Reformacja w Lublinie
Gospodarka Lublina od XV do XVIII wieku
Lublin w dobie renesansu

Gospodarka Lublina od XV do XVIII wieku

Lublin usytuowany centralnie, w połowie drogi między Krakowem a Wilnem, stał się ważnym punktem na politycznej i gospodarczej mapie Europy. Odwiedzany przez władców i możnych, był podczas tych wizyt sowicie wynagradzany przywilejami i kolejnymi inwestycjami. Nadania królewskie podnosiły znaczenie handlu. Targ był sercem miejskiego organizmu, a jarmarki przyciągały tłumy. Dzięki rozwiniętym szlakom handlowym do miasta zjeżdżali kupcy z najdalszych stron. W Kozim Grodzie nie brakowało miejsca do załatwiania interesów, odpoczynku i zabawy. Miasto wzbogacało się wpływami z tytułu targowego, stale rozbudowywało się i rosło w siłę. 

Czy przez Lublin przebiegały drogi handlowe?

Tak. Lublin od wieków stanowił jeden z ważnych przystanków na międzynarodowych szlakach wymiany towarów. Z biegiem czasu liczne w tym okresie drogi handlowe zmieniały swój przebieg, zależnie od wydarzeń historycznych i rozwoju urbanistycznego Europy. W starożytności Lublin przecinała wschodnia odnoga szlaku bursztynowego, łączącego wybrzeża Bałtyku i Morza Czarnego, a we wczesnym średniowieczu miasto było punktem handlowym na trasie Kijów–Praga–Ratyzbona. Lublin odgrywał niepoślednią rolę także w handlu krajowym, gdyż łączył stolice państwa jagiellońskiego: Wilno i Kraków. Tędy przebiegała trasa szlaku łączącego Kijów i Włodzimierz Wołyński z Bałtykiem i Poznaniem. Wyznaczony w XIV wieku szlak z Węgier na Litwę, którym spływały towary południowoeuropejskie, przecinał nasze miasto, podobnie jak szlak równoleżnikowy na linii Ukraina–Niemcy, który zyskał na znaczeniu w XV wieku. W XVI wieku w Lublinie krzyżowały się drogi handlowe z Turcji i Grecji, Litwy i Rosji, a także Niemiec i Czech.

Zobacz więcej>>> interaktywna mapa ukazująca szlaki handlowe przecinające Lublin

Ciekawostka: Którędy biegł trakt krakowski?

Trasa traktu krakowskiego wiodła od Bramy Krakowskiej, przez obecną ulicę Kozią, następnie wzdłuż ulic Narutowicza i Nadbystrzyckiej. Trakt prowadził wędrowca do przeprawy na Wiśle w Zawichoście. Kolejnym dużym punktem wędrówki był Sandomierz, od którego trakt prowadził przez pomniejsze miejscowości do Krakowa.

Kiedy w Lublinie zaczęto handlować na większą skalę?

Późne średniowiecze stanowiło ten moment w rozwoju gospodarczym naszego kraju i Europy, w którym doszło do wykreowania się specjalizacji w produkcji. Poszczególne regiony słynęły z różnych, właściwych tylko sobie produktów. To, co uprawiano i wytwarzano, zależało od mikroklimatu, rodzaju i jakości gleby, dostępności wody, lasów i zwierzyny, oraz tradycji. Takie zjawisko znacznie nasiliło potrzebę wymiany handlowej między poszczególnymi ziemiami, a kupcy musieli dostosować jej formy do nowych czasów i potrzeb. Jarmarki dały możliwość obrotu towarami hurtowo i na większą skalę, a spółki furmańskie umożliwiały dalekosiężny transport handlowy. Wydarzeniem, które ożywiło gospodarkę Lublina i podniosło jego znaczenie handlowe w kraju i Europie, było podpisanie unii krewskiej. Lublin wszedł do grona tzw. miast wrót, otworzył się na handel z Litwą i Rusią, stał się pośrednikiem w handlu Zachodu ze Wschodem.

Gdzie znajdowała się najstarsza osada targowa?

