Czy wiecie, co to jest piekło? To Majdanek.

PIOTR KIRISZCZENKO: Powiedziano nam, że nasza matka umarła. Z płaczem przybiegliśmy do baraku, w którym pozostała. Dowiedzieliśmy się, że wszyscy umarli leżą w rogu baraku, przykryci kocami. Rozkryliśmy je i zobaczyliśmy dużo martwych kobiet. Zaczęliśmy przewracać nieboszczyków jak polana. W końcu znaleźliśmy matkę. Poznać ją było rzeczą niemożliwą, jednak to na pewno była moja, nasza matka. Twarz miała żółtą. Im więcej patrzyliśmy, tym więcej oblewaliśmy się łzami. Pocałowaliśmy matkę w czoło po kilka razy i odeszliśmy.

PIOTR KIRISZCZENKO: Po dwóch miesiącach pobytu w obozie stałem się zupełnie innym człowiekiem. Zniknęły łzy. Obudzisz się rano, budzisz kolegę, a on martwy i nie boisz się trupa. Jeśli miał chleb i kartofle w kieszeni, weźmiesz i zjesz, patrząc mu w twarz i niczego się nie boisz.

KAZIMIERZ WDZIĘCZNY: W nocy, wśród jęków, po omacku szukam żyjących, by ogrzać przy nich drżące ciało. Modlitwy nie chcą wyjść przez usta. Rozpaczliwe krzyki konających są nie do zniesienia. Przytulam się do trzeciego już z kolei więźnia, lecz każdy z nich stygnie po chwili.

KAZIMIERZ WDZIĘCZNY: Widzieliśmy, jak wynędzniali więźniowie podjeżdżali olbrzymimi wozami, na które wrzucali kolejno żywych i martwych. Działy się rzeczy straszne. Niektórzy chwytali się brzegów wozu lub wysadzali głowy spod stosu trupów, błagając o litość albo krzycząc niezrozumiałe zdania w różnych językach.

 

Drugi regał – opisy przedmiotów

W szufladkach regału umieszczone są kopie kart muzealnych, na których znajdują się opisy przedmiotów związanych z najbardziej prywatną przestrzenią więźnia. Opisy dotyczą: ubrań dzieci (buty, marynarka, czapki) oraz takich przedmiotów jak: okulary, książeczki dziecięce, lalki. W przypadku dzieci żydowskich jest też opisana gwiazda Dawida, którą naszywano na ubranie.

Trzeci regał – opisy obiektów związanych z obozem

W szufladkach umieszczono reprodukcje kart muzealnych z opisami obiektów tworzących obóz. Są to opisy m.in.: baraków, drutów kolczastych, łaźni, wież strażniczych, oświetlenia, krematorium. W przypadku dzieci żydowskich są też karty z opisami puszek po cyklonie B i komór gazowych.

Czwarty regał – życiorysy dzieci

W tym regale umieszczono dwie duże szuflady zawierające życiorysy czwórki wybranych dzieci: żydowskich: Haliny Birenbaum, Henia Żytomirskiego; polskiego: Janiny Buczek - Różańskiej i białoruskiego: Piotra Kiryszczenko.
 

W każdym z pomieszczeń jest też skrzynka, w której można zobaczyć pojedyncze klatki – rysunki z animowanego „filmu”, pokazującego kilka scen z życia obozu. Jest to „film” zrobiony przez więźnia dla córki.

 

ŚWIAT ELEMENTARZA – DZIECIŃSTWO I SZKOŁA

 

Świat dzieciństwa

Pozytywka
Na samym początku instalacji stoi drewniana skrzynka-pozytywka. Po jej otwarciu słyszymy śpiewaną przez małą dziewczynkę, popularną, przedwojenną piosenkę Z popielnika na Wojtusia iskiereczka mruga, kołysankę autorstwa Janiny Porazińskiej:

Na Wojtusia z popielnika
Iskiereczka mruga,
Chodź, opowiem ci bajeczkę,
Bajka będzie długa.
Była sobie Baba Jaga,
Miała chatkę z masła,
A w tej chatce same dziwy,
Cyt, iskierka zgasła.

Była sobie raz królewna,
Pokochała grajka,
Król wyprawił im wesele
I skończona bajka

Świat elementarza

Szkoła
W tej części wystawy na szkolnej ławce rozłożone są przedwojenne elementarze (polski, białoruski, żydowski). Na wiszącej tablicy szkolnej wypisano nazwiska czworga dzieci, o losach których opowiada wystawa. Są to: Janina Buczek - Różańska, Piotr Kiriszczenko, Halina Birenbaum oraz Henio Żytomirski. W pomieszczeniu tym słychać też gwar szkolnego korytarza: krzyki i nawoływania dzieci w czasie szkolnej przerwy.

