Lublin pod zaborami
Lublin powstańczy
Gospodarka Lublina w XIX wieku

Lublin powstańczy

Lublin pod zaborami był prężnie rozwijającym się ośrodkiem ruchu spiskowego, otwarcie manifestującym swoje poglądy. Lublinianie angażowali się we wszystkie ogólnokrajowe działania mające na celu odzyskanie przez Polskę niepodległości. Robili to na różne sposoby: walczyli zbrojnie, wspierali powstańców materialnie i duchowo, organizowali manifestacje patriotyczne i wydawali prasę niepodległościową. Najodważniejsi brali udział w zamachach na głównych przedstawicieli władz zaborczych.

Ciekawostka: Gdzie nocował Tadeusz Kościuszko podczas pobytu w Lublinie?

W Zemborzycach. Przynajmniej tak głoszą miejskie plotki. Ponoć w 1790 roku, w czasie kiedy na terenach Wrotkowa i Dziesiątej wojska kościuszkowskie organizowały manewry, generał zdecydował się spędzić noc w drewnianym budynku wójtowskim w Zemborzycach. Choć miejsce to w następnych okresach zmieniało przeznaczenie – było biblioteką, a także szkołą podstawową – w okolicy nie zatarła się pamięć o Kościuszce. W 1917 roku, w setną rocznicę śmierci generała, usypano tam kopiec. Niestety, w latach 70. XX wieku rozebrano nie tylko drewniany budynek, ale też zniszczono nasyp.

Tadeusz Kośiuszko

Portret Tadeusza Kościuszki autorstwa Schnorra von Carolsfelda i Hansa Veit Freidricha, 1794 rok (ze zbiorów Biblioteki Narodowej, www.polona.pl)

Kiedy lublinianie rozpoczęli walkę o niepodległość?

Już w czasie wojny polsko-rosyjskiej w 1792 roku. Wtedy to magistrat zarządził dobrowolną zbiórkę pieniędzy na wyposażenie polskiego wojska. Osiemnastego kwietnia 1794 roku na zgromadzeniu szlachty i mieszczaństwa ogłoszono uroczyście, przed ratuszem lubelskim, gotowość przystąpienia województwa lubelskiego do insurekcji kościuszkowskiej. Z dnia na dzień Lublin stał się ośrodkiem aprowizacyjnym i organizacyjnym insurekcji. Niestety, nie zmieniło to losów powstania. Czerwcowe klęski pod Dubienką i Chełmem osłabiły lubelski zapał. Jeszcze w tym samym miesiącu do miasta wkroczyły wojska rosyjskie.

Jak zareagowali mieszkańcy na wieść o wybuchu powstania listopadowego?

Gdy pierwsze wieści o wydarzeniach warszawskiej nocy listopadowej dotarły do Lublina, mieszkańców ogarnął niebywały entuzjazm. A informacje te dotarły ekspresowo, bo już po południu 30 listopada, zaledwie kilka godzin po zakończeniu walk. Nie tracono czasu. Czwartego grudnia do miasta przybył Andrzej Edward Koźmian, wysłannik dyktatora powstańczego, generała Chłopickiego. Od razu rozpoczęto formowanie nowych władz miasta; aby zapobiec rabunkom, utworzono Straż Bezpieczeństwa. W jej szeregi zaciągnęło się blisko dwa tysiące ochotników, w tym siedmiuset Żydów.

Józef Chłopicki

Portret Józefa Chłopickiego autorstwa Filipa Romanowskiego (ze zbiorów Biblioteki Narodowej, www.polona.pl)

Czyli wszystko było sprawnie zorganizowane?

Niestety nie. Ilość stronnictw reprezentujących różne punkty widzenia siłą rzeczy wprowadzała chaos. Dochodziło do kłótni między nawołującymi do wieszania zdrajców a tymi, którzy nie chcieli narażać się carowi. Do aktów przemocy na szczęście nie dochodziło, choć niektórzy prorosyjscy urzędnicy musieli udowadniać wierność powstańcom, pijąc ich zdrowie i śpiewając patriotyczne pieśni.

