Gospodarka Lublina w XIX wieku
Kultura Lublina w XIX wieku
Niepodległość z wojną w tle

Kultura Lublina w XIX wieku

Rozwój przemysłowy Lublina przyczynił się do bogacenia się miasta i jego mieszkańców. Zaspokojenie podstawowych potrzeb stymulowało potrzebę rozwoju kulturalnego. Kulturalne nowinki techniczne znalazły na terenie miasta odpowiedni grunt i grono zwolenników. Potrzebowano miejsc, które urozmaiciłyby życie codzienne, a potentaci finansowi nie szczędzili pieniędzy na ten cel.

Jaki styl dominował w dziewiętnastowiecznej achitekturze lubelskiej?

W tym okresie mamy do czynienia ze swoistym miksem różnych stylów architektonicznych popularnych w Europie. To właśnie w XIX wieku wzniesiono lub przebudowano większość najbardziej reprezentatywnych budowli naszego miasta w formie, którą dzisiaj znamy. Dużą popularnością cieszył się historyzm. Budowle neogotyckie to: Zamek Lubelski, Wieża Trynitarska, most na Bystrzycy, domek stróża przy wejściu do Ogrodu Saskiego. Gdzieniegdzie można odnaleźć także znamiona neobaroku, jako przykład może posłużyć nam budynek Grand Hotelu Lublinianka. Budowano także w nurcie neorenesansu, na przykład gmach Teatru im. Juliusza Osterwy, budynek Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego na Krakowskim Przedmieściu, a także hotel Europa. Znany lublinianom był też eklektyzm, łączący w sobie wiele różnych stylów. Budynki eklektyczne to: dworzec PKP, dawny Sąd Rejonowy czy pałacyk Piotrowskiego przy ulicy Lipowej. Ulice Szopena i 3 Maja zdobią natomiast elementy secesyjne.

Zamek Lubelski

Zamek Lubelski przed rokiem 1700 i w 1839 roku, już w neogotyckiej odsłonie, rys. Seweryn Zenon Sierpiński (ze zbiorów Biblioteki Narodowej, www.polona.pl)

Co sprawiło, że XIX wiek nazywa się wiekiem prasy?

Rozpowszechnienie. Od zawsze ludzie spragnieni byli wiedzy, nowinek i plotek ze świata; tak też jest i dzisiaj. Przed XIX wiekiem to pragnienie było jednak niezaspokojone. Wieści przenosiły się wolno, głównie drogami kupieckimi, za pośrednictwem wędrowców i wojsk. Choć druk wynaleziono jeszcze w XV wieku, a pierwsza polska gazeta ma siedemnastowieczny rodowód, na rozwój prasy trzeba było poczekać aż do XIX wieku. Dlaczego? Przede wszystkim z braku maszyn drukarskich umożliwiających wielkonakładowe wydawanie gazet. Prasę pośpieszną wymyślono dopiero w 1811 roku za sprawą Fryderyka Königa. Dzięki temu wynalazkowi gazetę można było przygotować wieczorem, a w ciągu nocy wykonać tysiące kopii.

Czytaj więcej>>> o „Nowinach Lubelskich”, legendarnym czasopismie szesnastowiecznym

Kiedy nowinki te dotarły do Lublina?

Już w 1816 roku, a więc zaledwie pięć lat po premierze wynalazku. W drukarni Karola Pruskiego zaczął wychodzić dwutygodnik o nazwie „Dostrzegacz Ekonomiczny i Polityczny Lubelski”. Kolejnym pismem był wydawany podczas powstania listopadowego „Kurier Lubelski”, a więc tytuł towarzyszący nam do dziś. Jego pierwszym wydawcą i redaktorem był Jan Czyński.

Strona tytułowa „Dostrzegacza ekonomicznego i politycznego lubelskiego”

Strona tytułowa „Dostrzgacza Ekonomicznego i Politycznego Lubelskiego” z kwietnia 1916 roku 

Czy „Kurier Lubelski” z XIX wieku i współczesny to ta sama gazeta?