Na Czwartku. Zdaniem badaczy właśnie tu znajdowało się pierwsze w Lublinie miejsce spotkań handlowych. Na terenie wzgórza Czwartek odkryto datowane na XI i XII wiek relikty wytwórczości garncarskiej, metalowej, tkackiej, krawieckiej, a także przedmioty szklane. Odnaleziono również pozostałości zboża, soli, ryb i mięsa, przeznaczonych na sprzedaż. Samą nazwę wzgórza naukowcy wywodzą od dnia tygodnia, w którym odbywał się targ. Argumentują to faktem, że targi upowszechniły się właśnie na przełomie XI i XII wieku i częstą praktyką było wówczas nadawanie miejscowościom nazw od ustanowionych dni targowych. Za przyjętą tezą może przemawiać też wezwanie pobliskiego kościoła, św. Mikołaj jest bowiem patronem kupców.

Widok na ulicę Św. Mikołaja

Widok na ulicę św. Mikołaja, wzgórze Czwartek, fot. Józef Czechowicz

Czym właściwie był targ?

Targ był ośrodkiem rynku lokalnego, gdzie dochodziło do wymiany towarów pomiędzy miastem a jego wiejskim zapleczem. Odbywał się według reguł zawartych w przywilejach królewskich, ściśle określających jego miejsce i czas, przeważnie raz w tygodniu. Wraz z rozwojem sieci osadniczej i drogowej stopniowo zwiększano częstotliwość targów, aby sprostać potrzebom mieszkańców. 

Gdzie handlowano?

Począwszy od XIV wieku, głównym miejscem handlu w Lublinie był Rynek Starego Miasta. Do Ratusza, dzisiejszego Trybunału Koronnego, dobudowano smatruz, rodzaj hali targowej. Wzdłuż chodnika i pod kamienicami stały ciasno ustawione kramy, budy i jatki. Nieopodal znajdował się Rynek Rybny. W okresie, gdy lubelskie jarmarki cieszyły się największą sławą, place handlowe na terenie miasta okazały się niewystarczające i handel przeniósł się także na przedmieścia. W 1611 roku przed Bramą Krakowską wytyczono Nowy Rynek, znany też jako Korce. Tam przeniesiono wagę miejską. Handlowano także na Słomianym Rynku, czyli dzisiejszym placu przy ulicy Kalinowszczyzna.

Czym różnił się targ od jarmarku?

Rozmachem, a przede wszystkim częstotliwością. Jak już wspomnieliśmy, targi odbywały się raz w tygodniu i miały zasięg lokalno-regionalny. Dzień targowy w Lublinie przypadał na czwartek i to właśnie wtedy do miasta zjeżdżali okoliczni kupcy i rzemieślnicy, aby sprzedać, bądź kupić określone produkty. Jarmarki były wydarzeniami o zasięgu międzynarodowym. Nawiązywano wtedy kontakty handlowe z kupcami z odległych stron, podpisywano umowy i kontrakty, udzielano pożyczek, zwracano długi i przeprowadzano transakcje na ogromne sumy pieniędzy. Na jarmarkach można było nabyć luksusowe towary z całego świata: futra, biżuterię, wina, wschodnie przyprawy. Częstotliwość i czas trwania jarmarków określały przywileje królewskie. Terminy te były niezwykle istotne, mogły podnieść znaczenie miasta, bądź – źle dobrane – wpłynąć negatywnie na jego rozwój gospodarczy. Z uwagi na konkurencję, nie mogły pokrywać się z jarmarkami w innych miastach, za to musiały współgrać z kalendarzem prac rolniczych – odbywały się przeważnie po żniwach. Terminy wyznaczano według kalendarza kościelnego, często uwzględniano wezwanie lokalnej parafii lub popularność określonych świętych.

Ile jarmarków odbywało się w Lublinie?