Najwyraźniej więc mieszkańcy cieszyli się z rozpoczęcia powstania?

Zdecydowanie tak. Miasto rozbrzmiewało okrzykami i wiwatami, gdzieniegdzie dochodziło do demonstracji patriotycznych. Zapamiętale dyskutowano o powstaniu w domach, karczmach, warsztatach, na ulicach. Jak pisał Andrzej Koźmian, syn Kajetana, „oddech rewolucyjny wionął był po całym mieście”. Czternastego grudnia 1830 roku na placu Musztry zorganizowano nawet uroczystości z tego tytułu, a biskup lubelski Mateusz Wojakowski poświęcił sztandar Straży Bezpieczeństwa zdobiony białym orłem na czerwonym tle. Na plac ściągnęło tysiące mieszkańców. Przez Krakowskie Przedmieście przeszedł pochód, w którym obok sztandarów i symboli narodowych, znaleziono miejsce dla ogromnej, amarantowej „czapki wolności”, mającej przypominać rewolucję francuską, a dodatkowo podsycać nastroje rewolucyjne.

Jak jeszcze wspierano powstanie?

Decyzją Chłopickiego każde województwo zostało zobowiązane do zorganizowania dziesięciu batalionów liczących po tysiąc osób. Liczbę 265 przypadającą na Lublin uznano jednak za zbyt wysoką i ostatecznie w szeregi Gwardii Ruchomej weszło 150 lubelskich młodzieńców. Reszta zasiliła skład Straży Bezpieczeństwa. Instytucje reprezentujące ziemiaństwo – Rada Obywatelska i Komitet Obywatelski – zajęły się zbiórką datków, organizowaniem zaopatrzenia dla wojska, formowaniem nowych oddziałów, a także pobudzaniem do działania urzędów i instytucji w województwie. W efekcie zebrano ponad 4785 zł od chrześcijan i 2348 zł od Żydów, masę obrączek, kosztowności i złota, a na ochotniczy pułk krakusów lubelskich przekazano dodatkowo 12 700 zł i 22 konie. Dysponowano dodatkowo kwotą blisko 102 tysięcy złotych, przekazaną przez żydowski dozór bożniczy, za zwolnienie z obowiązku rekrutacyjnego. W mieście budowano szpitale, organizowano magazyny żywności i ubrań dla wojaków. Mieszkańcy gorąco zaangażowali się w działania powstańcze.

To zwykli mieszkańcy, a lubelscy bogacze?

Oni również prezentowali bardzo patriotyczne postawy. Prezes Lubowiecki z Komisji Wojewódzkiej z bronią w ręku osobiście pełnił funkcję wartownika na posterunku straży, a zamożny kupiec Matuszkiewicz rozdawał wszystkim narodowe kokardy. Największą hojnością wykazał się Konstanty Zamoyski, który z własnej kieszeni stinansował formowanie całego pułku jazdy. Takich, jak oni było znacznie więcej, a każdy w miarę możliwości starał się pomagać powstańcom. Akcję rewolucyjną popierano także w kręgach katolickich. Na polecenie biskupów lubelskich księża nawoływali z ambon do modlitw i czynnego zaangażowania.

Konstanty Zamoyski, autor nieznany (źródło: www.wikipedia.org.pl)

Jakie były dalsze losy powstańczego Lublina?

Początkowo wszystko układało się bardzo korzystnie. Nowe władze opanowały chaos, w mieście ukazywało się pismo informacyjne o znanej dziś nazwie, „Kurier Lubelski”. Już po kilku miesiącach długo oczekiwane działania zbrojne przeniosły się także na Lubelszczyznę. Walki toczyły się ze zmiennym szczęściem. Wielkie wrażenie wywołała lubelska defilada korpusu generała Józefa Dwernickiego, zwycięzcy spod Kocka. Powstańców maszerujących przez Krakowskie Przedmieście witano owacjami i okrzykami.

Czy lublinianom udało się utrzymać miasto?