Nie. Obie gazety łączy jedynie tytuł. O kontynuacji moglibyśmy mówić jedynie wówczas, gdyby gazeta przechodziła na kolejnych spadkobierców. Tymczasem co pewien czas pojawiały się w Lublinie kolejne pisma pod tym właśnie tytułem. W 1831 roku pierwowzór upadł, ale w 1865 roku wznowił go Władysław Kossakowski. „Kurier Lubelski” miał wielu wydawców. Przed II wojną światową jego redaktorami naczelnymi byli Józef Czechowicz i Józef Łobodowski.

Czy w dziewiętnastowiecznym Lublinie wykształciło się środowisko literackie?

Nie, chociaż nie zaniechano pisarstwa. Pojawiały się przewodniki: Monografia Lublina była dziełem pisarza historycznego Władysława Kornela Zielińskiego, Obraz miasta Lublina napisał Seweryn Zenon Sierpiński, a cenna do dziś monografia lubelskich kościołów wyszła spod pióra księdza Ambrożego Wadowskiego. Poetką, nowelistką i tłumaczką była Teresa Prażmowska-Wołowska. Franciszka Arnsztajnowa, której tomiki poezji w duchu postromantycznym ukazywały się w latach 1895-1899, była znana nie tylko w środowisku literackim, ale także publicystycznym i teatralnym. Działalności pisarskiej oddał się także jej utalentowany mąż, lekarz ginekolog Marek Arnsztajn, który tworzył sztuki teatralne poświęcone asymilacji polskich Żydów. Co ciekawe, wystawiano je nie tylko w Lublinie, ale i w Warszawie, Lwowie i Krakowie. W 1910 roku powstało tu także Lubelskie Towarzystwo Literacko-Naukowe. Jak widać, życie literackie w mieście kwitło mimo cenzury.

Czy lublinianie inspirowali literatów?

Tak. Osobą Jana Baptysty Tęczyńskiego, wojewody bełskiego i starosty lubelskiego, zainteresowali się dwaj wybitni przedstawiciele polskiej literatury. Pierwszym z nich był Jan Kochanowski, który opisał historię miłosną Tęczyńskiego w Pamiątce wszystkimi cnotami hojnie obdarzonemu Janowi Baptyście hrabi na Tęczynie. Z kolei Julian Ursyn Niemcewicz swoje przemyślenia z podróży po Lubelszczyźnie zawarł najpierw w Podróżach historycznych po ziemiach polskich między rokiem 1811 a 1828 odbytych, a następnie dokonał rozwinięcia postaci, znanej dotychczas głównie z utworu Kochanowskiego, w dziele pod tytułem Jan z Tęczyna. Co to była za historia? Postaramy się pokrótce ją nakreślić. Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy poseł Jan Tęczyński, wzbudzający na dworze szwedzkiego króla Eryka zachwyt swoim europejskim obyciem, zakochuje się w królewnie Cecylii. Przez wzgląd na ciążące na nim obowiązki musi jednak niezwłocznie wrócić do kraju w celu złożenia raportu. Po wywiązaniu się ze zobowiązań Tęczyński wyjeżdża do Gdańska, kupuje statek i wyrusza w drogę do ukochanej. Nieszczęśliwie jednak zostaje schwytany przez duńskich korsarzy i uwięziony w Kopenhadze, gdzie wkrótce umiera, a jego zwłoki zostają przewiezione do Kraśnika. Cecylia wychodzi za mąż, nie znajduje jednak spełnienia w związku. Niemcewicz pisze: „by zwłoki te od wszelkiego zachować zepsucia, kazał [duchowny] wydrążyć głęboko kłodę świerkową; złożywszy w niej namaszczone przez cyrulika ciało, okrył je jak najszczelniej mchem islandzkim i przyłożywszy wieko obszył wszystko w płótno i oblał smołą”. Motyw nieszczęśliwej miłości Tęczyńskiego był niewątpliwie znany także Adamowi Mickiewiczowi, bo umieścił go w Panu Tadeuszu. Na łożu śmierci Jacek Soplica skarży się klucznikowi Gerwazemu, że Tęczyńskiemu nie odmówiono ręki królewny szwedzkiej, a jemu odmówiono ręki stolnikówny.

