Lublin w dobie upadku
Kultura doby upadku
Lublin pod zaborami

Kultura doby upadku

Dramatyczne wydarzenia, których doświadczyli lublinianie, nie zdołały zniszczyć kulturalnego ducha miasta. Krótkie okresy pokoju sprzyjały rozwojowi sztuki, która łagodziła poczucie zagrożenia i pozwalała na jakiś czas zapomnieć o codziennych sprawach, trudnej sytuacji w mieście i wszechobecnych spustoszeniach.

Czy w Lublinie można zobaczyć pozostałości baroku?

Tak, nawet bez specjalnych poszukiwań. Idąc ulicą Peowiaków, natkniemy się na barokową kapliczkę przy dawnych zabudowaniach klasztornych (obecnie Centrum Kultury). Naprzeciw pomnika Unii Lubelskiej dostrzeżemy barokowy kościół Kapucynów pw. św. św. Piotra i Pawła, a przechodząc ulicą Biernackiego kościół Karmelitów Trzewiczkowych pw. św. Eliasza. W stylu barokowym wzniesiono również archikatedrę pw. św. św. Jana Ewangelisty i Jana Chrzciciela. W świątyni zachowały się barokowe freski, które są podręcznikowym przykładem malarstwa ściennego dojrzałego baroku na Lubelszczyźnie. Fasada kościoła jest obecnie połączeniem elementów pochodzących w różnych epok.

Archikatedra pw. śś. Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty w Lublinie - fragment obrazu "Pożar miasta Lublina"

Barokowa archikatedra pw. św. św. Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty. Fragment obrazu Pożar miasta Lublina

Czy barok to tylko kościoły?

Oczywiście, że nie. Wystawiano także budowle świeckie. Naprzeciwko wspomnianego kościoła Kapucynów, w głębi placu Litewskiego, znajdują się pałace Lubomirskich i Czartoryskich. Obie budowle zostały wzniesione według projektu niderlandzkiego architekta, Tylmana z Gameren.

Zobacz więcej>>> szlak architektury barokowej

Czy to był jedyny styl, w którym wznoszono miejskie budowle?

Nie. Odwiedziny króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w Lublinie otworzyły nowy etap w dziejach reprezentacyjnych budowli. Mecenat króla spowodował, że w architekturze naszego miasta pojawił się klasycyzm. Naczelny architekt Rzeczypospolitej Dominik Merlini w latach 1781-1787 przebudował w tym stylu Trybunał Koronny, Bramę Grodzką i Bramę Krakowską. W stylu klasycystycznym wybudowano też kościół ewangelicko-augsburski pod wezwaniem Świętej Trójcy oraz trybunalską kaplicę.

Zobacz więcej>>> szlak stylów architektonicznych w Lublinie

Czytaj więcej>>> o architektach lubelskich

Ciekawostka: Jaka niespodzianka spotkała Stanisława Augusta Poniatowskiego na Krakowskim Przedmieściu?

W 1781 roku wóz przejeżdżającego przez Lublin króla ugrzązł w błocie. Poziom rozmokłej ziemi - i to nie tylko na Krakowskim Przedmieściu, o czym informują nas zachowane źródła - musiał być więc znaczny. Zdaniem Kajetana Koźmiana „od ulicy Pojezuickiej nie można się było dostać suchą stopą, trzeba było na koniu babrać się i zabryzgiwać, bo pojazdom (...) było niebezpieczno”. Podobnego zdania był lekarz włoskiego pochodzenia Michał Anioł Bergonzoni, który w XVIII wieku przebywał w naszym mieście. Z jego opisów wynika, że lubelskie drogi publiczne zalane były „błotami z wychodów i pomyj wszystkich domów, z gnojów leżących po każdej drodze źle brukowanej i barłogów znajdujących się po wszystkich kątach i okolicach miasta”, a także niemal całe miasto pokryte było „błotnistymi i smrodliwymi kałużami na kształt stawów”. Nic więc dziwnego, że do wyciągnięcia królewskiego wozu zaprzęgnięto woły!  

