Jan Trembecki (1934–2017) – fotograf „migawek z ulicy”

 

Jan Edward Trembecki (ur. 17 grudnia 1934 roku, zm. 6 lutego 2017 roku) – znany lubelski fotoreporter. W „Kurierze Lubelskim” pracował od wiosny 1957 roku do 1998 roku (na emeryturę przeszedł trzy lata wcześniej). Przez pewien czas był oddelegowany z redakcji do lubelskiego oddziału Centralnej Agencji Fotograficznej. Wielokrotnie nagradzany, m.in. za fotografię Zamieć, przedstawiającą woźnicę, który próbuje wydobyć z zaspy konny zaprzęg. Całe życie związany z rodzinnym miastem. Był fotografem „migawek z ulicy”.

 
 
 
 

 

 

 

 


Spis treści:
1. Rodzina
2. Wojna
3. Terminowanie u Ludwika Hartwiga
4. Od laboranta do głównego fotografa
5. We wspomnieniach kolegów z „Kuriera Lubelskiego”
6. Historia uchwycona w kadrze
7. Centralna Agencja Fotograficzna
8. „Głównie warszawka zdobywała te nagrody”
9. Na wystawach World Press Photo
10. Ćwiklińska „stokrotnie dziękuję za piękny serwis zdjęć”
11. Ostatni aparat fotograficzny
12. NAPISALI O JANIE TREMBECKIM



Rodzina

Rodzice Jana Trembeckiego przyjechali do Lublina z Żółkwi pod Lwowem. Matka Janina była pielęgniarką. Pracowała m.in. w szpitalu żydowskim przy ulicy Lubartowskiej (obecnie znajduje się tam część szpitala im. Jana Bożego). Ojciec był ogrodnikiem. Jan Trembecki urodził się już w Lublinie. Był drugim z pięciorga rodzeństwa, miał dwóch braci i dwie siostry. Jego starszy brat zmarł na szkarlatynę jeszcze w Żółkwi, jedna z sióstr miała śmiertelny wypadek w Lublinie.



Wojna

Gdy wybuchła II wojna światowa Jan Trembecki miał pięć lat. W czasie okupacji chodził z siostrą do dziennej ochronki prowadzonej przez zakonnice przy kościele powizytkowskim (obecny kościół rektoralny pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny Zwycięskiej przy ulicy Narutowicza 6) i do szkoły na ulicę Dolną Panny Marii. Po jej zakończeniu otrzymywało się dwujęzyczne świadectwo: po polsku i po niemiecku.


„Babcia mieszkała na Czwartku. Gospodarz tego domu, za to, że Żydówka nie płaciła mu czynszu, chciał rzucić Żydziątko do sawojki, stojącej na podwórku. Ojciec i stryjek nie pozwolili, ale ten gospodarz miał jakieś powiązania z Niemcami. Podejrzewali, że syn gospodarza był folksdojczem. Przyjechało gestapo. Tata i stryjek zdążyli uciec, dobre dwa lata się ukrywali. Później ojciec miał pracę w zajętym przez Niemców szpitalu w Alejach Racławickich. Był noszowym, trochę pracował w ogrodzie. Z tyłu tego szpitala był piękny ogród” – to fragment wspomnień, jakimi podzielił się ze mną Jan Trembecki w 2015 roku, w czasie rozmów, jakie prowadziliśmy w związku z przygotowaniem kolekcji zdjęć „Lublin w obiektywie Kuriera”.


Fotoreporter Mirosław Trembecki, syn Jana, w lutym 2017 roku w ten sposób uzupełnił ten wątek historii swojej rodziny: „Raz dziadek mało nie przepłacił tej pracy w szpitalu życiem, gdy na ulicy został zatrzymany przez niemiecki patrol. Zobaczyli, że ma przy sobie niemiecką czekoladę i inne rzeczy. Uznali, że to ukradł, chcieli go rozstrzelać. Na szczęście udało się wyjaśnić, że to świąteczna premia, jaką dziadek dostał za pracę w szpitalu”.


W czasie wojny Trembeccy mieszkali m.in. na Kalinowszczyźnie.