Niestety nie. Korpus Dwernickiego wkrótce opuścił Lublin, co wykorzystały oddziały rosyjskie, przeprowadzając szybkie uderzenie na miasto. Nieliczne i słabo wyposażone oddziały ochotnicze nie były w stanie go utrzymać. Z odzyskaną w grudniu wolnością mieszkańcy musieli się pożegnać już w styczniu. Jedenastego marca 1831 roku, tuż po wkroczeniu wrogich wojsk do miasta, gimnazjalista Zymary strzelił do księcia Wirtemberskiego Aleksandra Fryderyka Wilhelma. W odpowiedzi wojska carskie rozstrzelały czterech przypadkowych uzbrojonych chłopców. Egzekucji dokonano pod pomnikiem Unii Lubelskiej. Miasto wróciło pod panowanie carskie i zostało obciążone kontrybucją.

Pomnik Unii Lubelskiej

Pomnik Unii Lubelskiej, fot. Joanna Zętar

Jak wyglądało wówczas miasto?

Jak można się domyślić, było zdewastowane. Maszerujące wojska przyniosły do miasta epidemię cholery, która zdziesiątkowała mieszkańców. Działania wojenne, w tym wybuch składu amunicji na Kalinowszczyźnie, zamieniły część zabudowy w ruiny. Wydatki na obronność i kontrybucje sprawiły, że kasa miejska świeciła pustkami. To jednak nie wszystko. Na patriotów spadły represje, wielu czekały procesy i zsyłki na Syberię. Wojskowo-policyjne władze carskie zlikwidowały rewolucyjny „Kurier Lubelski”, sterroryzowały opozycję, wprowadziły cenzurę i mianowały nowe władze złożone z byłych oficerów carskich. Lublin stracił prerogatywy miasta wojewódzkiego i stał się jednym z wielu miast gubernialnych w Rosji. „Noc paskiewiczowska” trwała, a sytuacja miasta była nie do pozazdroszczenia.

Czy pogodzono się z nową sytuacją?

Oczywiście, że nie. Początkowo represje nieco ostudziły lubelski zapał niepodległościowy, ale już kilka lat później odżyły ze zdwojoną siłą. Pierwsze organizacje spiskowe były na ogół rozbijane przez carską policję, ale doświadczenie zyskane z czasem pozwoliło im przetrwać. W czasie Wiosny Ludów wielu lublinian podążyło na Węgry, by tam walczyć o wolność. Do prawdziwego odrodzenia ruchów patriotycznych doszło po śmierci Mikołaja I Romanowa, a więc po 1855 roku.

W jaki sposób przeciwstawiano się władzom?

Przede wszystkim demonstracjami poglądów. Uczestniczono w nabożeństwach za ojczyznę, śpiewano pieśni narodowe. Niezwykłe ożywienie wywołało przybycie do miasta Wincentego Pola, którego dzieła znajdowały się na indeksie cenzury, a także Leona Frankowskiego, który założył pierwszą lubelską komórkę konspiracyjną. Niezwykłą odwagą wykazała się Anna Henryka Pustowójtówna, córka rosyjskiego generała i polskiej szlachcianki. Podczas manifestacji pod pomnikiem Unii Lubelskiej w 1861 roku jako pierwsza przedarła się przez tłum oraz wojska carskie zagradzające drogę demonstrantom, po czym złożyła kwiaty pod pomnikiem. Urzędnicy carscy mieli nie lada dylemat. Przez wzgląd na ojca Pustowójtówny ostatecznie nie zdecydowano się na areszt, ale deportowano ją w głąb Rosji. W dniu wykonania wyroku w mieście zebrał się tłum, który odprowadził Pustowójtównę do granic miasta, rzucając kwiaty pod koła wiozącego ją wozu.

A. H. Pustowójtówna

Anna Henryka Pustowójtówna, autor nieznany (ze zbiorów Biblioteki Narodowej, www.polona.pl)

Czy Henryka Pustowójtówna wróciła do Polski?

