Litwa nowym partnerem Polski
Złoty wiek Lublina
Reformacja w Lublinie

Złoty wiek Lublina

Okres panowania Jagiellonów był dla naszego miasta czasem intensywnego rozwoju - lubelskim złotym wiekiem. Mecenat królewski owocował nowymi inwestycjami publicznymi, a częste odwiedziny króla i jego świty ściągały tutaj najznamienitsze osoby z Korony i Litwy. Rozwijały się nowe prądy ideowe i sztuka. Przybywali tu kupcy z luksusowymi towarami, wabieni przywilejami handlowymi i możliwością zaopatrzenia goszczących w mieście dygnitarzy. Zwieńczeniem dotychczasowych przemian było ustanowienie przez Kazimierza Jagiellończyka województwa lubelskiego w 1474 roku. Wydarzenie to podniosło rangę miasta, a także przyczyniło się do usamodzielnienia całej ziemi lubelskiej, dotąd częściowo zależnej od Sandomierza. Lublin rozwijał się w błyskawicznym tempie. Stał się jednym z najważniejszych i najatrakcyjniejszych miast Korony.

W jaki sposób rozwijało się miasto?

Podobnie jak dzisiaj, czyli przez różnego rodzaju regulacje i inwestycje skierowane do większej grupy odbiorców. Było ich całkiem sporo, a dotyczyły przede wszystkim organizacji życia miejskiego. Te przedsięwzięcia można podzielić na kilka grup.

Do pierwszej należą inwestycje materialne, które podnosiły standard życia mieszkańców poprzez tworzenie nowych miejsc pracy i wprowadzanie nowych technologii. Powstawały z inicjatywy Rady Miejskiej, za zgodą królewską. Do tej grupy należy zaliczyć budowę wodociągów miejskich. Wodny młyn miejski, niezbędny w regionie rolniczym, zbudowano w 1513 roku. Nie był to pierwszy lubelski młyn, w mieście istniały jeszcze trzy, należące nie do miasta, a do króla. Na zachód od dzisiejszej ulicy Rusałka w 1527 roku postał blech, czyli zakład wybielania płótna. W tym samym czasie w mieście funkcjonowała szlifiernia, a więc miejsce pracy mieczników i nożowników wytwarzających broń sieczną. W 1532 roku król wydał przywilej zezwalający na budowę młynu-papierni. W 1604 roku król Zygmunt III potwierdził przywilej na pozyskiwanie kamienia spod Lublina, z zastrzeżeniem użycia go do celów budowlanych. Decyzja ta była o tyle istotna, że przyspieszyła prace związane ze wznoszeniem budynków murowanych. Przywileje, które miasto otrzymało od królów Zygmunta Starego i Zygmunta II Augusta znacznie ożywiły jego życie gospodarcze. W XVI wieku na własność miasta przeszła cegielnia oraz łaźnia przy ulicy Rybnej. W 1548 roku wydano zgodę na budowę kapnicy i woskobojni używanych do wyrobu świec (budowle miały stanąć w pobliżu Rynku Rybnego). W 1564 roku zapadła decyzja o budowie postrzygalni przy ratuszu miejskim. Postrzygalnia była miejscem, gdzie profesjonalni postrzygacze wykańczali sukna wykonane przez sukienników. Jedną z ważniejszych inwestycji było założenie drukarni żydowskiej w 1547 roku, która była drugą po Krakowie drukarnią hebrajską w Rzeczypospolitej.

Kolejną grupę stanowiły inwestycje religijne, a więc świątynie będące wówczas gmachami użyteczności publicznej. W latach 1470–1497 w miejscu drewnianych zabudowań kościelnych wymurowano kościół pw. św. Pawła i klasztor Bernardynów, a także kościół św. Mikołaja na Czwartku. W pierwszej połowie XVII wieku na Podwalu wystawiono kościół pw. św. Wojciecha, szpital św. Łazarza, a przy kirkucie – świątynię franciszkańską. Wybudowano kościół wraz klasztorem dla karmelitanek i karmelitów bosych, a także kościół pw. św. Agnieszki i klasztor Augustianów na Słomianym Rynku. W drugiej połowie XVII wieku powstała świątynia i klasztor Reformatów na Żmigrodzie, a na Przedmieściu Czechowskim – zabudowania karmelitów trzewiczkowych. W XVII wieku przebudowano kościół pw. Świętego Krzyża, który przejęli dominikanie obserwanci. 

