Lublin w dobie PRL
Komunistyczna gospodarka Lublina
Kultura w komunizmie

Komunistyczna gospodarka Lublina

Ustrój państwa zasadniczo wpłynął na krajobraz gospodarczy Lublina. Zmienił organizację pracy, a także sposób zarządzania gospodarką. Miasto otrzymało nową rolę – stało się stolicą rolniczego, przygranicznego województwa. Po koszmarnych przeżyciach wojennych mieszkańcy pragnęli powrotu do normalności i pracy.

Czy lubelska infrastruktura przemysłowa odżyła po wojnie?

Tak, i to bardzo szybko. Już 25 lipca 1944 uruchomiono elektrownię miejską, a zaraz za nią centralę telefoniczną. Niemal od razu przystąpiono też do odbudowy zniszczonych zakładów. Z pracą naprawczą ruszyły fabryka maszyn rolniczych „Plon”, garbarnia na Kośminku, cukrownia i rafineria „Lublin”, a także lokalna gazownia. Nie odtworzono natomiast Lubelskiej Fabryki Samolotów. Kadra pracownicza zasiliła szeregi fabryki Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego w Świdniku. Na pustym placu wystawiono Lubelskie Zakłady Naprawy Samochodów.

Co stało się z ocalałymi przedsiębiorstwami?

Upaństwowiono je i połączono zgodnie z branżą. Proces nacjonalizacji rozpoczęto 3 stycznia 1946 roku. Objęto nim m.in. browar parowy „Jeleń”, który połączono z browarem Vetterów i utworzono państwowe Lubelskie Browary Piwowarsko-Słodownicze. W 1947 roku fabrykę wag Wilhelma Hessa połączono z fabryką wag Caudra i fabryką wag Ideal, tworząc przedsiębiorstwo państwowe pod nazwą Lubelskie Fabryki Wag. Podobny los spotkał fabryki Wolskiego i Moritza przemianowane na Lubelską Fabrykę Maszyn Rolniczych. Rzeźnia na Tatarach została przekształcona w Mięsne Zakłady Przemysłowe. Władza komunistyczna nie wiedziała jak postąpić ze spółdzielniami, które odzwierciedlały gospodarcze pomysły systemu, choć jednocześnie nie były podporządkowane władzy centralnej. W 1956 roku działającą swobodnie do tej pory spółdzielnię pszczelarską Apis przekształcono w Okręgową Spółdzielnię Pszczelarską. Podobnie stało się w przypadku „Społem” (Lubelska Spółdzielnia Spożywców), którą podporządkowano centralnym instytucjom odpowiedzialnym za zarządzanie gospodarką.

Dekoracja budynku WSS „SPOŁEM” przy ulicy M. Buczka 5 w Lublinie

Budynek WSS „SPOŁEM” przy ulicy M. Buczka 5 (dzisiejsza ulica Zamojska), fot. Jan Trembecki

Czy po wojnie zrealizowano pomysł uruchomienia w mieście fabryki samochodów?

Tak. W 1952 roku powstała na Tatarach państwowa Fabryka Samochodów Ciężarowych (FSC). Technologię budowy aut sprowadzono z ZSRR. Pierwsze wyprodukowane modele samochodu Lublin 51 były w istocie tylko kopią radzieckiego Gaz 51, wzbogaconą o lubelskie logo. Swoje pomysły fabryka zaczęła realizować w latach 50. XX wieku, kiedy to wypuściła rodzime modele. Furorę zrobił samochód dostawczy marki Żuk, który w krótkim czasie stał się symbolem epoki komunistycznej. W latach 70. lubelska FSC stała się jednym z największych ośrodków motoryzacyjnych na Lubelszczyźnie, a może nawet w całej w Polsce Ludowej! Produkowane samochody i transportery opancerzone trafiały nie tylko do polskich, ale także zagranicznych odbiorców. Przy fabryce działały rozbudowane działy, takie jak biuro konstrukcyjne czy dział produkujący koła i podzespoły do samochodów. To z nich w 1972 roku wyodrębniła się odlewnia „Ursus” produkująca żelazne elementy do ciągników rolniczych. Pracowników kształcił przyzakładowy zespół szkół. Z czasem FSC ruszyła z produkcją kolejnego hitu. Za sprawą połączenia z Wielkopolskimi Zakładami Napraw Samochodowych z podpoznańskiego Antoninka uzyskała prawo do produkcji terenowego Tarpana. Co ciekawe, Tarpany - pod nazwą Honker - produkuje się w naszym mieście do dzisiejszego dnia.

Czy dla PRL-owskiego Lublina ważny był tylko przemysł? 