Jan Baptysta Tęczyński autorstwa Jana Matejki (źródło: www.wikipedia.org.pl)

Czy to jedyni literaci zainspirowani naszym miastem?

Nie. Lublin odgrywał szczególną rolę w pisarstwie hrubieszowianina Bolesława Prusa. Znany pisarz uczył się w Lublinie, mieszkał tu i odbywał wyrok więzienia za czynny udział w powstaniu styczniowym. Lublin występuje w Prusowskich Kronikach tygodniowych, Powiastkach cmentarnych, a także w słynnej Lalce. Mało kto wie, że wiele postaci z Lalki ma swoje pierwowzory w Lublinie! Sylwetka Stanisława Wokulskiego jest kompilacją dwóch współczesnych Prusowi lublinian. Prawdziwy Wokulski (nie Stanisław, ale dziewiętnastoletni Henryk) zaplanował porwanie i uwięzienie cara Mikołaja I i wypuszczenie go w zamian za opuszczenie Polski przez wojska rosyjskie. Jak można się domyślić, spisek został wykryty, a młodzieniec zesłany na Syberię. Kupiecką profesję Wokulskiego autor zaczerpnął od lubelskiego handlowca Feliksa Pawłowskiego. Małżeństwo Minclów również miało swój odpowiednik w rzeczywistości: małżonkowie mieszkali w Lublinie i - podobnie jak w powieści - prowadzili sklepik przy Krakowskim Przedmieściu. Młody naukowiec Julian Ochocki to Julian Ochorowicz, kolega Prusa ze szkolnej ławy, notabene słynny psycholog i filozof, znany z badań nad zjawiskami paranormalnymi. Lublin pojawiał się też w dziełach poety Kajetana Koźmiana, np. w odzie Na zawieszenie orłów francuskich w Lublinie czy Odzie za zawarcie pokoju w dzień publikacji onego w Lublinie 25 października 1809 roku. Przebywający kilkakrotnie w mieście Henryk Sienkiewicz wspominał o Lublinie w Potopie, a także umieścił w Rodzinie Połanieckich lubelskiego lekarza Władysława Olechnowicza pod postacią profesora Waśkowskiego. Warto pamiętać, że w tym okresie książki cieszyły się dużą popularnością, może nawet większą niż dziś. Nie było przecież telewizji ani internetu. W mieście powstało wiele księgarń, a zawód księgarza musiał być dość opłacalny, skoro jeden z nich, Michał Arct, w 1885 roku zaliczał się do czołówki najbogatszych lublinian.

Ciekawostka: Czy istniała w Lublinie instytucja skupiająca miejscowych działaczy kulturalnych?

Tak, była to tzw. Resursa z siedzibą w Ratuszu Miejskim, która organizowała bale, śpiewy, czytanie prasy i koncerty. Miała też jeszcze inną, ważną funkcję: Jednoczyła lubelskie elity - urzędników carskich, wojskowych, inteligencję, szlachtę, oraz mieszczaństwo podczas organizowanych uroczystości.

Wnętrze Kaplicy Zamkowej - widok ogólny

Piętnastowieczne freski ruskie w lubelskiej kaplicy Trójcy Świętej, fot. Andrzej Mistrz

A co z lubelską sztuką?

Miała się całkiem dobrze. W Lublinie było wielu artystów specjalizujących się w malarstwie religijnym, portretowym, historycznym czy pejzażowym. Wielu z nich było nauczycielami gimnazjalnymi. Znani w mieście byli wówczas Konstanty Kietlicz-Rayski, Ignacy Urbański i jego syn Witold, rzeźbiarz i portrecista, który pobierał nauki u samego Jana Matejki. Działały tu również firmy rzemieślniczo-artystyczne, między innymi sławny zakład kamieniarsko-rzeźbiarski Adolfa Saturnina Timmego, zakład malarski Edwarda Chmielewskiego, a także malarnia porcelany przy Krakowskim Przedmieściu. W tym czasie też zaczęto organizować wystawy artystyczne. Pierwsza wystawa była poświęcona malarstwu europejskiemu późnego renesansu i baroku. W Lublinie można podziwiać było wówczas dzieła flamandczyków: Petera Paula Rubensa i Antoona van Dycka czy weneckiego mistrza Giambattisty Tiepolo. Do wydarzenia tego doszło w 1877 roku z inicjatywy warszawskiego Towarzystwa Zachęty do Sztuk Pięknych. W 1911 roku otwarto Lublinie pierwszą plastyczną wystawę regionalną. W 1899 roku lubelski malarz Józef Teofil Smoliński odsłonił zatynkowane ruskie freski w kaplicy Trójcy Świętej na Zamku Lubelskim. Dzięki temu sensacyjnemu odkryciu możemy oglądać te piętnastowieczne malowidła także dzisiaj.