Tak. Wprawdzie osadzono ją w klasztorze prawosławnym o ścisłej regule, ale najwyraźniej niedostatecznie strzeżonym, bo dziewczynie udało się uciec z powrotem do Polski. Jak można się tego spodziewać, wzięła udział w powstaniu styczniowym i walczyła jako adiutantka Dionizego Czachowskiego. Po klęsce zrywu wyemigrowała do Francji, gdzie pracowała jako sanitariuszka podczas wojny francusko-pruskiej. W Paryżu natknęła się na Stanisława Loewenhardta przyjaciela z oddziału powstańczego, z którym niedługo potem wzięła ślub.

Ciekawostka: Jaki związek z Lublinem miał ksiądz Piotr Ściegienny?

Między innymi tu w końcu osiadł i został pochowany. A czym się zasłużył? Ściegienny był wiejskimi nauczycielem i proboszczem, ale też wielkim patriotą. Zorganizował konspiracyjny Związek Chłopski, który przygotował powstanie na rok 1844 i agitował chłopów do walki. Na skutek donosów szlacheckich i inteligenckich spisek został wykryty przez carską policję, a ksiądz zesłany na Syberię. Powrócił dopiero w 1871 roku. Jego grób na cmentarzu przy ulicy Lipowej dla działaczy niepodległościowych stał się symbolem polskości. Tu odbywały się manifestacje robotnicze w 1905 roku i pierwszomajowe w dwudziestoleciu międzywojennym. Tu w latach 80. XX wieku składali kwiaty działacze opozycyjni. Jak widać, uznanie dla księdza Ściegiennego nie przeminęło wraz z końcem epoki rozbiorowej.

List otwarty do polskiego ludu robotniczego napisany przez ks. Piotra Ściegiennego w 1895 roku (ze zbiorów Biblioteki Narodowej, www.polona.pl)

No właśnie, kiedy w Lublinie zaczęto przygotowania do kolejnego powstania?

Już pod koniec 1862 roku. Entuzjastycznie nastawione organizacje niepodległościowe liczyły na masowy napływ ochotników, i rzeczywiście – zebrano ponad siedmiuset ludzi. Zapomniano jednak o rzeczy najważniejszej: brakowało broni i amunicji. To, czym dysponowali, wystarczyło zaledwie dla dwustu powstańców.

Jak zatem wyglądał sam wybuch powstania?

Bardzo chaotycznie. Pierwszy z oddziałów powstańczych miał uderzyć na posterunek straży, tam gdzie znajduje się dziś ratusz. Plan mógł się powieść, ale wymagał szybkiego działania, bo koszary rosyjskie, z których mogła nadejść odsiecz, znajdowały się na obszarze dzisiejszego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Konspiratorzy zgromadzili się więc w kościele Świętego Ducha i czekali na dowódcę. Niestety, dalekowzroczność rosyjskich władz uniemożliwiła atak. Przywódca nie przybył na miejsce, bo został aresztowany. Po pełnej niepokoju i oczekiwania nocy, pozbawieni dowodzenia powstańcy wycofali się w okoliczne lasy.

Lublin. Krakowskie Przedmieście na przełomie XIX i XX w.

Krakowskie Przedmieście na przełomie XIX i XX wieku, autor nieznany

Co stało się z drugim oddziałem?

Jemu też nie udało się wykonać zadania. Oddział ten miał zdobyć Lubartów. Nadzieje okazały się jednak płonne, bo po stoczonej krwawej bitwie okazało się, że powstańcom prócz uzbrojenia brakowało przede wszystkim wyszkolenia. Musieli się wycofać.

Czy to był już koniec?