Do trzeciej grupy należy zaliczyć inwestycje związane z obronnością miasta. Fortyfikacje powstałe w XV wieku, przebiegające od tzw. górki świętoduskiej, przez ulicę Świętoduską, po Krakowskie Przedmieście, przesunęły się wskutek dynamicznej rozbudowy przedmieść. Od 1560 roku linia murów obronnych przebiegała wzdłuż ulic: Staszica i Krakowskie Przedmieście, aż do kościoła pobrygidkowskiego. W pierwszej połowie XVI wieku na wzgórzu nad doliną Czechówki stanęło też fortalicjum. Przyjmuje się, że znajdowało się dokładnie tam, gdzie dziś stoi parafialny kościół Mariawitów. Jak wynika z ksiąg grodzkich, dom pański był murowaną, dwukondygnacyjną kamienicą, z basztą i piwnicami. Znajdować się miało w niej pięć izb, kapliczka oraz sień ogrzewana zielonym piecem kaflowym. W pobliżu stać miały murowany spichlerz i stodoła. Odrębną grupę stanowiły regulacje. Król rozwiązał problem niezagospodarowanej przestrzeni miejskiej dekretem z 1532 roku. Na mocy dokumentu wszyscy mieszkańcy, pod karą odebrania własności, zostali zobowiązani do zabudowy wolnych placów miejskich w ciągu roku. Trudno dziś wyrokować, czy wymienione inwestycje były planowane, czy też realizowane na wniosek grupy zainteresowanych osób, ale prawdą jest, że ówczesny Lublin cieszył się szczególnymi względami króla Zygmunta Starego. 

inf8

Czy istniała tu mennica?

Tak, w XVI wieku Lublin posiadał prawo wybijania własnych monet. Mennice istniały też w Olkuszu, Poznaniu, Wschowie, Bydgoszczy, Malborku i Krakowie. Lubelską mennicę założył podskarbi koronny, starosta lubelski Jan Firlej. Organizację powierzył Kacprowi Rytkiewiczowi, kierownictwo Danielowi de Koste, a po roku Melchiorowi Roesnerowi. Wybijano tu szóstaki, trojaki, a także grosze. Grosze wyobrażały początkowo króla w zbroi, ale bez korony, a poczynając od 1597 roku awers zdobiono wizerunkiem korony królewskiej, zaś rewers – orła polskiego. Monety sygnowano herbem Lewart (herb rodowy Firlejów) lub monogramem MR (Melchior Roesner). Mennica mieściła się przy ulicy Olejnej 6, w miejscu, w którym obecnie nie pozostał żaden ślad po zabudowaniach. Lubelską wytwórnię monet zlikwidowano w 1601 roku i prawdopodobnie już jej nie odtworzono. Rosnąca liczba mennic działających w mniejszych miejscowościach, między innymi w pobliskim Urzędowie, doprowadziła do tego, że podskarbi nie potrafił nimi sprawnie zarządzać, skutkiem czego zamknięto wszystkie za wyjątkiem mennicy krakowskiej.

Jak wyglądał Lublin w XVI wieku?

Złoty wiek miasta zauważalny był także w jego wyglądzie. W XVI wieku miasto „w murach” nie było w stanie pomieścić mieszkańców, wobec tego stale rozbudowywało się w kilku kierunkach, głównie w stronę Krakowskiego Przedmieścia i Żmigrodu. Murowany Zamek Lubelski, gdzie pobierali nauki synowie Kazimierza Jagiellończyka, przebudowano według wzorów włoskich w 1520 roku. Stał się wówczas imponującą rezydencją królewską w stylu renesansowym, przy jednoczesnym zachowaniu walorów obronnych. Brama Krakowska również prezentowała się nader okazale. Na podstawie opisu Sebastiana Klonowica możemy stwierdzić, że gotycką budowlę wieńczył hełm w kształcie bani, kryty miedzianą blachą. Na szczycie budowli została umieszczona złota kula, która „odbijając promienie słoneczne, rozsiewała dookoła złocisty blask”. Z daleka widoczny był zegar miejski, znajdujący się na najwyższej kondygnacji wieży, ufundowany w 1585 roku przez króla Stefana Batorego. Godziny ogłaszano dźwiękami trąb. Poniżej szczytu znajdowały się ganki, na których muzycy przygrywali mieszkańcom w świąteczne dni. Równie okazale na tle innych budowli prezentował się kościół farny ulokowany przy ulicy Grodzkiej. Jego strzelista wieża, stanowiąca główny akcent w panoramie miasta, podobnie jak Brama Krakowska, była kryta blachą, a na jej szczycie złociła się kula. Świątynia mogła poszczycić się też widocznym z daleka zegarem oraz dzwonem spiżowym, który zapowiadał święta i uroczystości kościelne.

Zabudowa samego rynku nie była w tym okresie jednolita. Większość kamienic wybudowano w stylu późnogotyckim, gdzieniegdzie czerniły się jednopiętrowe, ceglane fasady, trójkątne wysokie szczyty oraz drewniane domy. Tylko najzamożniejsi mogli sobie pozwolić na renesansową modernizację swoich siedzib. Na terenie miasta zaczęły pojawiać się więc piękne magnackie rezydencje i pałace, a także charakterystyczne dla naszego miasta kamieniczki. Należały one do najświetniejszych rodzin: Radziwiłłów, Sobieskich, Tarłów, Czartoryskich, Sapiehów czy Potockich. W XVI wieku, w związku z funkcjonującym wodociągiem, miasto mogło także pozwolić sobie na budowę fontanny, która stanęła na rynku pod ratuszem. Rynek miejski, cichy na co dzień, niebywale ożywiał się w dni dorocznych jarmarków. Do miasta zjeżdżali kupcy z całej Europy, a być może i całego ówczesnego świata. Sienie i sklepy w kamienicach, gdzie odbywał się handel, były zlokalizowane w rynku i przyległych ulicach. Drewniane kramy i budy stały na skraju chodników przed fasadami kamienic rynkowych, dookoła ratusza, na ulicy Bramowej i w Bramie Krakowskiej. Jak wiemy z opisów, to w niej szewcy sprzedawali swoje wyroby.

mak

Szesnastowieczny Lublin - trójwymiarowa makieta miasta

Jak mieszkańcy miasta radzili sobie z ciasnotą w obrębie murów?