Prawo do urządzania jarmarku w mieście było nie lada przywilejem. Starały się o nie miasta królewskie i właściciele miast prywatnych. Pierwszy jarmark w Lublinie, na Zielone Świątki, ustanowił król Władysław Jagiełło w 1392 roku. Przywilej na dwa następne w 1448 roku wydał Kazimierz Jagiellończyk, by odwdzięczyć się mieszczanom za pomoc w walce z opozycją możnowładczą. W XVI wieku Lublin posiadał cztery jarmarki, po jednym na każdą porę roku. Z czasem jeden z nich, sierpniowy, stracił na znaczeniu na rzecz odbywającego się w tym samym czasie jarmarku w Jarosławiu.

inf.11

Czy Lublin cieszył się uprzywilejowaną pozycją w kwestii gospodarczej?

Wydaje się, że tak. Przyznane miastu przywileje zwalniające kupców od opłat celnych były korzystniejsze niż te wydane dla Krakowa. Tamtejsi kupcy byli ograniczeni czasowo i terytorialnie – przywilej obowiązywał tylko przez dziesięć lat i dotyczył jedynie obszaru księstwa krakowsko-sandomierskiego. Dlaczego tak się stało? W ten sposób Władysław Łokietek wynagrodził lublinianom lojalność, jaką wykazali się w początkowym okresie jego panowania. Lublin pozostał mu wierny, kiedy w obliczu zagrożenia ze strony krzyżackiej, brandenburskiej i czeskiej musiał zmagać się z tłumieniem opozycji wewnętrznej w Krakowie i Poznaniu.

W 1317 roku Władysław Łokietek przyznał miastu i jego kupcom zwolnienie od wszelkich opłat celnych dla towarów wwożonych, jak i wywożonych, obowiązujące na obszarze całego państwa. W 1405 roku prawo zostało potwierdzone przez Władysława Jagiełłę. Przywilej ten obchodził tzw. przymus drogowy, który był niczym innym, jak obowiązkiem poruszania się po ściśle wyznaczonych drogach, przy których znajdowały się komory celne. Cło pobierane z komór celnych zasilało skarbce książąt i królów. Podatki pozwalały władcom na prowadzenie wystawnego życia, ale utrudniały życie kupcom i mieszkańcom miast. Stąd też co większe i znaczniejsze ośrodki miejskie starały się o zwolnienie z dolegliwych płatności.

Czy to dlatego jarmarki lubelskie były tak atrakcyjne?

Tak. Właśnie owym zwolnieniem od cła lubelskie jarmarki kusiły przyjezdnych. Było to korzystne dla obu stron – handlarza i klienta. Kupcy sprzedawali swoje towary taniej niż zwykle, ale i więcej przy tym zarabiali. Przyjezdni handlarze od 1595 roku opłacali jedynie tzw. budne, czyli podatek od kramu czy budy targowej wystawionej na czas jarmarku. Dochody z tego tytułu przeznaczano na prace naprawcze w mieście.

Półtorak Jerzy Wilhelm Hohenzollern

„Półtorak" z 1. połowy XVII wieku - Jerzy Wilhelm Hohenzollern, fot. Rafał Niedźwiadek

Czy zwolnienie od ceł i prawo do jarmarków były jedynymi przywilejami, które otrzymał Lublin?

Oczywiście, że nie. Podobnie jak w wielu innych miastach, w Lublinie obowiązywało tzw. prawo składu, występujące w dwóch, czasem nawet trzech formach. Sprowadzało się do zasady „Sprzedaj lub zostaw wszystko” i oznaczało w praktyce tyle, że przyjezdny kupiec mógł przybyć z towarem do miasta, ale nie mógł go już wywieźć poza jego mury. Pełne prawo składu nakazywało handlarzowi sprzedać towar bez limitu czasowego, względne - sprzedać w określonym czasie, a niepełne ograniczało sprzedaż do określonych kategorii towarów lub jego części. W Lublinie prawo składu obowiązywało przez osiem dni. O przywileju wolnego handlu nadanym kupcom lubelskim na Litwie już wspomnieliśmy, ale w tym miejscu wypadałoby o tym przypomnieć. Dokument ten wystawili Władysław Jagiełło i jego brat Skirgiełło w 1383 roku.

Czy przyjezdni narzekali na lubelskie prawo składu?