Brama Grodzka w Lublinie, rysunek

Brama Grodzka w roku 1915, rys. Konstanty Kietlicz-Rayski

Czym przysłużył się miastu Hieronim Łopaciński?

Hieronim Łopaciński działał w końcu XIX wieku, zasłynął jako wybitny językoznawca, etnolog, historyk sztuki, a zwłaszcza regionalista. Swoją pasję realizował poprzez modne wówczas zbieractwo. Jego kolekcje zawierające nie tylko starodruki i lubelskie dokumenty, ale też stroje ludowe czy dzieła sztuki, umożliwiły mu zorganizowanie jednego z działów w ramach wystawy rolniczo-przemysłowej w 1901 roku (odbyła się w gmachu podominikańskim, przy ulicy Jezuickiej, odwiedziło ją przeszło 12 tys. osób), a następnie, już po jego śmierci, w 1914 roku pozwoliły na utworzenie Muzeum Lubelskiego ulokowanego w gmachu poklasztornym, przy dzisiejszej ulicy Narutowicza. Z ogromnego zbioru, bo liczącego bagatela 11 700 woluminów, w 1908 roku utworzono Bibliotekę Publiczną. Z podobnych zainteresowań słynął Henryk Wiercieński, którego Opis statystyczny guberni lubelskiej w 1901 roku doczekał się prestiżowych nagród, między innymi we Lwowie.

widokówka z widokiem terenów Wystawy Rolniczo-Przemysłowej w 1901 roku

Pocztówka z widokiem terenów Wystawy Rolniczo-Przemysłowej w 1901 roku (ze zbiorów Zbigniewa Lemiecha)

Czy w Lublinie pomagano biednym?

O tak, solidarność w niedoli ma nawet długą i bogatą tradycję w naszym mieście. Już w średniowieczu działalność charytatywna była dość popularna. Przy kościele Świętego Ducha powstał szpital, który był też przytułkiem dla biednych, o czym była już mowa wcześniej. Pod koniec XVI wieku powołano do życia Bractwo św. Łazarza, którego członkowie opiekowali się chorymi. Z czasem powstały służebne zakony bonifratrów i sióstr miłosierdzia. Nie zapominajmy, że własne szpitale i instytucje dobroczynne (np. chewra kadisza) posiadał też lubelski kahał. Na początku XIX wieku opieka społeczna przeszła w ręce świeckie, a pomoc najsłabszym nieść zaczęły towarzystwa dobroczynności opiekujące się ubogimi, chorymi i sierotami. Pierwsza tego typu organizacja w Lublinie powstała w lutym 1815 roku, a jej prezesem został książę Adam Czartoryski. Była wówczas jedną z największych instytucji w Królestwie Polskim.

Kto należał do Towarzystwa Dobroczynności?