Dziś sprawa wydawałaby się prostsza – stare budynki zastąpiono by nowymi i wyższymi. Jednak w tamtych czasach już trzypiętrowa kamienica była niemal wieżowcem, dlatego lublinianie poradzili sobie w inny sposób. Miasto było zbudowane na miękkiej skale lessowej, w której można było drążyć piwnice liczące nawet kilka pięter w głąb ziemi. Czasami nawet było ich więcej niż liczyła sama kamienica! W piwnicy pod ratuszem kwitł handel. Rajcy swobodnie szynkowali przywoźnym piwem: przemyskim, kazimierskim, gdańskim i „wszelkim innym obcym” – lubelskie piwo uznawano za niedobre „z winy miejsca”. Piwnice były więc miejscami głośnymi, a życie tętniło w nich do późnego wieczora. I choć wiele z nich nie przetrwało do naszych czasów, część została odkryta i udostępniona turystom. Ty także możesz wybrać się na wędrówkę przez podziemny Lublin

Podziemia - podziemne lapidarium

Piwnice pod lubelskim rynkiem wchodzące w skład obecnej Trasy Podziemnej, fot. Maria Kowalczyk

Czy wszyscy mieszczanie byli względem siebie równi?

W XVI wieku różnice społeczne wśród mieszczan były bardziej widoczne niż obecnie. Pod względem zamożności społeczność miejska dzieliła się na trzy grupy, a pod względem statusu prawnego – na dwie. Obywatelami miasta (łac. cives), w pełnym słowa znaczeniu, byli patrycjusze i pospólstwo. Posiadanie pełni praw obywatelskich dawało mieszczanom szansę na udział w wyborach, zasiadanie w organach władzy miejskiej, członkostwo w cechach i bractwach, a także czerpanie korzyści z przywilejów nadanych miastu. Cives stanowili zazwyczaj od 25 do 30 proc. ogółu mieszkańców. Z praw miejskich byli wyłączeni mieszkający na przedmieściach Żydzi, szlacheccy i duchowni mieszkańcy miasta, a także ludność osiadła na obszarach jurydyk szlacheckich i kościelnych. 

Najlepiej uposażoną grupę społeczną stanowił patrycjat, czyli potentaci finansowi, bogaci kupcy i rzemieślnicy, prawnicy i szlachta osiadła w mieście. Patrycjusze sprawowali w mieście władzę polityczno-ekonomiczną. To z nich rekrutowano rajców miejskich i ławników, oni posiadali kamienice, byli fundatorami świątyń i szkół parafialnych. Warstwę uboższą stanowiło pospólstwo – drobni kupcy, kramarze, karczmarze, a także majstrzy różnych rzemiosł. To im przypadała mniej prestiżowa rola pełnienia funkcji ławników bądź cechmistrzów. Warto zauważyć, że rzadko awansowali oni na urząd rajcy. Pospólstwo posiadało domy w mieście, ogrody i pola poza nim. Najniższą warstwę społeczną stanowił plebs. Ich status społeczny określa się mianem incolae, a więc mieszkańców miast i przedmieść, którzy nie posiadali żadnych praw politycznych. Była to najbardziej zróżnicowana, a zarazem najliczniejsza grupa społeczna, na którą składali się drobni rzemieślnicy, czeladnicy, majstrzy i pracownicy najemni, ale także bezrobotni i margines społeczny, czyli złodzieje, włóczędzy, żebracy i prostytutki. Początkowo obywatelstwo mogli otrzymać jedynie mieszkańcy miasta „w murach”. Proces obejmowania prawem miejskim mieszkańców przedmieść – Podzamcza i Czwartku – rozpoczął się w 1541 roku.

Ciekawostka: Czy wewnątrz grup społecznych Lublina dochodziło do konfliktów?

Jak najbardziej. Bogate lubelskie rody zwykły kłócić się z zazdrości, zwłaszcza gdy któraś ze stron bogaciła się szybciej niż inna. Od końca XV aż po XVI wiek w stałym konflikcie pozostawali Szadurkowie i Lubomelscy. Co było przyczyną sporu? Młyny. Otóż Andrzej Szadurka od dawna dzierżawiący królewskie młyny ulokowane na Podzamczu i ciągnący z tego tytuły znaczne zyski, nie mógł znieść faktu istnienia na Wieniawie młyna Jana Lubomelskiego. W końcu był on konkurencyjny wobec młynów królewskich i znacznie obniżał Andrzejowe zyski. Kłótnia między panami była na tyle poważna, że do miasta w 1513 roku zjechała nawet specjalna komisja rozjemcza. Spór rozstrzygnięto na korzyść wnioskodawcy, a więc Szadurki, a mieszczanom lubelskim zabroniono korzystać z nielegalnego młynu Lubomelskiego. Konflikt na chwilę zamarł, by odżyć w latach 30. XVI wieku. W tym czasie dzierżawcą podzameckich młynów był już zięć Andrzeja, rajca miejski Jan Domarat. On też wniósł skargi do samego króla Zygmunta Starego, który podtrzymał wyrok wydany w początku wieku. Lubomelski ani myślał jednak o zaprzestaniu działalności. Był burmistrzem znanym w całym mieście, a mieszkańcy chwalili sobie mielenie zboża i słodów właśnie u niego. Dla Jana Domarata było to zdecydowanie zbyt wiele. W trakcie jednej z sesji Rady Miejskiej, w akcie desperacji nie tylko obraził, ale także „ręką popędził” Lubomelskiego. Za ten czyn rajcy usunęli awanturnika z Rady Miejskiej. Po raz kolejny w sprawie interweniował król, który nakazał przywrócić Domarata na urząd, a jemu samemu przeprosić i pogodzić się z Lubomelskim. Ugodę zawarto dopiero w 1538 roku, kiedy to dzierżawa młynów leżała już w rękach brata Domarata, Stanisława.