Architektura architekturą, a czy rozwijało się wówczas malarstwo?

Oczywiście, że tak. Najwięcej informacji dotyczy sztuki religijnej, bo estetyka barokowa lubowała się właśnie w dziełach sakralnych i portretowych. W kościele seminaryjnym pw. Przemienienia Pańskiego możemy zobaczyć trzy obrazy olejne na płótnie, namalowane w latach 1737–1740 przez Szymona Czechowicza. W kościele Dominikanów wisi natomiast obraz przedstawiający pożar Lublina z 1719 roku, prawdpodobnie autorstwa rodzimego artysty. Najwybitniejszym dziełem doby baroku są freski pędzla Józefa Meyera, nadwornego malarza króla Augusta III, datowane na lata 1756–1757, które możemy podziwiać w archikatedrze lubelskiej. Te barokowe malowidła tematycznie nawiązują do patronów świątyni: Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty.

Czytaj więcej>>> 

>>> o czterech słynnych freskach lubelskich

>>> o Lublinie w przedstawieniach malarskich

Lublin. Wnętrze Katedry - skarbiec z iluzjonistycznym sklepieniem

Barokowe, iluzjonistyczne freski wewnątrz archikatedry lubelskiej, fot. Henryk Poddębski

Ciekawostka: Czy Trybunał Koronny był tylko i wyłącznie miejscem sądów?

Kwitło tu również życie kulturalno-towarzyskie; organizowano bale, zabawy i festyny, zgodnie z zasadą, że każda okazja jest dobra. Świętowano imieniny urzędników, urodziny i imieniny króla, rocznice koronacji, przyjazdy do miasta znanych osobistości. Marszałek Trybunału, zgodnie z ówczesną etykietą, przyjmował gości w niedziele i czwartki, a reprezentant kleru w soboty i piątki. Jak widać, Trybunał Koronny tętnił życiem przez cały tydzień.

Czy osiemnastowieczne damy chodziły do teatru?

Oczywiście. Już w XVI wieku działał w Lublinie teatr jezuicki, który w 1630 roku miał do dyspozycji własną scenę. Wystawiane komedie, tragedie, sztuki historyczne i pasyjne ściągały do teatru rzesze szlachty przybyłej na posiedzenia Trybunału Koronnego, co nierzadko pokrywało koszty widowisk. Choć przedstawienia skończyły się wraz z kasatą zakonu, w pamięci mieszkańców pozostawiły ślad na długi czas. Lublinianie bez teatru jednak obejść się nie mogli. W 1782 roku wystawiono publiczną scenę na Korcach, przy obecnej ulicy Królewskiej, zwaną teatrem Dąbrowskiego. W XVIII wieku działał też teatr w pałacu Parysów. Dość często do Lublina przybywały wędrowne teatry, jak np. lwowska trupa Mórawskiego. Warto wspomnieć, że zarówno w XVIII wieku, jak i dzisiaj, teatr był nie tylko obszarem obcowania ze sztuką, ale także miejscem, gdzie kwitło życie towarzyskie i gdzie wypadało się pokazać.

Czytaj więcej>>> o scenach, budynkach i miejscach teatralnych w Lublinie

Czy w dobie wojen był czas na muzykę?

Ależ tak, ludzie baroku uwielbiali przecież muzykę, śpiew i tańce! Szczególnym upodobaniem lublinianie darzyli muzykę specyficzną, bo wojskową. W XVII wieku prężnie działało Bractwo Muzyków Polnych wojskowych Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Należał do niego trębacz Wieży Krakowskiej, Jan Kwiatkowski, który uświetniał swą grą większe święta kościelne w Lublinie. Bractwa muzyczne wprawdzie upadły na pewien czas, ale już w 1781 roku odnowiły działalność, ciesząc się dużą popularnością wśród lublinian. Pełno było w mieście żydowskich i chrześcijańskich grajków ulicznych, którzy muzykowaniem zarabiali na życie. Muzyka dochodziła także z kościołów, karczm i innych miejsc spotkań. 