Do Towarzystwa Dobroczynności należeć mógł właściwie każdy, kto opłacał składki. Pomoc i opiekę oferowali jednak w większości bogaci ziemianie, kupcy i przemysłowcy, zwłaszcza masoni, którzy żywo zasilali kręgi nowo powstających instytucji. Dlaczego akurat oni? Przede wszystkim dlatego, że jednym z siedmiu podstawowych obowiązków wolnomularskich było miłosierdzie wobec ubogich. Choć oficjalnie jako czyniący dobro figurowali mężczyźni, to właściwymi kierowniczkami i entuzjastkami działań były lubelskie społeczniczki – przede wszystkim żony przemysłowców. I tak Domem Zarobkowym zajmowała się Zofia Leśkiewiczowa, Przytułek dla starców i kalek im. A. Vettera prowadziła Bronisława Vetterowa, a III Ochronę – Stanisława Wolska. Pieniądze na cele charytatywne pozyskiwano, podobnie jak dziś, ze składek, datków od burżuazji miejskiej, organizowanych balów, koncertów, przedstawień teatralnych, wystaw, a także z wynajmu budynku szpitalnego przy ulicy Zamojskiej. Lubelskie Towarzystwo Dobroczynności działało z większym lub mniejszym natężeniem do 1952 roku, na co wpływ miały pojawiające się od czasu do czasu kryzysy. Warto wspomnieć, że towarzystwa dobroczynne działające na terenie kraju zainspirowały także Żydów, być może i Rosjan. W 1821 roku kompetencje bractw przejęły Dozory Bożnicze, tworząc własne towarzystwa. W Lublinie istniała ochronka żydowska, nowoczesny szpital przy ulicy Lubartowskiej, a także towarzystwo Bikur Cholim, troszczące się o chorych. W 1868 roku w mieście działało także Rosyjskie Towarzystwo Dobroczynności, które prowadziło w duchu rosyjskim (w obawie przed polonizacją) przytułek dla wdów i sierot wyznania prawosławnego.

Tablica na budynku Ochronki żydowskiej przy ul. Grodzkiej 11

Tablica na budynku ochronki żydowskiej przy ulicy Grodzkiej 11, fot. Joanna Zętar

Jak jeszcze pomagano lubelskim dzieciom?

Organizowano kolonie zdrowotne i rekreacyjne. To właśnie Wydział Kolonii Letnich działający w ramach Towarzystwa Dobroczynnego, od 1884 roku zajął się zapewnieniem ubogim dzieciom rozrywki w okresie letnim. Grupy kolonijne wyjeżdżały do majątków ziemiańskich na Lubelszczyźnie, gdzie głowy rodzin zapewniały im wyżywienie, odpowiednią opiekę, organizowały zabawy ruchowe na świeżym powietrzu, wypady do lasu. Z czasem, dzięki Adamowi Michalskiemu, który w 1912 roku przekazał Towarzystwu część gruntów w Kijanach, zaczęto tworzyć stały ośrodek kolonijny.

Ilustracja z "Powieści dla dzieci, na tle miejscowych zdarzeń osnutej"

Ilustracja z powieści dla dzieci wydanej w Lublinie w 1854 roku, autor nieznany

Czy każde dziecko mogło pojechać na kolonie?

Wybierano raczej dzieci z najbiedniejszych rodzin, chorowite i słabe. Wierzono, że świeże powietrze wiejskie doda im sił. Istotnie, wiele dzieci wracało do domów w znacznie lepszej formie. Były wypoczęte, zdrowsze, niektóre nawet lepiej odżywione. Wyjazdy organizowano na pięć tygodni lub dwa miesiące. Zapisy rozpoczynano w miesiącach wiosennych, w gmachu podominikańskim lub w szpitalu św. Wincentego à Paulo.

Czy w Lublinie było uzdrowisko?

Było, i to nie byle jakie. Na Sławinku, wtedy jeszcze leżącym poza miastem, istniał zakład zdrojowy, który powstał na bazie kąpieliska założonego przez właściciela gruntów Pawła Wagnera. O leczniczych właściwościach lubelskich wód pisał na początku XIX wieku Ignacy Lubowiecki w Statystyce województwa lubelskiego. Cudowne skutki kąpieli w żelazistych wodach lubelskich opiewał także doktor Wilson w 1858 roku na łamach „Gazety Warszawskiej”. Z inicjatywy wnuka Wagnera, Stanisława Mędrkiewicza, zakład zdrojowy przemieniono na sanatorium. Sławinek był wręcz wymarzonym miejscem dla kuracjuszy. Niestety, mimo dobrych chęci, dogodnej lokalizacji i dojazdów za sprawą jeżdżących do ośrodka omnibusów, a także niemałych środków finansowych wyłożonych na rozbudowę, zakład nie wytrzymał konkurencji z prężnie rozwijającym się Nałęczowem. Zniszczony wskutek pożaru, w końcu uległ zapomnieniu. 

uzdrowisko

Uzdrowisko na Sławinku, rys. Robert Sawa

A parki, skwery i ogrody?