Nie. Początkowe niepowodzenia nie zniechęciły do walki ochotników, którzy stale i masowo zasilali szeregi powstańcze. W noc wybuchu powstania studenci puławscy zdobyli Kazimierz Dolny. Ba! Nawet założyli tam lokalną administrację powstańczą. Drugie podejście do Lubartowa przyniosło więcej niż oczekiwany skutek, bo wojakom udało się nawet zdobyć rosyjskie działa. Zwycięstwa dodały ducha walczącym, spowodowały też kolejną falę napływu ochotników. Największe natężenie walk miało miejsce latem 1863 roku, kiedy to w bitwie pod Żyrzynem oddział Michała Heidenreicha-Kruka niemal całkowicie zniszczył pięciusetosobowy konwój rosyjski przewożący kasę wojskową. Szczęśliwie dla powstańców, odnotowano stratę zaledwie dziesięciu osób. Sukces ten odbił się szerokim echem w całej Europie. Na terenie Lubelszczyzny stoczono ogółem 244 bitwy i potyczki.

Bitwa pod Żyrzynem w 1863 roku (źródło: www.wikipedia.org.pl)

Co w tym czasie działo się w Lublinie?

Nie było żadnych walk ulicznych, więc lublinianie żądni krwi zaborczej, dołączali do oddziału partyzanckiego grasującego po lasach. W Lublinie nie było otwartych potyczek, ale za to walczono propagandą. Lubelskie zakony wydawały tajną prasę, choć groziły za to surowe kary. W połowie 1863 roku do miasta przybył brat Wacław Nowakowski, łącznik i emisariusz Komitetu Centralnego Narodowego. W klasztorze kapucyńskim, na Krakowskim Przedmieściu, założył nielegalną drukarnię. Paradoksalnie ta umieszczona dokładnie na wprost pałacu gubernatorskiego instytucja, działała niewykryta przeszło pół roku! Dopiero zimą 1864 roku w ręce policji wpadł list kierowany do konspiracyjnego rządu. Carska rewizja doprowadziła do zniszczenia drukarni i zesłania Nowakowskiego na Syberię. Najtragiczniejszymi wydarzeniami w mieście były jednak egzekucje powstańców. Szesnastego kwietnia 1683 roku na terenie koszar powieszono dowódcę jednego z oddziałów, twórcę pierwszej komórki konspiracyjnej na terenie naszego miasta - Leona Frankowskiego. Miejsce kaźni jego oraz innych powstańców znajduje się obecnie na terenie miasteczka uniwersyteckiego. Upamiętnia je tablica pamiątkowa, krzyż i głaz.

Miejsce Straceń Powstańców z 1863 roku

Miejsce straceń powstańców styczniowych przy ul. Langiewicza 5, fot. Jacek Jeremicz

Czy mimo wszystko lublinianie popierali powstanie?

W ogromnej części tak. Nawet ci, którym nie było dane walczyć, albo nie chcieli, podporządkowywali się władzom konspiracyjnym. Lubelskie klasztory ukrywały członków powstańczego rządu poszukiwanych przez carską policję, a lubelscy Żydzi wspomagali powstańców żywnością, mundurami i bronią, choć ich przywódca, rabin Joszua Heszel Aszkenazy, zalecał lojalność wobec władzy carskiej. Nastrojom niepodległościowym ulegli nawet Polacy służący w policji carskiej, którzy często przeszkadzali w rozpracowywaniu organizacji podziemnych. Lubelski zapał do walki nie był jednak w stanie przechylić szali zwycięstwa na stronę polską.

Czyli powstanie zakończyło się klęską?

Nie inaczej. Podobnie jak w przypadku innych zrywów narodowych i ta walka była nierówna. Pojedyncze sukcesy nie zrównoważyły miażdżącej przewagi rosyjskiej. Regularne wojsko likwidowało wszystko, co spotkało na swojej drodze: niszczono poszczególne oddziały, organizowano obławy, nękano miasto represjami. Zimą 1864 roku powstanie zaczęło dogasać. Ostatkiem sił oddziały partyzanckie walczyły jeszcze w 1865 roku. Polacy za próbę zdobycia niepodległości zapłacili ogromną cenę. Tysiące powstańców straciło życie, zostało zesłanych, potraciło bliskich. Miasta zostały zobowiązane do uiszczenia ogromnych kontrybucji, a język polski usunięto ze szkół i urzędów. Choć Lublin nie został bezpośrednio dotknięty zniszczeniami wojennymi, represje popowstaniowe zdusiły zapał narodowowyzwoleńczy w mieście na przeszło czterdzieści lat.