Czytaj więcej>>>

>>> o kapeli kolegiaty św. Michała Archanioła w Lublinie

>>> o wydarzeniach muzycznych w Lublinie

wieza

Hejnał z wieży kościoła pw. św. Michała Archanioła, rys. Robert Sawa

Hejnał Lublina w wykonaniu Onufrego Koszarnego, nagranie: Piotr Sztajdel

Czy w Lublinie wydawano wiele książek?

Tak. Lublin zajmował wówczas nawet jedno z głównych ośrodków wydawniczych w kraju. Jak wiemy, od XVI wieku działała w mieście drukarnia żydowska, do której w niedługim odstępie czasu dobudowano kolejną, wydającą dzieła hebrajskojęzyczne. Niestety, wojny XVII wieku całkiem je zrujnowały, a w 1682 roku oficjalnie zakończyły swoją działalność. Polskie książki, w liczbie co najmniej stu egzemplarzy, wydała w latach 1630-1670 drukarnia Pawła Konrada. Dłużej utrzymała się w Lublinie drukarnia jezuicka, która zaczęła działalność w 1683 roku. Po kasacie zakonu, w 1773 roku przekazano ją Komisji Edukacji Narodowej, a następnie trynitarzom. Drukarnia jezuicka wydała imponującą liczbę książek: blisko 650, w tym 350 w języku polskim. Lubelscy księgarze, utrzymując ożywione kontakty handlowe z innymi przedstawicielami tego zawodu, przyczyniali się do wzrostu zainteresowania książką, wzrostu czytelnictwa, tworzenia prywatnych księgozbiorów, a nawet formowania się bibliotek.

Słonecznik albo porównanie woli ludzkiej z wolą Bożą ... Karta przykładowa

Słonecznik albo porównanie woli ludzkiej z wolą Bożą - karta przykładowa dzieła Jeremiasza Drexeliusa, 1630 rok

Czytaj więcej>>>

>>> artykuł o drukarstwie lubelskim

>>> drukarstwo lubelskie

>>> kalendarium - historia słowa drukowanego w Lublinie

>>> historia polskich drukarni w Lublinie

>>> artykuł o drukarni jezuickiej w Lublinie

>>> artykuł o drukarniach hebrajskich w Lublinie

>>> artykuł o drukarniach żydowskich w Polsce

>>> dzieła wydane w oficynie konradowej - Kalendarz (...) na rok Pański 1636

>>> dzieła wydane w oficynie konradowej - Słonecznik albo porównanie woli ludzkiej z wolą Bożą

>>> drukarnia Anny Konradowej 1636-1649

>>> drukarnia Jana Wieczorkowicza 1649-1656

>>> drukarnia Stefana Krasuńskiego 1661-1667

>>> pomniejsze drukarnie lubelskie

>>> księgozbiór bernardynów

>>> księgozbiór dominikanów

>>> księgozbiór jezuitów

Czym były osiemnastowieczne kalendarze jezuickie?

Kalendarze jezuickie były czymś w rodzaju książek mających praktyczne zastosowanie. Informowały o świętach kościelnych i dostarczały wiedzy o innych dziedzinach życia: astronomii, matematyce, geografii i historii. Były nieocenionym źródłem informacji o świecie, krajach europejskich i ich ustroju. Korzystała z nich przede wszystkim szlachta, rzadziej warstwa mieszczańska i duchowieństwo, sporadycznie nawet chłopstwo. Wydawane w formacie kieszonkowym, prawdopodobnie noszone przez cały rok w kieszeni, tylko w nielicznych egzemplarzach dotrwały do naszych czasów. 

Czy lubelscy jezuici także wydawali swoje kalendarze?