Też były. Dziewiętnastego sierpnia 1887 roku w „Gazecie Lubelskiej” zamieszczono wiersz, który idealnie oddaje klimat dziewiętnastowiecznego miasta w okresie wakacyjnym.

Ogród miejski pusty, pustki na ulicach

A nawet w tych słynnych z kawy Bronowicach,

Choć grywa codziennie muzyka wojskowa,

Też ludzi nie widać; gdzież zatem się chowa

Ten świat elegancki? Panie i panowie?

Ha! Jedni w Puławach, drudzy w Nałęczowie,

Inni za granicą: w Rabce lub Szczawnicy...

Kilka także osób bawi w Ciechocinku,

A w naszym miluchnym i zdrowym Sławinku –

Jest dotąd zaledwie półtory osoby...

(…) Lublin sam przez się wielki park stanowi,

Ogród towarzyszy każdemu domowi,

Możesz zatem użyć powietrza dobrego

I w skromnych granicach miasteczka naszego.

I tu pustki wkoło, w ogrodach, cukierniach,

W sklepach, na ulicach, w resursie, traktierniach,

Tylko pod werandą u Semadeniego

Gromadzi się młodzież grodu lubelskiego…

Jak widać, atrakcją Lublina był wówczas ogród bronowicki. Na terenie dawnych kopalni kamienia w 1811 roku niejaki Baliński wystawił łazienki do użytku publicznego. Dlaczego tam? Otóż to miejsce nieopodal Czechówki było dość często odwiedzane przez wzgląd na ujęcie wody źródlanej o właściwościach leczniczych. W 1869 roku powstał tam park, a następnie teatralna scena letnia. Przyłączenie terenów bronowickich do miasta w 1875 roku otworzyło nowe możliwości. Park miejski urządzono w nowym stylu i nadano mu nazwę „Foksal”. Bardzo szybko stał się popularnym miejscem schadzek, spacerów i spotkań. Z czasem zaczął jednak tracić na atrakcyjności, przyciągał coraz mniejszą liczbę spacerowiczów, dziczał i w końcu podupadał. Ostateczny cios zadało mu ulokowanie rzeźni miejskiej w niedalekiej odległości. W 1901 roku decyzją władz miejskich oddano go Kuratorium Trzeźwości i od tamtej pory organizowano tam zabawy ludowe. Historia parków lubelskich na tym się jednak nie kończy. W 1827 roku park miejski założono na Czechówce, tam gdzie znajdował się kiedyś Królewski Staw, między ulicą Lubartowską a Szeroką. Dziesięć lat później stanął znany nam dziś Ogród Miejski, zwany Saskim. Zaprojektował go Feliks Bieczyński, inżynier gubernialny znany ze swej działalności na rzecz lubelskich ogrodów.

Dawne wejście do Ogrodu Saskiego od Al. Racławickich w Lublinie

Brama prowadząca do Ogrodu Saskiego projektu Feliksa Bieczyńskiego

Jak rozwijał się lubelski teatr?