Czytaj więcej>>>

>>> o konsekwencjach i dziedzictwie powstania styczniowego

>>> o sytuacji Lublina po powstaniu styczniowym

Czy nowy wiek przyniósł zmiany w nastawieniu Polaków?

Na zasadnicze zmiany trzeba było poczekać, aż dorośnie nowe pokolenie. Od klęski powstania styczniowego do 1905 roku panowała niemal powszechna niewiara, że Polska kiedykolwiek odzyska niepodległość. Polacy starali się raczej dbać o zachowanie polskości i tradycji w nadziei, że kiedyś znów pojawi się okazja na jej odzyskanie.

Czy taka szansa pojawiła się w 1905 roku?

Wydaje się, że tak. Niepowodzenia rosyjskie w wojnie z Japonią i efektywna walka środowisk socjalistycznych z caratem (rewolucja 1905) odrodziła w Polakach chęć walki. Nic więc dziwnego, że jako pierwsze w Królestwie Polskim agitowały do walki właśnie partie socjalistyczne (polskie i żydowskie), organizujące różnego rodzaju wiece antycarskie, demonstracje i strajki. Objęły one między innymi Warszawę, Łódź, Dąbrowę Górniczą, Radom i Kielce.

odezwa z 1906 rpoku

Odezwa ruchu robotniczego, nawołująca do walki o bezpośrednie, równe i tajne prawo wyborcze - 1906 rok (ze zbiorów Biblioteki Narodowej, www.polona.pl)

Czy nastroje rewolucyjne dotarły również do Lublina?

Tak. Pierwszym wystąpieniem rewolucyjnym była zorganizowana 2 listopada 1904 roku dwustuosobowa manifestacja socjalistyczna na cmentarzu przy ulicy Lipowej. Trzydziestego pierwszego stycznia 1905 roku ogłoszono strajk generalny. Rozruchy rozpoczęte w fabryce Wolskiego, objęły szybko inne zakłady produkcyjne, lubelską kolej, gazownię, wodociągi i drukarnię. Wszystkie domagały się wolności i poprawy warunków pracy. Do strajku przystąpiła także młodzież szkolna, protestując przeciwko nauczaniu w języku rosyjskim. Zryw ten przyniósł efekty: 14 października 1905 roku wydano rozporządzenie zezwalające na zakładanie prywatnych szkół z polskim językiem wykładowym. Pierwszego listopada 1905 roku ponownie miała w Lublinie miejsce demonstracja socjalistyczna. Manifestujący wystosowali dość radykalne żądania (na czele z hasłem obalenia cara), odwiedzili grób księdza Ściegiennego, a następnie pod siedzibą gubernatora domagali się zwolnienia więźniów politycznych. Pięć dni później własną demonstrację zorganizowało środowisko endeckie. Ta miała zdecydowanie spokojniejszy przebieg, ograniczający się właściwie do przemówień pod pomnikiem Unii Lubelskiej. Wybrani na mówców: lekarz, chłop, student i ksiądz żądali większej autonomii i ustanowienia oddzielnego, polskiego parlamentu w Warszawie. W istocie oznaczało to powrót do stanu sprzed powstania listopadowego, ale z wolnością nie miało wiele wspólnego. Kilka dni później doszło do kolejnej demonstracji zorganizowanej przez Narodową Demokrację, pod pomnikiem Józefa Poniatowskiego zebrało się wówczas blisko 2 tys. mieszkańców.

To mieszkańcy nie działali wspólnie?

Niestety nie. Być może inaczej potoczyłyby się wtedy losy naszego państwa. W całym kraju środowiska endeckie potępiały radykalizm socjalistyczny i wzywały do stłumienia anarchii robotniczej. Bardziej realistyczne zapatrywania nacjonalistów sprawiły, że to właśnie one zyskały większe poparcie lubelskich mas. Lewica mieszała hasła niepodległościowe z żądaniami polepszenia bytu robotników i chłopów, przez co wielu nie wiedziało o co im tak naprawdę chodzi.