Jan Trembecki w 2015 roku tak mówił o bombardowaniach Lublina: „W domu na Kalinowszczyźnie nad kuchnią wisiał taki worek suchego chleba. Jak tylko syreny zaczynały wyć, to ojciec, albo mama hap ten worek, nas za rękę i chodu do piwnic”.



Terminowanie u Ludwika Hartwiga

Pierwszy aparat fotograficzny Jankowi kupiła mama, fotografował nim kolegów, koleżanki i architekturę, na przykład dziś już nieistniejącą wieżę ciśnień z placu Bernardyńskiego (obecnie plac Wolności). Po wojnie poszedł do liceum Staszica, ale tej szkoły nie ukończył. Potem była szkoła fotograficzna w Lublinie. W książce To się nadaje do Kuriera czytamy, że Jan Trembecki skończył ją w 1952 roku.


Syn Jana Trembeckiego mówi, że ojciec opowiadał o praktyce u Ludwika Hartwiga, jednego z najbardziej znanych lubelskich fotografów. Zamawianie rodzinnych portretów w jego zakładzie było modne w Lublinie jeszcze w okresie przedwojennym.


„Myślę, że to było już w latach 50. Hartwig miał więcej takich uczniów, być może współpracował ze szkołą fotograficzną – zastanawia się Mirosław Trembecki. – Słyszałem od ojca taką historię. W kinie Apollo, później przemianowanym na Wyzwolenie, trzeba było zrobić zbiorowe zdjęcie uczestników jakiegoś zjazdu. Nie było jeszcze lamp błyskowych. Zamiast nich używało się magnezji, która płonąc, stawała się źródłem światła. Jeden z uczniów chciał zrobić Hartwigowi dowcip i nasypał dużo więcej magnezji, niż jej było potrzeba. Jak błysnęło, to całe kino wypełniło się dymem – opowiada Mirosław Trembecki.


Po szkole fotograficznej Jan Trembecki poszedł do wojska. Służył w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W wojsku pracował jako fotograf.



Od laboranta do głównego fotografa

24 marca 1957 roku, na fali odwilży październikowej z 1956 roku, w Lublinie wyszedł pierwszy numer „Kuriera Lubelskiego”. Pierwszym fotografem i rysownikiem redakcji był Karol Olender, ale zdjęcia robili też inni. Gazeta często posiłkowała się też fotografiami z zasobów Centralnej Agencji Fotograficznej.


Na jakim etapie w „Kurierze” pojawił się Jan Trembecki?
„Janek był jednym z tych fotografów, którzy robili przechodniom zdjęcia na placu Litewskim. Takie zdjęcia z ulicy były modne, ludzie chętnie je kupowali. Właśnie w takiej sytuacji ktoś z redakcji spotkał Trembeckiego. Potrzebowaliśmy takiego fotoreportera do codziennej pracy w terenie” – wspominał kolegę, na łamach „Kuriera” z 7 lutego 2017 roku, Alojzy Leszek Gzella, jeden z pierwszych dziennikarzy „Kuriera Lubelskiego”, obecnie badacz historii prasy lubelskiej.

„Robienie takich zdjęć na ulicy to mogło być jedno z zadań, jakie ojciec dostał w spółdzielni «Zorza» przy ulicy Lubartowskiej, gdzie pracował po wyjściu z wojska” – komentuje Mirosław Trembecki.


Sam Jan Trembecki wspominał w rozmowie ze mną, że zgłosił się do redakcji nowej lubelskiej gazety, od razu po tym, jak usłyszał ogłoszenie o poszukiwaniu fotografa, nagłaśnianie na ulicy przez tzw. szczekaczkę.
„Etat dostałem co prawda już 1 kwietnia 1957 roku, ale długo był to etat laboranta, bo dziennikarskiego nie było. Zresztą, na początku fotografował ten, kto akurat miał aparat. Wygrywaliśmy entuzjazmem” – mówił w wywiadzie dla „Kuriera”, opublikowanym w maju 2015 roku.


W książce To się nadaje do Kuriera Wojciech Klusek pisał, że pierwsze zdjęcie Jana Trembeckiego w tej gazecie zostało opublikowane „wiosną 1957 roku”.