Całkiem nieźle. Jak wiemy z poprzednich rozdziałów, Komedialnia, czyli pierwsza profesjonalna scena w Lublinie, powstała już w 1784 roku na Korcach. Przedsięwzięcie okazało się jednak nieudane i w związku z małym zainteresowaniem teatr zaniechał swojej działalności w 1803 roku. W latach 1802–1820 przedstawienia odbywały się w pałacu Wrońskich przy ulicy Żmigród i w pałacu Parysów. W 1822 roku za sprawą Łukasza Rodakiewicza przy ulicy Jezuickiej powstał Teatr Stary – pierwszy teatr w Królestwie Polskim.
Lata represji popowstaniowych tylko na chwilę wstrzymały wystawianie sztuk. Już w 1866 roku doszło do znacznego ożywienia w tej dziedzinie za sprawą grupy Pawła Ratajewicza. Przedstawienia z repertuaru rodzimego, zwłaszcza komedie Fredry, w których występował Anastazy Trapszo, przyciągały tłumy. Sztuka widowiskowa wchodziła w swój najlepszy okres. Teatr Stary przy ulicy Jezuickiej zastąpiono nowym gmachem Teatru Wielkiego. Budynek oddany do użytku w 1886 roku przy ulicy Namiestnikowskiej mógł poszczycić się nowoczesną sceną i eleganckim wystrojem. Opiekę sprawowało nad nim specjalnie do tego utworzone Towarzystwo Przyjaciół Teatru Polskego. Pod koniec XIX wieku na gościnne występy do Lublina przyjeżdżali między innymi Gabriela Zapolska, Helena Modrzejewska, Wincenty Rapacki, Bolesław Leszczyński, Karol Adwentowicz, Józef Kotarbiński i Aleksander Zelwerowicz. W jednym z gmachów pojezuickich w 1867 roku wybudowano nawet salę koncertową. Grano Mendelssohna i Szopena, a występował tu nawet sam Ignacy Paderewski. „Scen nigdy dość” zdawali się myśleć lublinianie. W 1898 roku powstał drewniany, letni teatr na wodzie „Rusałka”, który mógł pomieścić blisko pięciuset widzów. Na jego gruncie uformowało się Towarzystwo Muzyczno-Dramatyczne. Pod koniec XIX wieku budynki Teatru Starego i „Rusałki” wykorzystywały do swoich celów żydowskie trupy teatralne. Ofertę teatralną uzupełniały teatry amatorskie i występy wędrownych aktorów, którzy licznie odwiedzali nasze miasto.

Kiedy powstały w Lublinie kina?

Nowa technika docierała do nas dość szybko. Bracia Lumiere opatentowali kinematograf w 1895 roku i wtedy też zaczęły odbywać się we Francji pierwsze seanse. Pierwszy pokaz kinowy w naszym mieście, podczas którego puszczono widzom kilka krótkich filmików, odbył się w Teatrze Wielkim już w w styczniu 1899 roku! Potrzebowano miejsca przeznaczonego tylko do projekcji filmów. Pierwsze stałe kino powstało w 1907 roku w zamkniętym Teatrze Starym z inicjatywy Romualda Makowskiego i było jednym z pierwszych w Królestwie Polskim. Bardzo szybko wynalazek znalazł kolejnych entuzjastów. W 1912 roku w Lublinie istniało już sześć iluzjonów: „Theatre Optique Parisien", „Moderne” przy Krakowskim Przedmieściu, „Lux” przy ulicy Lubartowskiej, „Rusałka” przy ulicy Zamojskiej, „Kultura”, a także kino „Oaza”, znane w dwudziestoleciu międzywojennym jako „Corso”.

Zobacz więcej>>> bibliografia lubelskiej kinematografii

Teatr Stary

Teatr Stary ok. 1960 roku, fot. Edward Hartwig

A co z muzyką?

Muzyka też miała się dobrze. W otwartej sali koncertowej odbywały się recitale muzyków i solistów, które ściągały tłumy lubiących muzykę lublinian. Podziwiano jednak nie tylko przyjezdnych grajków. Doceniano talent Henryka Wieniawskiego, urodzonego w Lublinie wirtuoza skrzypiec i kompozytora, a także działalność amatorskiej grupy muzycznej koncertującej z ramienia Towarzystwa Dobroczynności. Rozwijała się też muzyka sakralna. Do 1818 roku w Lublinie funkcjonowała kapela kolegiaty św. Michała Archanioła. Przy kościele katedralnym reaktywowano ją w 1830 roku. W latach 80. XIX wieku występował kwartet smyczkowy, a w latach 90. chór męski „Drumla”. Lubelski rozkwit w dziedzinie muzyki doprowadził do utworzenia Towarzystwa Muzycznego, którego właściwym twórcą, a zarazem pierwszym prezesem był Władysław Modrzewski. Lubelskie Towarzystwo Muzyczne, mimo szumnych deklaracji dotyczących kształcenia na wysokim poziomie kadr muzycznych, ograniczało swą działalność do szkolenia amatorskiego chóru i orkiestry, które brały udział w wieczorach muzycznych, koncertach i uroczystościach patriotycznych. Na terenie parku „Rusałka” grały także chór i orkiestra Sokoła.