Denar koronny Władyslaw Warneńczyk

Denar koronny - Władysław Warneńczyk, fot. Rafał Niedźwiadek

Kogo kusiły pieniądze wpływające do kasy Lublina?

Bogacące się miasto stało się areną walk o wpływy między wójtem a Radą Miejską. Głównym powodem spięć były pieniądze. Miasto czerpało swoje dochody z kilku źródeł. Oczynszowane były budynki mieszkalne i gospodarcze, parcele i łany miejskie, czyli tereny poza miastem „w murach” wykorzystywane pod budowę ogrodów i folwarków. Kasę miejską zasilały także opłaty targowe od stawianych bud i kramów, które pobierano nie tylko od miejscowych, ale także od przyjezdnych. Niemałe dochody przynosiły też przedsiębiorstwa lubelskie, oraz tzw. czopowe. Zarobione pieniądze miasto chciało w całości przeznaczać na różnego rodzaju naprawy i budowy nowych obiektów. Źródłem sporów był również fakt, że urząd wójtowski piastowali wówczas mieszczanie krakowscy, niezwiązani z interesami miasta. Patrycjat lubelski już w końcu XV wieku stanowił warstwę społeczną dorównującą w znaczeniu szlachcie. Silny i zdecydowany, do 1460 roku uniezależnił się i systematycznie ograniczał zakres wójtowskiej władzy. Zaczął od odebrania mu monopolu gospodarczego i sądownictwa, a uchwałą Rady Miejskiej z 1488 roku pozbawił go uprawnień wyborczych. Ostatnią próbą odzyskania wójtowskich prerogatyw był proces wytoczony w 1494 roku lubelskiemu mieszczaństwu przez Stanisława Morsztyna. Powód zarzucił mieszkańcom miasta, że bezprawnie zagarniają dla siebie prawo elekcji wójta, a także uniemożliwiają mu odbudowę kramów strawionych w pożarze. Choć uzyskał korzystny dla siebie wyrok, w ostatecznym rozrachunku wygrało miasto. W 1504 roku Rada Miejska wykupiła wójtostwo dziedziczne, likwidując tym samym symbol władzy feudalnej w mieście.

Czytaj więcej>>> artykuł o konfliktach w piętnasto- i szesnastowiecznym Lublinie

Czy Rada Miejska działała zgodnie z wolą mieszkańców?

Nie. Po 1504 roku do władzy w mieście doszedł patrycjat – elita finansowa miasta, która realizowała politykę zgodną jedynie z interesem najbogatszej grupy mieszkańców. Dochodziło do nadużyć, przeciw czemu zaprotestowali lublinianie: dekretem komisarskim z 4 czerwca 1522 roku i królewskim z 11 kwietnia 1523 roku ograniczono władzę rajców. Pospólstwo otrzymało prawo udziału w wyborach wójta sądowego. Radę zobowiązano do cokwartalnych rewizji stanu dróg i ulic, a w razie potrzeby – do remontu. Wójt sądowy i dwóch cechmistrzów mieli kontrolować wydatki miejskie, co znacznie ograniczyło swobodę warstwy rządzącej w dysponowaniu majątkiem. Wgląd w politykę finansową miasta otrzymało też pospólstwo – to z nich od tej pory rekrutowano jednego z szafarzy miejskich. Co znamienne, ustępstwa na rzecz mieszczan niekoniecznie były podyktowane królewską przychylnością. Zwiększenie dochodów miasta poprzez kontrolę i ograniczenie wydatków, oznaczały dla króla większą wypłacalność w kwestiach podatkowych. Samorząd miejski ostatecznie ukształtował się w XVI wieku. Od 1555 roku składał się z dziesięcioosobowej Rady z burmistrzem, siedmioosobowej ławy z wójtem i dwudziestojednoosobowej reprezentacji pospólstwa – III ordynku. Urząd rajcy od 1591 roku był dożywotni, a wybory odbywały się początkowo 8 stycznia, a następnie 31 grudnia każdego roku.

Ciekawostka: Czy wszyscy mieszczanie byli szlachcicami?