 

ŚWIAT OBOZU

Tablice gliniane
Wchodząc do świata „Obozu”, mijamy rozłożone wzdłuż ścian baraku gliniane tablice z wypisanymi fragmentami relacji więźniów. Zapisano je i wypalono na glinianych tablicach, żeby podkreślić siłę i wagę tych Świadectw. Tablice leżą na betonowych płytach. Relacje te rozmieszczone są w ten sposób, że opisują kolejne etapy życia więźniów. W ten sam sposób ułożone są relacje w jednym z regałów, stojącym w pomieszczeniu informacyjnym. Wszystkie teksty (pisane, mówione), zamieszczone w tej części wystawy, to wspomnienia więźniów. Nie ma tu żadnych komentarzy, opracowań historyków itp. Są tylko Świadectwa.

 

Wagon
W części wystawy „Świat Obozu” – na samym jej początku, wzdłuż środkowej osi baraku umieszczony jest metalowy szkielet towarowego wagonu kolejowego (ok. 3 m szerokości, 10 m długości). Jedynymi elementami drewnianymi, jakie pozostały z wagonu, są drzwi. Metalowy szkielet dachu wagonu przeplata się z drewnianą konstrukcją dachu baraku. Przez cały wagon przechodzi rozwinięta z betonowego walca, biała tkanina, na której widnieją nazwiska dzieci-więźniów.

 

Studnie
Symbolem losów każdego z czworga wymienionych wcześniej dzieci są wybudowane w baraku cztery betonowe studnie. Przebijają one podłogę i są wkopane w ziemię. Pochylając się nad studnią, można usłyszeć wydobywającą się z głębi ziemi opowieść dorosłego człowieka, historię o jego pobycie w obozie, kiedy był dzieckiem. Jedna ze studni, upamiętniająca Henia Żytomirskiego, „milczy” – Henio nie przeżył obozu. Światło w baraku jest ustawione w ten sposób, że zaglądając do studni, widzimy tylko ciemność. Oto relacje dzieci słyszane ze studni:

PIOTR KIRISZCZENKO: Wpędzono nas za te druty, a potem było mycie w łaźni. Mężczyzn odseparowano i popędzono dalej. Zostały kobiety i dzieci. Niemcy coś krzyczeli, tłumacze tłumaczyli. Należało oddawać drogocenne rzeczy i dowody osobiste. Przed wejściem do łaźni strzyżono głowy kobietom, dziewczynom. Wielu żal było rozstawać się z warkoczami, nie było jednak litości. Trochęśmy się pomyli i rozkazano nam przejść do innego pomieszczenia, tam wydawano odzież. Dorośli otrzymali pasiaki, dzieci dostały dziecinną odzież, jaką nosiły dzieci wielu krajów Europy przed przybyciem na Majdanek. Kiedyśmy wyszli z łaźni, było już ciemno. Niemcy pognali nas w stronę 5-tego pola. Wszędzie paliły się żarówki. Przeszliśmy przez bramę, z powrotem już wyjścia nie było. (…) Często biegaliśmy po śmietnikach, żeby znaleźć choćby zapleśniały chleb lub obierki z ziemniaków. Jak się chciało jeść - żeby to wyrazić, brakuje słów.

(…) Często biegaliśmy do baraków, gdzie żyli Polacy. Prosisz o chleb, zalewasz się łzami, opowiadasz o swoim nieszczęściu. I oto otrzymujesz do ręki kawałeczek chleba wielkości pudełka od zapałek, jakiż on był drogi i smaczny.

 

JANINA BUCZEK – RÓŻAŃSKA: Koło południa, koło godziny drugiej może trzeciej przyprowadzono nas na Majdanek. Przed nami duża brama, wieże strażnicze. Ja byłam ciągle przytomna, ciągle jeszcze niosłam tobołki. Mama niosła mojego brata Maniusia, a ojciec też jakieś tobołki niósł. Później rzucali po drodze, ludzie rzucali po drodze walizki. Był duży transport. Były pierwsze trupy. Ludzie sami na ogół siadali w rowach i umierali, Niemcy ich dobijali. To był straszny transport. Mogło to być 6 albo 7 lipca w 1943 roku. Upał. Wielki blok pierwszy. Tam też ludzie mdleli z braku powietrza, potem zerwano dach. Smród... A potem już codzienność obozowego życia: apele, zabranie wszystkiego, nadanie numerów. (…) Ojca z nami nie było. Była mama z dziećmi, z nami. Kiedyś zobaczyliśmy ojca, z drugiego pola, podszedł niedaleko drutów. Mama go pierwsza zobaczyła, pokazała go nam. Zaczęła machać, wołać... On nas nie poznał! Jak strasznie musieliśmy wyglądać? Nie poznał nas! Dopiero mama podniosła w górę Maniusia, mojego brata, i po nim, po dziecku, poznał, że to my jesteśmy.