O, tak. Wiedli nawet prym pod względem liczby wydawnictw. W latach 1740–1763 wydali co najmniej 25 edycji i wynik ten plasował ich na pierwszym miejscu w skali całego kraju. Drukowanie kalendarzy politycznych rozpoczął znany matematyk Wojciech Bystrzonowski, a następnie Franciszek Koczorowski. Kalendarze lubelskie atakowały pseudoastrologię, wróżbiarstwo ze snów, z ręki (chiromancję) i twarzy (fizjognomię). W zamian popularyzowały nowe prądy naukowe z zakresu fizyki, astronomii, matematyki, historii, geografii, a także wyjaśniały zjawiska atmosferyczne. Roczniki lubelskie stanowiły też pewnego rodzaju przewodniki turystyczne po państwach europejskich, zawierały kalendarium wydarzeń politycznych za rok ubiegły, a także instrukcje obsługi map. Dla lubelskiego czytelnika z pewnością najistotniejsze były informacje z województwa, każda edycja wymieniała bowiem imiennie osoby pełniące określone funkcje publiczne. Nic więc dziwnego, że łasa na pochlebstwa szlachta masowo wykupywała poszczególne wydania.

Czytaj więcej>>> o historii lubelskich kalendarzy

Strona tytułowa "Kalendarza politycznego na rok panski 1742"

Strona tytułowa Kalendarza politycznego na rok pański 1742

Czy i w tym okresie do miasta zajeżdżały sławy literatury polskiej?

Jak najbardziej. O naszym mieście nie zapomniano także w czasie wojennej zawieruchy. W XVII wieku gościli tu Wespazjan Kochowski, Wacław Potocki i Jan Chryzostom Pasek. W swych dziełach nie omieszkali napominać o lubelskim Trybunale i jego wadach. W XVIII wieku nasze miasto odwiedzili natomiast Ignacy Krasicki, Kajetan Koźmian, Julian Ursyn Niemcewicz i Franciszek Zabłocki.

Czytaj więcej>>> artykuł o życiu kulturalnym Lublina w XVI-XVIII wieku

Jak spędzano czas wolny w Lublinie?

Zapewne tak, jak w innych miastach Rzeczypospolitej. Dużo czasu i uwagi poświęcano w tym okresie dbaniu o wygląd. Mieszczanie, nie tylko ci najbogatsi, naśladowali szlachtę i magnaterię, wprowadzających nowe trendy w modzie. Brak pieniędzy na klejnoty i kosztowne tkaniny podpowiadał jednak, by zastępować je tańszymi zamiennikami. Wolny czas mieszczanie chętnie spędzali przy stole. Lubili suto zakrapiane alkoholem zabawy w karczmie, głośne śpiewy i tańce do białego rana, które często kończyły się bójką. Lubelskie księgi miejskie wręcz pękają w szwach od różnych donosów i obdukcji. Gdy nie ucztowano, oddawano się grom w karty, warcaby, czasem szachy. Spotykano się, chodzono do teatru, czytano, np. jezuickie kalendarze. Nie zapominano także o życiu religijnym i całymi rodzinami chodzono do lubelskich świątyń.

Album z wirtualnymi lubelskimi zabytkami archeologicznymi

Jak stołowano się w Lublinie?

Różnie, w zależności od stanu majątkowego, zawsze jednak słono, kwaśno i ostro – podobnie, jak w całej Rzeczypospolitej. Plebs miejski jadał mało mięsa, za to dużo produktów zbożowych, warzyw i zup. Często też głodował, zwłaszcza w okresach postu, kiedy głód zapijano brudną wodą i zajadano lichymi produktami. Dieta bogatszych mieszczan opierała się na produktach mącznych, kaszach i grochu. Ci mogli pozwolić sobie na odrobinę luksusu w postaci nabiału, grzybów i tłuszczów dodawanych do potraw, np. masła. Pijali średnio sto litrów piwa rocznie. Najbogatsi mieszczanie-patrycjusze, magnaci i szlachta jadali tłusto i obficie. Głównym składnikiem żywienia było mięso w przeróżnych postaciach, od dziczyzny po drób, zakrapiane tzw. gąszczami, czyli sosami i orientalnymi przyprawami. Mięsa jedzono wówczas niemal trzykrotnie więcej niż dziś! Najbogatsi nie gardzili też nabiałem, produktami zbożowymi, kaszą, grochem i kapustą. Spożywali ponadto bardzo drogie wówczas ziemniaki, cukier, ryby, raki i pasztety, a posiłki zamykali wykwintnymi deserami i zakrapiali hektolitrami piwa (do tysiąca litrów rocznie). Te często nawet sześciodaniowe posiłki, których nie sposób było przejeść, miały służyć podniesieniu prestiżu rodziny w mieście. Jak nie trudno się domyślić, taka dieta nie sprzyjała zdrowiu i była przyczyną wielu chorób, np. otyłości.