Mieszczanie trudnili się handlem i rzemiosłem i zazwyczaj nie posiadali szlachetnego urodzenia. Nie ulega jednak wątpliwości, że w XVI wieku także szlachta mieszkała w miastach, gdzie piastowała funkcje administracyjne. Ograniczenia osadnictwa szlacheckiego w miastach, wydane w latach 1505–1550, podobnie jak zakazy wykonywania przez nich zawodów typowo miejskich, nie były w pełni respektowane. Przykładem rodziny mieszczańskiej o szlacheckim rodowodzie byli Lubomelscy h. Zadora. Jej przedstawiciele realizowali się w handlu i byli właścicielami kilku kamienic w mieście. Ogromny majątek pozwolił im na rozwój kariery politycznej i pełnienie najbardziej prestiżowych funkcji w Radzie Miejskiej. Lubomelscy byli ławnikami, rajcami, burmistrzami i wójtami. Sejm lubelski w 1504 roku uczynił z Mikołaja Lubomelskiego komisarza królewskiego, odpowiedzialnego za pobór podatków na wojnę z Tatarami, którzy wznowili ataki na ziemię lubelską w 1500 roku. Co ciekawe, na parterze kamienicy Lubomelskich przy Rynku 8, znajdują się polichromie przedstawiające jedną ze stoczonych wówczas bitew. W centrum walki został uwieczniony jeden z członków tej wybitnej rodziny.

Gmerk Zadora

Herb Lubomelskich, Zadora, przy wejściu do kamienicy Rynek 8, fot. Jacek Jeremicz

Jak na tle kraju jawił się szesnastowieczny Lublin?

Polityczne znaczenie miasta znacznie wzrosło w XVI wieku. Duży wpływ miało ustanowienie Lublina stolicą nowo utworzonego województwa, a także zjazdy polsko-litewskie odbywające się tu od końca XV wieku. Lublin, obok Krakowa, Wilna, Lwowa i Poznania, posiadał prawo wysyłania swoich posłów na sejmy. Choć nie korzystał z niego systematycznie, to status i prerogatywy miasta wojewódzkiego podnosiły jego prestiż. W latach 1484, 1506, 1543, 1554, 1556 i 1569 Lublin stał się miejscem obrad sejmów walnych, a od 1534 roku sejmików szlacheckich, przeniesionych do miasta z Urzędowa. W kościele św. Stanisława, należącym do klasztoru Dominikanów, obradowały sejmiki ziemskie, sejmiki przedsejmowe, relacyjne, elekcyjne i deputackie. W tych okresach do miasta przybywali polscy władcy, najważniejsi dygnitarze państwowi, tu kierowano europejskie poselstwa: cesarskie, papieskie, tureckie, moskiewskie i szwedzkie. Lublin niewątpliwie liczył się na mapie kraju. Wzrost znaczenia miasta zwrócił uwagę królów polskich. Jego położenie, a także tradycja zjazdów spowodowała, że w pewnym momencie był nawet brany pod uwagę jako miejsce przeprowadzania elekcji królewskich.

Czy dlatego utworzono tu Trybunał Koronny?

Tak. Prestiż miasta, jego znaczenie polityczne i handlowe stanowiły bodziec do ulokowania w mieście najwyższego sądu apelacyjnego dla szlachty, czyli Trybunału Głównego Koronnego. Jego jurysdykcja obejmowała województwa: krakowskie, sandomierskie, lubelskie, podlaskie, ruskie, bełskie, podolskie, a także Wołyń, Kijowszczyznę i Bracławszczyznę. Utworzono go w 1578 roku, a na siedzibę wybrano ratusz. Jak pamiętamy, to właśnie wtedy Stefan Batory w zamian za uzyskanie podatków na wojsko, zrzekł się uprawnień sądownicznych na rzecz szlachty. Trybunał miał orzekać latem i zimą. W okresie jesienno-zimowym obrady przenoszono do Piotrkowa Trybunalskiego. Wybór Lublina na siedzibę tak znaczącej instytucji był dla miasta niemałym wyróżnieniem.

Czytaj więcej>>>

>>> o najsłynniejszych procesach Trybunału Koronnego

>>> Jędrzej Kitowicz o Trybunale Koronnym

ratusz

Trybunał Koronny - trójwymiarowa makieta szesnastowiecznego miasta

Jakie były tego skutki?

I dobre, i złe. Masowy napływ ludności miał pozytywny wpływ na rozwój gospodarczy miasta. Wzrosły obroty nieruchomościami, produktami rzemieślniczymi i żywnością. Karczmy i zajazdy zyskały nowych klientów. Częste i przedłużające się pobyty szlachty w mieście miały też negatywne skutki. Liczne zabawy, festyny, przedstawienia teatralne i wesela dezorganizowały życie wewnętrzne i wprowadzały zamęt w mieście. Hulaszczy tryb życia szlachty prowadził do obniżenia bezpieczeństwa w Lublinie. Częste burdy, bójki i tumulty odstraszały kupców, którzy z końcem XVI wieku coraz rzadziej odwiedzali lubelskie jarmarki.

A więc szlachta siała też zgorszenie?