Sokoła?

Tak. Od 1906 roku na terenie Lublina działało Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”. Propagowało potrzebę wychowania fizycznego, a więc i wychowania obywatelskiego poprzez takie cechy, jak dyscyplina, odpowiedzialność czy karność. Towarzystwo zajmowało się także działalnością oświatowo-kulturalną, organizowało orkiestrę, chór, teatr, bibliotekę, czytelnię, koncerty czy patriotyczne imprezy okolicznościowe. Ćwiczenia odbywały się w gmachu pojeziuckim przy ulicy Złotej, potem na rogu Dominikańskiej, a po 1915 roku przy ulicy Królewskiej. W szczytowym momencie działalności uczono między innymi gimnastyki, kolarstwa, jazdy konnej, szermierki, lekkiej i ciężkiej atletyki, boksu, zapasów, piłki nożnej czy gry w tenisa, a w trakcie organizowanych wycieczek urządzano ćwiczenia wojskowe. Odpowiednie wyszkolenie pozwoliło na efektywne uczestniczenie w wojnie polsko-bolszewickiej z 1920 roku.

Czy lubelscy Żydzi brali udział w rozwoju kultury?

Oczywiście, że tak. Jak już wspominaliśmy wyżej, zajmowali znaczące pozycje w środowisku literackim (małżeństwo Arnsztajnów), a także teatralnym. W budynku Teatru Starego, przemianowanym na kino Panteon, działał żydowski teatr amatorski. Na scenie kierowanej przez Jakuba Waksmana wystawiano Norę Henryka Ibsena czy Mirele Efros Jakuba Gordina. W 1916 roku zaczęto wydawać pierwszą gazetę żydowską, publikowaną po polsku „Myśl Żydowską” i założono pierwszą publiczną bibliotekę na terenie gminy. Żydzi zasiedli też w lubelskiej Radzie Miejskiej. W 1907 roku powstało Lubelskie Żydowskie Towarzystwo Muzyczno-Teatralne „Hazomir”, które zajmowało się rozpowszechnianiem muzyki żydowskiej w mieście. Lubelska społeczność żydowska nadała charakterystyczny klimat miastu. Na ulicach kupcy sprzedawali kulinarne przysmaki: cebularze, bajgle i makagigi, a grajkowie umilali przechodniom czas. Na żydowskich kirkutach widoczne były bogato rzeźbione macewy, a zdobione przedmioty religijne były małymi dziełami sztuki.

Ciekawostka: Kiedy w Lublinie zaczęto jeździć na rowerach?

Już w połowie XIX wieku. Wymyślony pod koniec XVIII wieku rower, na tyle upowszechnił się wówczas w naszym mieście, że zdecydowano się wybudować cyklodrom, czyli tor wyścigowy, gdzie można było jeździć wypożyczonym rowerem. W Lublinie były dwa takie obiekty: przy ulicy Ogrodowej oraz między ulicą Wieniawską i Ogrodem Saskim. W miejscach tych znajdują się dziś kamienice.

Kamienica Ogrodowa 8b

Teren przedwojennego cyklodromu przy ulicy Ogrodowej, fot. Magdalena Kowalska

Najkrócej mówiąc...

Krajobraz Lublina zmienił się w momencie, gdy mieszkańcy zaczęli organizować miejsca przeznaczone na relaks i rozrywkę. Zdewastowane i zaniedbane części miasta stopniowo zmieniały się w parki, ogrody i uzdrowiska. Utworzone wówczas teatry, kina, biblioteki i muzea trwale zapisały się w historii miasta, a jego wybitni obywatele, jak Hieronim Łopaciński czy rodzina Arnsztajnów – w historii całego kraju. Prężnie rozwijała się prasa, muzyka i literatura, a miasto odnosiło sukcesy kulturalne.