Alojzy Leszek Gzella w Leksykonie dziennikarzy i redaktorów Lubelszczyzny (wydanie z 2015 roku) podaje z kolei dzień 10 maja 1957 roku, jako datę rozpoczęcia przez Jana Trembeckiego pracy fotoreportera w „Kurierze Lubelskim”.


Pewnie jest jedno, Jan Trembecki był ważnym członkiem redakcji przez 41 lat. Współpracował z „Kurierem Lubelskim” od wiosny 1957 roku do 1998 roku. 



We wspomnieniach kolegów z „Kuriera Lubelskiego”

Chciałam porozmawiać z tymi, którzy znali Jana Trembeckiego z tamtych lat. Wszyscy moi rozmówcy podkreślają, że był miły, uczynny i słowny. Kiedy się do czegoś zobowiązał, to na pewno to zrobił.


Bronisława Jurkowska-Pikulska w „Kurierze Lubelskim” pisała o oświacie. W zespole redakcyjnym była od pierwszego numeru, do Lublina przyjechała z Warszawy 20 lutego 1957 roku. Była w grupie osób, które zostały zwolnione z redakcji po stanie wojennym.


„W czasie Lubelskiego Lipca zostaliśmy wysłani z Jankiem na materiał o koloniach dzieci pracowników Fabryki Samochodów Ciężarowych. Pojechaliśmy służbowym samochodem z kierowcą. Oczywiście podtekst był taki: pokażmy jak dzieci doskonale się bawią dzięki państwu ludowemu, gdy w tym czasie ich rodzice niesłusznie strajkują – opowiada Bronisława Jurkowska-Pikulska. – Jechaliśmy na ten materiał wzdłuż torów, widzieliśmy ludzi idących z walizkami i zatrzymane w polu pociągi, a o tym gazeta nie mogła napisać [po tym jak zastrajkowała lokomotywownia w Lublinie, stanęły pociągi – dop. MS].


Stanisław Wojnarowicz do „Kuriera Lubelskiego” przyszedł w kwietniu 1972 roku.
„Kolegę Jana Trembeckiego przedstawiono mi wtedy jako utalentowanego fotoreportera z nagrodami. W pokoju Leszka Mazurka wisiało zdjęcie Zamieć w złotych ramach. Później Janek powiedział mi, że miał problem z tym zdjęciem, kiedy było oceniane w czasie jednego z międzynarodowych konkursów fotograficznych. W jury byli Rosjanie. Zdjęcie nie spodobało im się, bo widok woźnicy nie mogącego wydobyć zaprzęgu z zaspy miał oznaczać uległość człowieka wobec natury” – wspomina Stanisław Wojnarowicz.


Wojnarowicz podkreśla, że baza zdjęć Jana Trembeckiego była fotograficzną kroniką regionu (sam fotoreporter opowiadał mi, że raz dostał na przykład zlecenie na zrobienie serii zdjęć sklepów sieci Społem z całego województwa).
„Dokumentował na przykład wsie, gdzie wtedy było widać jeszcze sporo biedy, ale też wszystkie ważniejsze wydarzenia w regionie, m.in. renowację starówki w Zamościu. Razem zjeździliśmy całe województwo” – mówi Stanisław Wojnarowicz.


I właśnie z pracą w terenie związane było ocenzurowane zdjęcie, o którym to przypadku sam Jan Trembecki czasami wspominał. To była panorama zabudowań fabrycznych w Chełmie, Jan Trembecki był zadowolony z tego ujęcia. Zdjęcie ukazało się w „Sztandarze Ludu”, z tym, że z pewną, istotną ingerencją. Z tła został pracowicie wydrapany kościół. Cenzor musiał zaingerować już w drukarni, gdy miał przed sobą wywołane zdjęcie.