Nie inaczej. Przecież i sędziowie, i przyjezdna szlachta nie ograniczali swych rozrywek do przedstawień teatralnych u jezuitów. W mieście kwitło życie nocne, a „w murach” istniała nawet dzielnica rozpusty. Znany poeta Jan Andrzej Morsztyn, notabene pradziad ostatniego króla Polski, w jednym ze swoich wierszy wymienił lubelski Czwartek jako miejsce, gdzie zażywał przyjemności z paniami lekkich obyczajów.

Ciekawostka: Co kryło się w podziemiach trybunalskich?

Dwa ważne wówczas miejsca – areszt i winiarnia. Choć do pierwszego miasto, jako właściciel, musiało dopłacać, to drugie przynosiło znakomity dochód. Niektórzy badacze twierdzą nawet, że podziemia prowadziły daleko poza miasto. Wiemy już, że lubelskich piwnic było wiele. Chcesz się o tym przekonać? Wybierz się na wycieczkę przez podziemny Lublin.

Ile zarabiali sędziowie Trybunału Koronnego?

Godność sędziego Trybunału Koronnego była niemalże funkcją społeczną, honorową. Za efekt swojej pracy, czyli za każdy wyrok, sędziowie dostawali po pół złotego. Trzeba jednak mieć na uwadze, że system monetarny rządził się wówczas innymi prawami. Jeden złoty wymienialny był na 30 groszy, a więc sędziowie otrzymywali po 15 groszy za wyrok. Za tę kwotę można było nabyć 15 bochenków chleba lub trzy kurczaki. Czy było warto? Zanim ogłoszono wyrok, należało przeczytać akta, wysłuchać oskarżyciela, obrońcy, świadków… Wprawdzie nie trwało to tak długo, jak obecnie, ale i tak rzadko krócej niż kilka dni.

Denar gdański Stefan Batory

Denar gdański - Stefan Batory, fot. Rafał Niedźwiadek

No to pewnie brali łapówki?

Niestety tak. Oczywiście byli też sędziowie słynący z sumienności i uczciwości, jak Michał Potocki, późniejszy pisarz polny koronny (dziś powiedzielibyśmy kwatermistrz sztabu głównego), Wacław Rzewuski, literat i późniejszy hetman, czy Eustachy Potocki, późniejszy marszałek – ale to były wyjątki. Większość sędziów nie miała tak pokaźnych majątków i zwyczajnie chciała zarobić. Nie bez przyczyny Jędrzej Kitowicz, jeden z najbardziej prawdomównych autorów tamtych czasów, tak napisał do lubelskim Trybunale: „Każdy deputat [sędzia], który za protekcją pańską utrzymał się przy funkcji, swego protektora stawał się niewolnikiem. Już tam nic nie ważyła [...] ani czystość sprawy, ani moc prawa i dokumentów. Na to wszystko zatkane były oczy i uszy, a sentencja [wyrok] wypadała ślepo podług rozkazu pańskiego”.

Jak przed sądem radzili sobie biedni?

Jeśli trafili na nieuczciwego sędziego, mogli jedynie złorzeczyć w samotności. Jak głosi legenda, nawet Chrystus wiszący na krzyżu w sali sądowej miał odwróconą głowę na znak protestu: nie mógł patrzeć na to, co się dzieje podczas rozpraw. Nic więc dziwnego, że przed każdym posiedzeniem sądu biedniejsi szukali pomocy boskiej, modląc się do Matki Boskiej Opieki, zwanej Matką Boską Trybunalską. Jej obraz znajduje się dziś w kościele Dominikanów przy ulicy Złotej. Swoją drogą, ciekawe, ile istnień ludzkich zdołała wybronić od zarzutów.

try

W oczekiwaniu na proces przed Trybunałem Koronnym, rys. Robert Sawa

Co robił w Lublinie książę pruski?

Oddawał hołd lenny, czyli przysięgał na wierność polskiemu królowi. Dlaczego? Po wyczerpujących walkach z zakonem krzyżackim Zygmunt Stary nareszcie pokonał wroga, a Korona i Litwa mogły w końcu odetchnąć z ulgą. Zwyciężony Albrecht Hohenzollern zobowiązany był przysiąc posłuszeństwo polskiemu królowi, co uczynił, oddając mu hołd na krakowskim rynku w 1525 roku. Po śmierci Albrechta Hohenzollerna musiał zaprzysiężyć się jego syn – Albrecht Fryderyk. Miało to miejsce w Lublinie 19 lipca 1569 roku, na drewnianym moście, na placu przed Bramą Krakowską. Świadkami wydarzenia była gawiedź miejska, szlachta polska i litewska przybyła na sejm unijny, dostojnicy duchowni, zagraniczni goście, a także legat papieski.

Ciekawostka: Kim byli ci zagraniczny goście?

Była to ówczesna elita polityczna Europy, która musiała podkreślić swoją obecność w tak doniosłym wydarzeniu. Kościół katolicki reprezentowali legat papieski Wincenty Portions i kardynał Stanisław Hozjusz. Stawili się również posłowie cesarza Maksymiliana, króla szwedzkiego Jana, czy książąt pomorskich. Nie zabrakło też wysłannika tureckiego i moskiewskiego.

Czy hołd pruski był wydarzeniem medialnym?