Raczej nie. Gdyby prawo składu było niekorzystne, najpewniej omijaliby Lublin szerokim łukiem. Tymczasem do miasta ściągały tłumy kupców z Wrocławia, Krakowa, Gdańska, Poznania, Gniezna czy Wielkiego Księstwa Litewskiego. W XVI wieku obroty handlowe Lublina znacznie przewyższyły lwowskie, gdyż kupcom z zachodniej części Rzeczypospolitej bardziej opłacało się spotykać z partnerami handlowymi ze Wschodu w połowie drogi, a więc w Lublinie. 

Dlaczego w mieście była tylko jedna waga?

Bo tzw. prawo wagi także było ważnym przywilejem miejskim. Każdy kupiec miał obowiązek zważyć swój towar na wadze miejskiej i oczywiście za to zapłacić. Wbrew pozorom nie był to tylko dokuczliwy obowiązek narażający handlarzy na dodatkowe koszty. W tamtych czasach nie było ujednoliconego systemu miar i wag, nic więc dziwnego, że dochodziło do nadużyć. Ograniczenie liczby wag i wprowadzenie obowiązku ważenia minimalizowało problem. Wydaje się, że prawo wagi pierwotnie było przywilejem indywidualnym i dochody z niego czerpała bliżej nieokreślona osoba prywatna. Świadczy o tym przywilej Aleksandra Jagiellończyka, który w 1502 roku zezwolił Radzie Miejskiej na „wykup wagi miejskiej z rąk prywatnych”. Waga miejska znajdowała się w północno-wschodniej części ratusza.

Ciekawostka: Jak odkrycie Ameryki wpłynęło na upadek jednego z rodzimych produktów eksportowych?

Jednym z lubelskich towarów eksportowych sprowadzanych z terenów wschodniej Polski i Rusi był czerwiec, czyli gatunek owada z rodziny pluskwiaków. W średniowiecznej Polsce z jego larwy pozyskiwano czerwony barwnik, koszenilę, wykorzystywaną do barwienia tkanin. Produkt ten był powszechnie używany w farbiarstwie oraz malarstwie. To z nim miała być związana nazwa grodu Czerwień, dzisiejszego Czermna. Po odkryciu Ameryki Północnej barwnik pozyskiwany z czerwca polskiego został wyparty przez tańszy, produkowany z czerwca kaktusowego, żyjącego na opuncjach. 

Czy handel lubelski rozwijał się tak prężnie przez cały czas?

Niestety nie. Rozwijał się jeszcze do połowy XVII wieku, choć już wcześniej zaczęła się rysować konkurencja ze strony innych miast, między innymi Poznania, Lwowa, Jarosławia, Zamościa i Łęcznej. Ostateczny krach lubelskiemu handlowi zadały konflikty wewnątrzmiejskie i międzynarowowe. Kupcy omijali Lublin, nieoficjalnie przestało obowiązywać prawo składu i przymus drogowy, przez co wzrosły ceny, a jarmarki przestały odbywać się regularnie. W 1723 roku przeniesiono do Łęcznej jarmarki, podczas których handlowano końmi i bydłem, a te, które jeszcze funkcjonowały, od 1787 roku odbywały się na Kalinowszczyźnie. Upadek wielkiego handlu był równoznaczny z końcem świetności miasta. Zdaniem wybitnego historyka Henryka Gmiterka, stało się tak dlatego, iż preferowano handel kosztem rzemiosła. Nie oznacza to jednak, że władcy nie próbowali zapobiegać powolnemu procesowi destrukcji. Największą energią na tym polu wykazał się Jan III Sobieski. W jednym z licznie wydanych przywilejów zezwolił na założenie bractwa kupieckiego, wzorowanego na cechach rzemieślniczych, chrześcijanom przyznał monopol na handel, nakazał też, aby kupcy zamiejscowi sprzedawali towary hurtowe wyłącznie sprzedawcom lubelskim. Te rozwiązania nie poprawiły kondycji lubelskiego handlu. Lublin stał się ośrodkiem wymiany lokalnej, zdominowanym przez przedmiejskich, detalicznych kupców żydowskich.