W kolejnych dniach jakiś czytelnik wyciął z gazety feralne zdjęcie i opatrzył je (oczywiście anonimowo) ironicznym komentarzem:
Wandal w redakcji
Namnożyło się wandali stali się udręką
Dewastują marnotrawią swoją skromną ręką
Jest ich wszędzie cała plaga – milicja do akcji
Nic nie wiemy, co takiego? Wandal jest w redakcji
Z panoramy miasta Chełma katedrę na planie
Rozebrano wyskrobano. Trembecki mój panie
Bo stosunki kościół – państwo u Ciebie bez zmiany
Kroczysz nadal starym torem, więc będziesz wyśmiany


„Wiadomo było, jaka była polityka partii w stosunku do prasy. Co prasa miała robić doskonale wiedzieliśmy wszyscy. Nikt tam się specjalnie nie pchał, żeby się wychylać, po prostu” – mówił mi Jan Trembecki w czasie rozmów, jakie prowadziłam z nim w 2015 roku, zbierając materiały do kolekcji „Lublin w obiektywie Kuriera” (cytat za: Małgorzata Szlachetka, Lubelski alfabet Jana Trembeckiego, „Kurier Lubelski. Magazyn”, 3–5 marca 2017, s. 14–15).


Stanisław Wojnarowicz podkreśla, że Trembecki miał „zmysł reporterski”.
„Potrafił zrobić zdjęcie drobnego tematu, ciekawostki z codziennego życia. Pamiętam na przykład taki temat, do dziś nie wiem, dlaczego cenzura nam go nie puściła. Byliśmy na tyłach ulicy Narutowicza, kiedy przez okno na parterze do ogrodu zaczęły wyskakiwać duże psy. Janek zrobił zdjęcie” – opowiada.


Wojnarowicz wspomina, że główny fotoreporter „Kuriera” w siedzibie przy ulicy 3 Maja trzymał swój sprzęt fotograficzny i stykówki w szafie pancernej, do której tylko on miał klucz. „Gdy trzeba było sprawdzić, kiedy jakieś wydarzenie miało miejsce, a nikt już tego nie pamiętał, to wszyscy szli do Janka, a on sprawdzał to, docierając do właściwiej stykówki spośród tych poukładanych w albumach” – opisuje Stanisław Wojnarowicz.



Historia uchwycona w kadrze

Trembecki rano zbierał zamówienia na zdjęcia, brał torbę na ramię i szedł w miasto. Osobiście przyznawał, że najchętniej robił „migawki z ulicy” – mężczyznę ciągnącego wózek z makulaturą, dziewczynę kupującą bazie na ulicy, dzieci bawiące się przy fontannie na placu Litewskim. Dokumentował też różne momenty z historii Lublina, na przykład budowę i otwarcie kina Kosmos w 1961 roku, powstawanie Zalewu Zemborzyckiego, odsłonięcie pomnika Bolesława Bieruta w 1979 roku, wizyty Lecha Wałęsy oraz Czesława Miłosza w 1981 roku. Doszło wówczas do ich spotkania na dziedzińcu KUL – Jan Trembecki robił tam zdjęcia.


Fotoreporter uwieczniał chwile sportowego triumfu, ale też momenty tragiczne, o których pamięta się do końca życia.


„Kiedy Motor wygrał mecz decydujący o awansie do wyższej klasy rozgrywek, szczęśliwy z awansu kibic tak mocno ściskał ojca, że tacie pękły dwa żebra, bo między nimi znalazł się aparat” – przypomina sobie Mirosław Trembecki, syna Jana.


„Jednym z trudniejszych momentów w karierze, jaki tata fotografował, był zbiorowy pogrzeb trzynaściorga dzieci z jednej klasy, które 23 czerwca 1961 roku, w czasie wycieczki szkolnej do Kazimierza Dolnego, utopiły się w Wiśle. Na ten pogrzeb przyszedł cały Lublin, białe trumny wiezione były na czarnych  żukach” – opowiada fotoreporter Mirosław Trembecki, syn Jana.
„Tragedia zdarzyła się jeszcze przed zakończeniem roku szkolnego. Kiedy do domu przybiegł ktoś z redakcji, z informacją, że trzeba szybko jechać do Kazimierza, rodzice byli na imieninach u znajomego Zygmunta. Wiedziałem, gdzie mieszka, kierowca kazał mi wsiąść do służbowego samochodu «Kuriera», żebyśmy mogli pojechać po tatę – wspomina syn Jana Trembeckiego.
Pierwszy artykuł o tym co się stało, ukazał się w „Kurierze” dzień po tragedii. „Piszę swoją relację w nocy, bezpośrednio po powrocie z Kazimierza” – informował w tym artykule dziennikarz Ryszard Nowicki.