HALINA BIRENBAUM: Tymczasem wygnali nas stamtąd biciem i krzykiem. Wygnali do jakiejś wielkiej sali. Było tam zimno bardzo. Wszystkie okna były otwarte, był straszny przeciąg. Nie było czym wytrzeć mokrego ciała. Rzucali nam odzież. Taką dziwną odzież. Dużym, wysokim kobietom dawali jakieś małe, za ciasne rzeczy i na odwrót. Mnie dali czarną balową suknię z koronkami, długą do ziemi. Nie wiedziałam co robić ze sobą zupełnie, byłam tak przerażona, tylko cały czas myśli moje były koło mamy. Bratowa moja szybko naciągnęła na mnie tą suknię. Znalazła gdzieś sznur. Zawiązała, podwiązała ją i w ten sposób przerzuciła, żeby nie była taka długa, żebym nie potknęła się o tą sukienkę. Weszłam do obozu. Wprowadzili nas wszystkich. Byłam w pełnym szoku. Otwarta przestrzeń. Na około druty kolczaste naładowane elektrycznością, wieże takie wartownicze, a w nich esesmani, wycelowane z tych wieżyczek karabiny maszynowe, wycelowane prosto w nas. Przez te wszystkie lata byłam przyzwyczajona uciekać od widoku esesmanów, wciąż leżeliśmy w piwnicach, na strychach, zawsze chowaliśmy się gdzieś - a teraz już nie było gdzie. Teraz staliśmy na takiej wolnej przestrzeni i oni mogli nas widzieć i zrobić z każdym z nas, co tylko chcieli. Nie mogłam po prostu pojąć tego. (…) Tymczasem zagnali nas do baraków. Po tysiąc, tysiąc pięćset osób do jednego baraku. W takiej okropnej ciasnocie, na podłodze, nie było nawet dosyć miejsca na tej podłodze. Trzeba tutaj się było bić o każdą rzecz, o trochę przestrzeni, o trochę powietrza do oddychania, o trochę wody do picia, o wszystko...Trzeba było bić się o miskę blaszaną, obitą, zardzewiałą, żeby móc dostać później trochę zupy pokrzywowej, z pokrzywy gotowanej, pełnej piachu. Nie byłam zdolna do tego. W pierwszych dniach zupełnie nie byłam zdolna do tego.

Elżunia
W sposób symboliczny pokazany jest los piątego dziecka - najprawdopodobniej żydowskiej dziewczynki, Elżuni. Wiemy o niej tylko to, co zapisała w formie wiersza na skrawku papieru:

Była sobie raz Elżunia,
umierała sama,
Bo jej tatuś na Majdanku
W Oświęcimiu mama

Karteczka z wierszykiem była ukryta w buciku znalezionym na Majdanku. Dziewczynka napisała, że ma 9 lat, a piosenkę śpiewała na melodię Z popielnika na Wojtusia iskiereczka mruga.

 

Pozytywka
Tak, jak na samym początku wystawy słyszymy ten utwór, tak w „Świecie Obozu” po otwarciu skrzynki-pozytywki, stojącej obok piątej studni, słyszymy piosenkę Elżuni.

 

 

Elementarz Obozu
Na końcu wystawy, pod samą ścianą, umieszczony jest symboliczny „Elementarz obozu”. Są to słowa: APEL, BLOK, GAZKAMERA, KREMATORIUM, NUMER, OBÓZ, SELEKCJA, TRANSPORT. Każde z tych słów jest objaśnione wspomnieniami świadków.

 

Ostatnia ściana baraku

Skrzynka ze slajdami
Na końcowej ścianie baraku umieszczone są dwie skrzynki o identycznych wymiarach, jak skrzynki ze slajdami, wiszące w oknach pomieszczeń informacyjnych. Zamiast zdjęć z twarzami dzieci widzimy, przez otwory zrobione w ścianie baraku, świat na zewnątrz: drzewa, dalekie domy, niebo. Na twarzy czujemy podmuch wiatru. Otwory są zamykane malutkimi drzwiczkami, na których naklejono małe lusterka. Po otwarciu drzwiczek, o zachodzie słońca, pojawiają się w baraku delikatne promienie, odbite od tych lustereczek.

 
 

Tomasz Pietrasiewicz
tekst pochodzi z książki "Kręgi Pamięci".

 

 

 

Dokumentacja wydarzenia w zasobie Archiwum Ośrodka "Brama Grodzka - Teatr NN"

 


 


 

Rodzaje działań: wystawa
Programy: "Brama Pamięci", Historia Mówiona, Wystawy