Jak rozwijało się rzemiosło?

Rzemiosło było i jest, drugą, niemniej jednak istotną dziedziną gospodarki. Początkowo rzemieślnicy zajmowali się tylko tymi działami produkcji, które były im oraz ich najbliższemu otoczeniu niezbędne do prawidłowego funkcjonowania. Lokalizujemy więc w Lublinie przedstawicieli branży spożywczej: rzeźnictwa, piekarstwa, młynarstwa, piwowarstwa, gorzelnictwagarncarstwa, ale i szewstwa, łaziebnictwa, być może także sukiennictwa. Wzrost roli handlowej miasta determinował rozwój rzemiosła. Wraz z ludnością stale napływającą do Lublina rosło zapotrzebowanie na produkty i usługi rzemieślnicze. Wielki handel dostarczał wytwórcom surowców po atrakcyjnych cenach. W XV wieku w mieście i na przedmieściach działało co najmniej 448 rzemieślników, reprezentujących aż 39 specjalizacji rzemieślniczych. W połowie XVI wieku przedstawiciele 45 specjalizacji stanowili ⅕ ogólnej liczby mieszkańców, a więc około 5,5 tysiąca osób, a ich liczba stale rosła. Każda branża była odrębną grupą, dbającą o własne interesy. 

 

Trójnóżek z XVI w.

Trójnóżek - szesnastowieczny odpowiednik patelni, fot. Rafał Niedźwiadek

Czym były cechy?

Organizacjami samorządowymi, zrzeszającymi rzemieślników jednej bądź kilku specjalizacji. Cechy dbały o interesy zawodowe fachowców, regulowały ich życie prywatne i zawodowe, zwalczały konkurencję ekonomiczną. W jaki sposób? Na mocy przywilejów królewskich otrzymywały monopol na wycenę, wyrób i zbyt konkretnych produktów. Wszystkie przywileje gospodarcze dotyczące rzemiosła, obejmowały jedynie rzemieślników zrzeszonych. Osoby niezrzeszone lub działające poza prawem surowo karano i nazywano partaczami. Jak widać, pejoratywny wydźwięk tego słowa pozostał do dziś.

Kto zatem mógł należeć do cechu?

Katolicki obywatel miasta. Pamiętajmy o tym, że cechy były organizacjami o charakterze religijnym i tylko rzemieślnicy spełniający to kryterium, mogli starać się o członkostwo. Eliminowano też z działalności gospodarczej tych, którzy w znaczący sposób mogli zagrażać lokalnemu rzemiosłu, oferując konkurencyjne i często atrakcyjniejsze dla nabywcy ceny, na przykład rzemieślników przybyłych z innych stron. Partaczami zostawali niekiedy także chrześcijańscy czeladnicy, których nie było stać na opłacenie wpisowego. Wydany w 1566 roku przywilej sejmowy o nietolerancji złotników niezrzeszonych sugeruje, jakoby w mieście istniał znaczny odsetek ludności żydowskiej prowadzącej działalność pozacechową. Lubelscy krawcy żydowscy próbowali wpisać się w cechy miejskie, jednak ich starania zakończyły się niepowodzeniem po edykcie królewskim z 1618 roku, który wykluczał z cechów „schizmatyków, Rusinów i Żydów”. Powyższe przykłady nie oznaczają jednak, że niezrzeszeni, którym odmawiano prawa wstąpienia do cechów, nie próbowali zakładać własnych organizacji. Ciekawym przypadkiem jest funkcjonowanie ogólnego cechu chrześcijańsko-żydowskiego w Lubartowie między 1734 a 1750 rokiem. Oprócz Lubartowa, swój cech posiadali od 1760 roku żydowscy krawcy w Biłgoraju, a w 1781 roku podobne zrzeszenie założono w Lublinie. W literaturze pojawiają się także wzmianki o lubelskim, niemieckim cechu szewskim. Zasady ich funkcjonowania były zbliżone do organizacji cechów katolickich. Nie myślmy jednak, że partaczom nigdy nie udawało się działać zgodnie z prawem. Zdarzało się też, że osoby niezrzeszone mogły wykonywać swoją działalność zgodnie z prawem. Tacy rzemieślnicy otrzymywali pozwolenie na czas określony, za który wnosili stosowne opłaty do kasy cechu. Bywało, że otrzymywali tzw. serwitoraty, czyli specjalne przywileje królewskie, często fikcyjne, które jednak pozwalały im na legalną działalność poza cechem. W XVIII wieku żydowskimi serwitorami królewskim byli lubelski złotnik i kupiec Natan Lewkowicz oraz twórca pieczęci Michał Lejbuś i rzeźbiarz Szmul Michlow, obaj z Zamościa.