Nawet bardzo. W dzisiejszych czasach takie widowisko pokazałyby telewizje na całym świecie. Zbieraniem i rozpowszechnianiem informacji zajmowali się wtedy kronikarze i poeci. To właśnie z ich dzieł czerpiemy wiedzę na temat wielkich wydarzeń w dziejach naszego kraju. Lubelski hołd pruski opisał sam Jan Kochanowski w wierszu-reportażu pod tytułem Proporzec albo Hołd Pruski.

Brama Krakowska w Lublinie
Miejsce złożenia hołdu pruskiego na fotografii z 1930 roku, autor nieznany

Ciekawostka: Jak Kochanowski opisuje hołd pruski w Lublinie?

Oto w zacnym ubiorze i w złotej koronie
Siadł na swym pańskim tronie,
Jabłko złote i złotą laskę w ręku mając,
A Ewangelię na łonie trzymając.

Potem miała miejsce część oficjalna, na którą składały się przemówienia, a następnie:

syn książęcy upadł na kolana
I wyznał swe poddaństwo i zwierzchnego pana,
Obiecując na swą cześć k'temu się znać wiecznie,
A wiarę panu swemu zachować statecznie. 

Jan Kochanowski nie zapomniał opisać także nieoficjalnej części tego wydarzenia – podobno cały Lublin bawił się do późnej nocy. Były tańce, muzyka i uczty.

Co doprowadziło do unii lubelskiej?

Jak wiemy, genezy unii polsko-litewskiej należy doszukiwać się w połowie XIV stulecia, w momencie podpisania unii krewskiej. Zasiadająca na tronie jedenastoletnia Jadwiga potrzebowała męża, a najodpowiedniejszym kandydatem okazał się dla opiekunów królowej Władysław Jagiełło, wielki książę potężnego, choć słabnącego Księstwa Litewskiego. Na formalne przypieczętowanie związku dwóch państw musieliśmy jednak czekać blisko dwieście lat. Był to okres zacieśniania związków między dwiema, jakże różnymi od siebie kulturami. Znaczniejsze rody litewskie włączono w poczet szlachty polskiej, a one ulegały szybkiej asymilacji, przejmując język i obyczaje. Różnił je system ustrojowy i administracyjno-prawny, ale i z tym próbowano sobie poradzić, powołując komisję mającą je do siebie upodobnić. Pierwszego lipca 1569 roku w Lublinie podpisano unię lubelską. Moment ten stanowi cezurę powstania gigantycznego państwa – Rzeczypospolitej Obojga Narodów – opartego na unii realnej. Kraj ten swoim zasięgiem obejmował blisko 800 tys. km², a liczba jego mieszkańców wynosiła ok. 8 milionów. Jak to rozumieć? W stosunku do dzisiejszej Polski na blisko trzykrotnie większej powierzchni zamieszkiwało tylko 25 proc. ludności całego kraju. 

Dlaczego na miejsce podpisania unii wybrano Lublin?

Bo był niezwykle ważnym miastem. Leżał na szlaku handlowym prowadzącym z litewskiej stolicy, Wilna, do polskiej – Krakowa; w dodatku bardzo blisko granicy, w dogodnym miejscu dla każdej ze stron. To dlatego wybór padł właśnie na Lublin. Ponadto miasto posiadało już bogatą tradycję zjazdów polsko-litewskich, przypieczętowaną przez unię horodelską. To w 1413 roku ustalono, że Lublin, obok Parczewa, będzie miejscem spotkań i obrad przedstawicieli elity obydwu państw.

Ciekawostka: Czemu zawdzięcza swoją nazwę plac Litewski?

Bo właśnie w tym miejscu rozbili namioty Litwini, którzy przybyli na obrady sejmu. Dlaczego? Na podpisanie unii lubelskiej w 1569 roku zjechało się tylu posłów i senatorów, że zabrakło dla nich miejsca w murach miasta. Litwini postanowili więc rozgościć się za nimi, przy drodze prowadzącej do Krakowa. To na pamiątkę tego wydarzenia plac nazwano Litewskim.

Co właściwie ustalono w akcie unii lubelskiej?

Unia lubelska połączyła Rzeczpospolitą i Litwę w jedno państwo: Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Zawarta między nimi unia personalna, ewoluowała w realną. Co to oznaczało? Dwa kraje miały mieć odtąd nie tylko jednego władcę, będącego jednocześnie królem Polski i wielkim księciem litewskim, ale także wspólny sejm, walutę, skarb, system prawny i politykę zagraniczną. Odrębne pozostać miały języki, tradycyjne urzędy i tytuły, sądy, systemy podatkowe, a także wojsko. Ponadto od tej pory szlachta polska i litewska mogła swobodnie nabywać dobra i osiedlać się w obrębie całej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Dwór królewski znajdować się miał w Krakowie, co mogło nieco godzić w stronę litewską.

Akt Unii Lubelskiej z 1 lipca 1569 roku

Akt unii lubelskiej z 1 lipca 1569 roku (ze zbiorów Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie)

Kto odpowiadał za tekst dokumentu unijnego ?