Czytaj więcej>>> o Lublinie w latach 1905–1918

Co na to władze?

Dziesiątego listopada wprowadzono stan oblężenia. Polska Partia Socjalistyczna wezwała do walki narodowowyzwoleńczej i utworzenia demokratycznej republiki polskiej. Przewidziany na 13 listopada strajk przerodził się w blisko czterotysięczną demonstrację. Na ulicach Zamojskiej i Królewskiej policja carska rozbiła pochód robotniczy. Strajki wybuchały systematycznie do stycznia 1906 roku, ale nie zyskały już takiej siły. Władze wprowadziły represje, aresztowania, a nawet kary śmierci. Przemysłowcy, tacy jak Hess czy Wolski, zaczęli stosować taktykę lockoutu polegającą na zamykaniu fabryk i wyrzucaniu ludzi z pracy, a po ponownym przyjęciu – odbieraniu im wywalczonych wcześniej praw.

Lublin. Fabryka wag W. Hessa przy ulicy Lubartowskiej

Fabryka wag W. Hessa przy ulicy Lubartowskiej, autor nieznany

To pewnie zniechęciło demonstrantów?

Pewnie tak, bo manifestacji zaprzestano. Lubelska Organizacja Bojowa Polskiej Partii Socjalistycznej miała jednak jeszcze jednego asa w rękawie. Pięćdziesięcioosobowa bojówka zaczęła organizować zamachy na przedstawicieli władz: urzędników, policjantów, dozorców więziennych, szpiegów czy denuncjatorów. Szóstego maja 1907 roku przy ulicy Nowej (dzisiejsza Lubartowska) zginął carski urzędnik, a wraz z nim dziewiętnastoletni zamachowiec. Dwudziestego trzeciego marca 1908 roku na placu Litewskim, tuż pod nosem pałacu gubernatora i patrolu, śmierć poniósł komisarz carskiej policji. Najgłośniejszą akcją był natomiast zamach przeprowadzony 16 maja 1909 roku na policmajstra Anatola Ulicha, w wyniku którego został on śmiertelnie ranny. Był to już schyłek lubelskiej rewolucji. Podobnie jak inne, i ten zryw zakończył się fiaskiem.

To strajkujący nie zyskali zupełnie nic?

Niezupełnie. Udało im się przecież wywalczyć prawo do organizowania związków zawodowych. Od 1906 roku nastąpił wysyp zrzeszeń reprezentujących wolę murarzy, drukarzy czy robotników przemysłu żelaznego, które – podobnie jak niegdyś cechy – organizowały kursy samokształceniowe, rozrywkę i dbały o dzieci robotników. Związki te pozostawały pod wpływem takich partii, jak Polska Partia Socjalistyczna, Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy czy Narodowy Związek Robotniczy.

Ciekawostka: Co sprawiło, że powojenne polskie służby specjalne szczyciły się mianem jednych z najlepszych na świecie?

Przede wszystkim to, że rekrutowały się głównie z bojowników zaborowych. Ludzie, którzy działali w konspiracji, potrafili rozpracowywać spiski i przeciwdziałać im. Wielokrotne zmienianie tożsamości w czasach carskich znacznie ułatwiało pracę późniejszych oficerów wywiadu.

 

Najkrócej mówiąc...

Należy pamiętać, że Lublin był ważnym ośrodkiem kształtującym świadomość narodową Polaków. Niepodległościowe zrywy w okresie zaborów, choć niezwykle patriotyczne, doprowadziły do represji i śmierci wielu mieszkańców miasta. Mimo wszystko w Lublinie nie stracono nadziei i z podniesioną głową czekano na wyzwolenie, a to miało nadejść już niebawem, bo w 1918 roku.

Czytaj więcej>>>

>>> Lublin w latach 1650-1795

>>> Lublin w latach 1795-1905