Jak były zorganizowane cechy?

Hierarchicznie, jak większość organizacji w tym czasie. Na cech składali się mistrzowie, a więc samodzielni rzemieślnicy posiadający własne warsztaty. Ci przyjmowali uczniów, tzw. terminatorów, którzy w zamian za naukę zawodu i utrzymanie pracowali w warsztacie mistrzowskim. Po zdaniu egzaminów uczniowie stawali się czeladnikami, czyli pracownikami najemnymi, którzy mogli się usamodzielnić po zdobyciu środków na otwarcie własnego warsztatu, odbyciu podróży zawodowej i zdaniu egzaminu mistrzowskiego. Na czele cechu stali starsi i podstarsi, wybierani przez mistrzów cechowych. Do nich należała administracja majątkiem cechowym, nadzorowanie przestrzegania przepisów, sprawowanie sądów i organizowanie milicji miejskiej – to właśnie z bractw cechowych rekrutowano milicjantów. Każdy cech miał wyznaczony konkretny odcinek murów miejskichktórych był zobowiązany bronić, łożąc z własnej kieszeni na zakup i konserwację uzbrojenia.

Kogo zrzeszały pierwsze cechy?

Naukowcy zgodnie uważają, że historia bractw rzemieślniczych sięga czasów lokacji, a więc XIV wieku. Wydaje się, że początkowo istniał tylko jeden cech grupujący wszystkich fachowców. Z czasem, w związku z rozwojem miasta, wzrostem liczby członków i specjalizacji, poszczególne cechy zaczęły się separować. Jeden z pierwszych odrębnych cechów mogli założyć szewcy, gdyż w XV wieku jego członkowie zasiadali w Radzie Miejskiej. Zachowane źródła notują bractwo konwisarzy w 1521 roku. Jest to pierwsza historyczna wzmianka o lubelskim cechu. Konwisarze byli wytwórcami przedmiotów ze spiżu i cyny. Produkowali naczynia, ozdoby i dzwony. Tomasz Godar i Piotr Brewtel, mistrzowie zrzeszeni w tym cechu, w 1627 roku odlali dzwon dla kolegiaty pw. św. Michała Archanioła. W 1626 roku w mieście działało już 26 cechów. W połowie XVII wieku z powodu wojen liczba ta nieco spadła, w 1654 roku notuje się ich 18, w 1657 tylko 9, następnie 4. 

Brama Krakowska w Lublinie - fragment obrazu "Pożar miasta Lublina"

Brama Krakowska z widocznym szesnastowiecznym dzwonem. Fragment obrazu Pożar miasta Lublina z 1719 roku

Czytaj więcej>>> 

>>> o cechu garbarskim

>>> o cechu hafciarskim

>>> o cechu chirurgów

>>> o cechu rymarzy

Ciekawostka: Czym zajmował się lubelski złotnik?