Z pewnością wiele osób, zarówno ze strony polskiej, jak i litewskiej. Za autorów ostatecznej wersji tekstu uważa się biskupa krakowskiego Filipa Padniewskiego, oraz podkanclerzego koronnego, doktora obojga praw Franciszka Krasińskiego. Obydwaj, jak na owe czasy, byli świetnymi stylistami i mistrzami erudycji. Kształcili się w Polsce i za granicą – w Padwie, Rzymie i Wittenberdze. Tekst dokumentu unijnego zawierał między innymi elementy propagandowe, mające dowodzić o słuszności projektu połączenia Korony i Litwy.

Czy łatwo było dojść do porozumienia?

Gdyby tak było, sejm ustaliłby nowe zasady w kilka dni, tymczasem potrzebował na to blisko pół roku. Sejm unijny zaczął obrady w styczniu, a zakończył dopiero w lipcu. Rozmowy były burzliwe i nie obyło się bez sporów – na przykład w marcu, kiedy to posłowie i senatorowie litewscy zerwali obrady i opuścili Lublin. Nie bez znaczenia dla prowadzonych negocjacji były również specjalne „spóźnienia”, kiedy to niezdecydowani przedstawiciele znaczących rodów litewskich i ruskich opóźniali swój przyjazd do miasta.

Czego dotyczyły te spory?

Strona polska dążyła do zacieśniania sojuszu. Szlachta litewska tymczasem chciała luźnego związku państw, opartego na unii personalnej i sojuszu militarnym, zaś litewscy magnaci obawiali się wprowadzenia demokracji szlacheckiej, a w związku z tym utraty swoich wpływów. Strona litewska obawiała się także inkorporacji. Nie bez powodu. Polska szlachta skupiona w stronnictwie egzekucyjnym postulowała bowiem, aby nazwę Litwa zamienić na Nowa Polska, a z kraju utworzyć trzecią prowincję Korony, obok Małopolski i Wielkopolski. Ostatecznie do Rzeczypospolitej włączono ziemie ruskie: województwo podlaskie, wołyńskie, kijowskie i bracławskie, wchodzące w skład Wielkiego Księstwa Litewskiego. Stanowiły one niejako tereny autonomiczne, bo szlachta ruska nie tylko mogła dalej porozumiewać się w ojczystym języku, wyznawać prawosławie i posiadać miejsce w parlamencie, ale także zrównano ją w prawach ze szlachtą polską, a jak wiemy, ta miała takie wolności, o których inni mogli tylko pomarzyć. To dlatego kniaziowie ruscy opowiadali się za unią i nie zaprotestowali, gdy przyłączano te tereny do Korony. Mimo różnych stanowisk reprezentowanych przez Polaków, Litwinów i Rusinów, trzeba pamiętać, że w końcu XVI wieku Litwa była uwikłana w wojnę z Rosją i potrzebowała na ten cel pieniędzy i wojska, które mogła zaoferować jej Korona. To dlatego 28 czerwca 1569 roku doszło do kompromisu między stronami.

Unia Lubelska

Dziewiętnastowieczne wyobrażenie obrad związanych z zawarciem unii lubelskiej autorstwa Adama Tytusa Działyńskiego

Czy lublinianie odetchnęli z ulgą po wyjeździe uczestników obrad unijnych?

Z pewnością nie! Obrady unijne ściągnęły do miasta tłumy gości, a Lublin bogacił się na wizytach i przedłużających się pobytach uczestników obrad. Przybysze z kraju i zagranicy musieli coś zjeść, znaleźć nocleg, podkuć konia, zreperować wóz i zrobić zakupy. Dla lubelskich mieszczan był to więc świetny interes i potężny zastrzyk gotówki.

Ciekawostka: Czy w Lublinie pozostała jakaś pamiątka po unii?

Tak, jest nią jeden z najstarszych pomników w mieście, który król Zygmunt II August kazał wystawić wkrótce po obradach sejmu. Stanął na placu Litewskim, naprzeciwko kościoła Bonifratrów (nieistniejący). Niestety, ten pierwszy pomnik uległ zniszczeniu w trakcie prac budowlanych w 1819 roku. Z opisów wiemy jednak, że była to czworoboczna, murowana kolumna, nakryta dachówką. W niszy, czyli wgłębieniu w fasadzie, znajdowały się figury osobowe. Nie jesteśmy jednak w stanie ustalić, czy przedstawiały one Polaka i Litwina, czy Władysława Jagiełłę i jego żonę Jadwigę. W 1826 roku Stanisław Staszic uzyskał pozwolenie carskie na wybudowanie obelisku upamiętniającego unię lubelską. Ten pomnik stoi w Lublinie po dziś dzień.

Szlakiem unii lubelskiej: obiekty związane z wydarzeniem 

Czytaj więcej>>> bibliografia do tematu o unii lubelskiej

 

Najkrócej mówiąc...

„(...) położenie, stan i wielkość miasta Lublina, to czynniki, dzięki którym zasługuje ono na zaliczenie do rzędu innych najzaczniejszych i najznakomitszych miast królestwa naszego”. Opinia ta, wydana przez samego Kazimierza Jagiellończyka, najlepiej oddaje ducha szesnastowieczego miasta, które stało się areną najważniejszych wydarzeń okresu. To tutaj utworzono Trybunał Koronny, a pruski książę złożył Zygmuntowi II Augustowi hołd lenny. I to tutaj właśnie podpisano unię lubelską.