Centralna Agencja Fotograficzna

Jan Huzar, fotoreporter „Sztandaru Ludu” i lubelskiego oddziału Centralnej Agencji Fotograficznej (CAF), do którego został oddelegowany z macierzystej redakcji, tak wspomina Jana Trembeckiego: „Z nim nie było żadnych zatargów, nieporozumień. Poznaliśmy się po prostu w robocie. On pierwszy zaczął pracować w «Kurierze», w niedługim czasie ja w «Sztandarze Ludu», na początku jako laborant. Około pięciu i pół roku byliśmy razem fotoreporterami w CAF-ie – ja od 1 stycznia 1968 roku, Janek przyszedł z «Kuriera» miesiąc później”.


Zaglądam do archiwalnych zszywek „Kuriera”. W wydaniu z 29 stycznia 1968 roku zdjęcie Jana Trembeckiego jest podpisane tylko samym nazwiskiem, ale już to opublikowane w numerze z 2,3 lutego 1968 roku ma adnotację „CAF”.

Fotografowie Centralnej Agencji Fotograficznej robili zdjęcia dla lokalnych gazet, ale też realizowali tematy zamówione przez Warszawę. Laboratorium i archiwum CAF znajdowało się przy Krakowskim Przedmieściu 62 (obecnie siedziba Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury). Na miejscu dyżurowały laborantki wywołujące zdjęcia.


W wydaniu „Kuriera Lubelskiego” z 1 lutego 1968 roku, w cyklu „Rozmówki Kuriera” została opublikowana rozmowa z Janem Wielopolskim, pierwszym kierownikiem lubelskiego oddziału CAF.
„Na razie zatrudniamy trzech fotoreporterów, dwie osoby w laboratorium i trzech techników obsługujących aparaturę telefoto (do przekazywania zdjęć na odległość). W okresie rozruchu będą nam ponadto udzielać pomocy fotoreporterzy z centrali – mówił Jan Wielopolski w rozmowie pt. Wszystko o CAF.
Wielopolski mówił dziennikarzowi o telefoto: „Mamy obecnie aparaturę o najwyższym standardzie światowym, ale na razie tylko odbiorczą. Nadajnik otrzymamy w najbliższym czasie i wówczas ciekawe zdjęcia z Lubelszczyzny będziemy mogli przekazywać w ciągu kilku minut do większych miast w kraju i na świecie”.

 

CAF robił zdjęcia dla prasy, ale – jak deklarował w lutym 1968 roku Jan Wielopolski – mógł też przyjmować zgłoszenia od „instytucji uspołecznionych”, m.in. na serwisy okolicznościowe, albumy czarno-białe i kolorowe, przezrocza, diapozytywy, zdjęcia na płótnie.
Jacek Mirosław – fotoreporter „Sztandaru Ludu”, lubelskiego oddziału CAF, a potem „Dziennika Wschodniego”:
„Jasio był bardzo skrupulatny. Dokładnie opisywał [negatywy] w książkach znajdujących się w archiwum CAF przy Krakowskim Przedmieściu. Miał taki dosyć ładny charakter pisma”. Jacek Mirosław, młodszy od Trembeckiego o dziesięć lat, dodaje: „Zawsze był albo w krawacie, albo w płaszczyku, marynarce. Dla nas to był zawsze taki starszy pan, bo młodsi fotoreporterzy chodzili na sportowo, bardziej luzacko. Ale zawsze był uczynny, sympatyczny i solidny”.