Czy spożywano wtedy dużo alkoholu?

Jak już wiemy, alkohol był naturalnym składnikiem polskiego żywienia, a nawet stylem życia. Pito w trakcie posiłków, ze względów zdrowotnych i dla odprężenia. Miało to swoje uzasadnienie: trunki niwelowały zakażenia, zabijały bakterie, ułatwiały trawienie ciężkich pokarmów. W 1729 roku tylko na Krakowskim Przedmieściu działało pięć karczm klasztornych! Nalewki ziołowe stosowano także zewnętrznie, np. jako krople do oczu czy nacierania. Oczywiście wszystko powinno mieścić się w granicach normy. A tej normy nasi rodacy raczej nie przestrzegali. Upijanie się było wręcz barokowym wymogiem kulturalnym, a niepijących traktowano nieufnie i pogardliwie. Pijaństwo było powszechne, ale tylko ludzie bogaci pili naprawdę dużo. O ilości wypijanego piwa już wiemy, ale warto dodać, że nie był to jedyny trunek spożywany w ciągu dnia. Wypijano też znaczne ilości wódki (ok. sześć litrów stuprocentowego alkoholu rocznie), miodów i wina. Biedakom, przy niezbyt pełnym żołądku, do ostatecznego upojenia wystarczały ledwie dwie czy trzy szklaneczki czegoś mocniejszego. 

Dzbany gliniane z XVI w.

Szesnastowieczne dzbany gliniane, fot. Rafał Niedźwiadek

Czy były wówczas inne używki?

Było ich kilka. U schyłku XVI wieku pojawił się w Polsce tytoń, który palono w fajkach, żuto lub zażywano w formie tabaki. Początkowo nie traktowano go jednak jako produkt szkodliwy. Tytoń miał służyć leczniczo, zwłaszcza w chorobach zakaźnych, do tego niwelował głód, stąd gościł także w domach biedoty miejskiej. Współczesne badania potwierdzają, że ma on działanie bakterio- i owadobójcze, co z kolei miało niemałe znaczenie w wiekach wcześniejszych. Tabakiera i fajka stały się nieodłącznym elementem codziennego stroju, a im droższe i bardziej zdobione były gadżety, tym lepiej. Wygląda na to, że w Lublinie tytoń szybko znalazł grono zwolenników, gdyż przy ulicy Jezuickiej znaleziono siedemnastowieczne fajki. W drugiej połowie XVII wieku na stołach mieszkańców zagościła kawa, następnie herbata, która jednak aż do XIX wieku uchodziła za produkt ekskluzywny.

Gliniane cybuchy fajek z XVII w.

 

Cybuchy siedemnastowiecznych fajek, fot. Rafał Niedźwiadek

 

Najkrócej mówiąc...

Choć rodzima kultura czasów wojen i upadku nie prezentowała się specjalnie doniośle, na co w dużej mierze wpływał brak pieniędzy przeznaczanych przeważnie na cele militarne i kontrybucje wojskowe, to nie można powiedzieć, że był to dla niej okres zastoju. Potrzeba obcowania z pięknem, nawet jeśli miało głównie praktyczne zastosowanie, powodowała, że inwestowano w architekturę i sztukę, zarówno sakralną, jak i świecką, a także edukację. Nowe prądy widoczne w Lublinie, takie jak barok i klasycyzm, oraz upowszechnienie się książki i przedstawień teatralnych, zasadniczo wpłynęły na kształtowanie się gustów i stylu życia kolejnych pokoleń lublinian.