Nie. W tym czasie powstało wiele różnych inwestycji. Zaraz po wojnie uruchomiono Miejską Komunikację Samochodową, przemianowaną na początku lat 50. w znane nam dziś Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne (MPK). W 1953 roku lubelskie MPK mogło poszczycić się już pierwszymi trolejbusami radzieckiej (a jakże!) produkcji. W 1947 roku utworzono spółdzielnię pracy „Inlek” zajmującą się wytwarzaniem i zaopatrywaniem aptek w leki. Pięć lat później utworzono lubelski oddział Zakładów Zielarskich „Herbapol”, który mieścił się początkowo przy ulicy Chmielnej, a następnie przy ulicy Diamentowej. Z połączenia kilku zakładów w 1973 roku powstał Kombinat Maszyn do Zbioru Słomy i Siana „Agromet”.

Ranek w Zajezdni MPK w Lublinie

Zajezdnia MPK w Lublinie, 1972 rok, fot. Jan Trembecki

Ciekawostka: Jak było wówczas postrzegane polskie rolnictwo?

Rolników zorganizowano w ramach Państwowych Gospodarstw Rolnych (PGR), które miały być dużymi przedsiębiorstwami rolniczymi uprawiającymi to, co nakazywały władze. PGR-y charakteryzowały się zwykle dość niską wydajnością. Przyzwyczajeni do pracy na swoim rolnicy, niechętnie angażowali się w działalność na rzecz państwa, które odebrało im majątki.

Jak prezentował się handel w dobie PRL?

Upaństwowienie gospodarki, preferowanie produkcji niespożywczej, eksport, a w efekcie niedobór towarów na półkach sklepowych i wprowadzona reglamentacja dóbr sprawiły, że stale brakowało nawet najbardziej podstawowych produktów. W pewnych okresach czasu warunkiem otrzymania jakiegokolwiek towaru było posiadanie tzw. kartek, czyli bonów upoważniających do zakupu. Państwo regulowało więc nie tylko rodzaj, ale przede wszystkim ilość dostępnego towaru. Typowe dla tego okresu były długie kolejki przed sklepami bez gwarancji dostania potrzebnego produktu, co w konsekwencji przyczyniło się do rozkwitu handlu pokątnego. Na czarnym rynku wystawiano produkty z własnej działalności rolniczej i rzemieślniczej, a także te nielegalnie pozyskiwane z zakładów państwowych lub z przemytu. Osoby dysponujące walutą wymienialną mogły nabyć luksusowe dobra w sieciach Pewexu, co było o tyle trudne, że skupowanie i sprzedaż waluty obcej były zabronione. No, chyba że otrzymało się w je legalny sposób, na przykład pracując za granicą lub jako prezent od krewnych z Ameryki.

Lublin. Sklep spożywczy w lipcu w 1980 roku

Asortyment i wyposażenie sklepu w PRL-u, 1980 rok, fot. Grzegorz Józefczuk

Ciekawostka: Czy w dobie PRL była w Lublinie praca dla wszystkich?

Tak, ponieważ jednym z podstawowych założeń gospodarki socjalistycznej było zapewnienie pracy wszystkim ludziom. Masowo tworzono miejsca pracy i zdarzało się tak (w co dzisiaj być może trudno uwierzyć), że było ich więcej niż samych kandydatów! W tamtym czasie popularne było powiedzenie: „czy się stoi czy się leży dwa tysiące się należy”. Taka postawa, choć niewątpliwie wygodna dla pracowników, prowadziła do nieopłacalności produkcji. Przestoje w pracy poszczególnych zakładów powodowały też chwilowe braki w dostawie prądu i gazu, oraz niedobór surowców. Problemy, z jakimi borykała się w latach 70. gospodarka komunistczna, były jedną z przyczyn strajków i demonstracji w latach 80.

Najkrócej mówiąc...

Gospodarka komunistyczna nadała powojennemu Lublinowi nowy kształt. Znacjonalizowała i podporządkowała lubelski przemysł centralnym instytucjom; w mieście powstały nowe zakłady i fabryki. Lublin stał się wówczas największym miastem na wschód od Wisły. W PRL rozwój gospodarczy i demograficzny nie wiązał się jednak z bogaceniem społeczeństwa. Zakłady zatrudniające rzesze robotników tylko w części wykorzystywały swoje możliwości produkcyjne, a odgórnie sterowana gospodarka powoli lecz nieubłaganie pogrążała się w kryzysie. Niedobór produktów i kolejki przed sklepami stanowiły nieodłączną część PRL-owskiego krajobrazu.

Zobacz więcej>>> przewodnik po przemysłowym Lublinie