Lubelscy artyści-złotnicy należeli do ludzi zamożnych, na co wskazuje częste wymienianie ich jako właścicieli kamienic. Nic dziwnego, wykonywali przecież przedmioty wyjątkowe. Obok luksusowych ozdób i przedmiotów codziennego użytku, oferowali też kunsztownie wykonane przedmioty kultu religijnego, na przykład monstrancje czy relikwiarze. Jak wynika ze źródeł, wojewoda smoleński z Firlejów zlecił lubelskiemu złotnikowi oprawę szabli. Zdobiona była złotem, emalią, rubinami i diamentami wielkości migdałów. Taka zachcianka z pewnością kosztowała niemało. Jeden z działających w mieście warsztatów złotniczych był zlokalizowany przy klasztorze Dominikanów. Odnaleziono tam piec obmurowany gotyckimi cegłami i część kamiennej formy odlewniczej, wykonanej wyjątkowo precyzyjnie. Przy ulicy Grodzkiej 30 odnaleziono formę odlewniczą – narzędzie pracy złotników. Kroniki miejskie wspominają, że w tym miejscu działał w 1582 roku niejaki Piotr Boniecki.

Dom Złotnika w Lublinie
Kamienica przy ulicy Złota 4, zwana Domem Złotnika, lata 60. XX wieku, fot. Edward Hartwig

Dlaczego lubelscy furmani nie należeli do cechu?

Bo stanowili konkurencję dla kupców. Instytucja furmaństwa powstała w XV wieku i była organizacją pozacechową, działającą zgodnie z prawem, zrzeszającą zawodowych przewoźników. Furmani posiadający własne wozy, przewozili na zlecenie większe ilości towarów z miasta do miasta. Na tym ich rola jednak się nie kończyła. Gdy istniały pewne ograniczenia, furmani stawali się też pośrednikami w handlu, bo formalnie nie byli kupcami. 

Jak długo lubelskie cechy wiodły prym w rzemiośle?

Właściwie do 1759 roku, kiedy to Rada Miejska ogłosiła ich formalny upadek. Dlaczego do tego doszło? Lublin, podobnie jak cała ówczesna Europa, podupadł u progu epoki kapitalistycznej. Przedawniona instytucja cechów zdawała się ten rozwój hamować. Monopol wytwórstwa i sprzedaży nie odpowiadał nowym czasom. W Lublinie dodatkowo zaznaczyła się znaczna konkurencja ze strony niezrzeszonych rzemieślników żydowskich wspieranych przez szlachtę. Nie pomogły wydawane przez Radę Miejską przywileje, konfiskowanie towarów i wydalanie z miasta. Malała liczba profesji, kurczyła się liczba rzemieślników. Druga połowa XVIII wieku otworzyła drzwi na produkcję wolnorynkową. 

Ciekawostka: Czy tworzono tylko gotowe przedmioty?

Nie. Tworzono też elementy większych całości. Najlepszym przykładem są zakłady produkujące kafle piecowe, które funkcjonowały w okolicy ulicy Zielonej i na tyłach obecnego gmachu Poczty Głównej przy Krakowskim Przedmieściu. Działały od XV do początku XVIII wieku, a więc w okresie, kiedy wystawiono w Lublinie reprezentacyjne budowle dla najbogatszych mieszczan i arystokracji. Piece kaflowe wytwarzane przez lubelskich mistrzów, były swoistymi dziełami sztuki, mającymi za zadanie nie tylko ocieplać, ale też zdobić pomieszczenie.

Zobacz więcej>>> siedemnastowieczny kafel piecowy z przedstawieniem polowania

kafelek.png

Album z wirtualnymi lubelskimi zabytkami archeologicznymi

Najkrócej mówiąc...

Rzemiosło i handel były tymi czynnikami, które stanowiły o potędze gospodarczej miasta. Były jego fundamentem. To dzięki wpływom z handlu Lublin rozbudowywał się i rósł w siłę. Jarmarki i targi ściągały kupców z dalekich stron i rozsławiały miasto na cały kraj. Niestety, wojny, zarazy, okresy nieurodzaju i głodu w drugiej połowie XVII wieku zadały kres jego rozwojowi. Wzrost cen i zanik szlaków handlowych sprawiły, że Lublin z ośrodka wielkiego handlu stał się ośrodkiem handlu lokalno-regionalnego. Rzemiosło dostarczało mieszkańcom i przyjezdnym zarówno przedmiotów codziennego użytku, jak i produktów luksusowych. Kres cechom zadał rozwój kapitalizmu. W następnym stuleciu rzemieślnicy lubelscy wkroczyli na drogę przemysłową.