Siedziba CAF przy Krakowskim Przedmieściu była przede wszystkim miejscem, w którym można było sobie wywołać zdjęcia.
„Przychodziło się, dawało laborantce filmy i mówiło, jak ma je wywołać. One wywoływały te filmy, suszyły, cięły [je], opisywały i robiły wglądówki. Wywołanie trwało kilkanaście minut, później utrwalanie, płukanie i suszenie. Godzina, jak szybciej trzeba było, to były suszarki, ale suszenie na zimno zawsze było lepsze. Na takiej wglądówce można było zaznaczyć kadr z całego tematu, jaki się chciało i laborantka robiła zdjęcia – opisuje Jacek Mirosław. – Najczęściej, jak był film małoobrazkowy, to go nacinałem na perforacji i mówiłem, że klatkę trzeba zrobić. Nie czekałem na wglądówkę, żeby było szybko. Był stół z podświetlaną szybą i lupką, przez którą oglądało się filmy i wybierało udane zdjęcia. Bo mogły być kadry nieostre, albo takie, które nie bardzo pasowały” – tłumaczy Jacek Mirosław.



„Głównie warszawka zdobywała te nagrody”

Zamieć
Najbardziej znanym zdjęciem Jana Trembeckiego była wspomniana już Zamieć. W swoim archiwum Jan Trembecki zachował m.in. dyplom honorowy za to zdjęcie, przyznany na XIII Ogólnopolskim Konkursie Fotografii Prasowej, datowany na styczeń 1971 roku. Towarzyszył temu dyplom za zdobycie III nagrody w tym konkursie.
„Zdjęciem śnieżycy Janek zdobył nagrodę w konkursie krajowym fotografii prasowej. Był bardzo dumny z tego, dlatego, że ciężko było się takiemu fotografowi z prowincji przebić. Głównie warszawka zdobywała te nagrody, oni jeździli na te wszystkie rządowe imprezy” – komentuje Jacek Mirosław.
„Po nagrodach za Zamieć Jan Trembecki uwierzył w siebie” – dodaje Bronisława Jurkowska-Pikulska.


Jan Trembecki zachował serię zdjęć dokumentujących przygotowania do warszawskiej wystawy. Opisany kilkoma zdjęciami moment wieszania dużego powiększenia zdjęcia Zamieć.


Jan najszybciej do akcji
II nagroda za zdjęcie pojedyncze na XVII Ogólnopolskim Konkursie Fotografii Prasowej z grudnia 1974 roku. „Jan najszybciej do akcji to było zdjęcie z ćwiczeń strażackich. Uchwycony w kadrze biegnący strażak tak bardzo się śpieszył, że wąż strażacki trzymał w zębach” – opowiada Mirosław Trembecki, syn Jana Trembeckiego.


Reportaż Śniadanie drwala
W czasie IV Ogólnopolskiego Konkursu Fotografii Prasowej w grudniu 1972 roku Jan Trembecki zdobył nagrodę redakcji „Dziennika Ludowego”. Uchwycony w kadrze drwal zrobił sobie przerwę na jedzenie, prawdopodobnie w środku lasu. Tłem dla niego jest śnieg, ścięte drzewo służy za stolik pod miskę.



Na wystawach World Press Photo

Fotografie Jana Trembeckiego były też prezentowane na wystawach prestiżowego konkursu World Press Photo. W domowym archiwum fotografa są potwierdzające to dyplomy.


Zdjęcie zatytułowane Pierwszy śnieg zostało pokazane na otwarciu wystawy World Press Photo 1967 w Centrum Kongresowym w Hadze w Holandii. Była ona prezentowana od 16 grudnia 1967 roku do 11 lutego 1968 roku.


Zdjęcie Turysta znalazło się na wystawie World Press Photo 1968/1969, odbywającej się w Centrum Kongresowym w Hadze w Holandii od 17 marca do 8 kwietnia 1969 roku.


W innym zaświadczeniu czytamy, że zdjęcia Jana Trembeckiego „wykazujące najlepsze tradycje fotoreportażu” zostały wystawione w konkursie World Press Photo 1972 w Amsterdamie.


Wątek nagród za pracę tak został opisany w biogramie Jana Trembeckiego, jaki znajdujemy w Leksykonie dziennikarzy i redaktorów Lubelszczyzny autorstwa Alojzego Leszka Gzelli: „Członek Klubu Fotografii Prasowej. Zdobył III nagrodę na Ogólnopolskim Konkursie Fotografii Prasowej (także w 1969, 1970, 1971, 1972, 1973, 1974, 1975) oraz I nagrodę w Leningradzie na konkursie fotografii prasowej państw socjalistycznych. Jego zdjęcia Zamieć oraz Ostatni lubelski dorożkarz obiegły łamy wielu dzienników i tygodników, a to drugie znalazło się na wystawie fotograficznej World Press Photo w 1961 r.”.

 

Miotlarz
„Jakie zdjęcia taty pamiętasz?” – o to zapytałam Mirosława Trembeckiego. Wymienił m.in. Miotlarza. Do obiektywu uśmiecha się stary człowiek w kufajce, niosący na plecach miotły. To jeden z tych portretów, który mógłby powstać niemal w każdym czasie.


Wspomniana fotografia autorstwa Jana Trembeckiego została opublikowana na łamach „Kuriera Lubelskiego” w wydaniu z 7 lutego 1968 roku, na stronie 2, jako pojedyncze zdjęcie z podpisem o treści: „Paweł Tryka, mieszkaniec Bystrzycy (pow. Lublin) od 20 lat zajmuje się wiązaniem mioteł. Gotowe wyroby dostarcza bezpośrednio do domów”.



Ćwiklińska „stokrotnie dziękuję za piękny serwis zdjęć”

Jan Trembecki był dumny z ujęcia stada białych danieli. Jak czytamy w książce To się nadaje do Kuriera powstało ono w 1971 roku w okolicy Janowa Podlaskiego. Trembecki zachował w domu to właśnie, wywołane zdjęcie, w formacie typowo wystawowym.


Zostawił sobie też dwa zdjęcia, które zrobił wybitnej aktorce Mieczysławie Ćwiklińskiej. Powstały one dla CAF-u. Ćwiklińska przyjechała wówczas do Lublina w ramach obchodów 70-lecia pracy teatralnej, zagrała babcię w sztuce Drzewa umierają, stojąc. Na rewersie jednej z tych fotografii artystka złożyła autograf, pod adnotacją wykonaną innym, dużo staranniejszym charakterem pisma. Przytaczam go w całości: „Miłemu Panu Janowi Trembeckiemu stokrotnie dziękuję za piękny serwis zdjęć z jubileuszu 70-ciolecia mej pracy. Z życzeniami dalszych sukcesów. 15 XII 1970 r.”



Ostatni aparat fotograficzny

Mirosław Trembecki, tak jak jego ojciec, jest w Lublinie fotoreporterem. Również pracował w lubelskim oddziale CAF, ale robił też zdjęcia dla PAP i Radia Lublin. Obecnie współpracuje m.in. z „Kurierem Lubelskim”.


„Kiedy byłem dzieckiem, laboratorium fotograficzne «Kuriera» było na pierwszym piętrze, bo na parterze w pałacyku przy ulicy 3 Maja przez lata funkcjonowało przedszkole. Kiedy ojciec po obiedzie miał jeszcze robić zdjęcia, zabierał mnie do pracy. Miałem sześć lat, kiedy stawałem na stołku i patrzyłem jak wywołuje się zdjęcia. Pytałem, co jest w miskach i dlaczego” – wspomina Mirosław Trembecki.


„Fotografia cyfrowa i komputery to już nie był jego świat. Gdy zmieniła się technologia robienia zdjęć, przestał fotografować” – tak mówi o ojcu Mirosław Trembecki.


Jan Trembecki swój ostatni aparat fotograficzny marki Canon, na którym pracował, podarował wnukowi.

 

 

Małgorzata Szlachetka, „Kurier Lubelski"



NAPISALI O JANIE TREMBECKIM

Ryszard Dunin, Lesław Gnot, Wojciech Klusek, Ryszard Nowicki, Kazimierz Pawełek, Włodzimierz Wójcikowski, To się nadaje do Kuriera. Rozdział pt. Historie sprzed obiektywu. Z opowieści Jana Trembeckiego, którego autorem jest Wojciech Klusek, Wydawnictwo Multico Lublin, s. 207–220.


Małgorzata Szlachetka, Fotografie z archiwum Kuriera: Historia Lublina napisana przez 21 tysięcy zdjęć oraz rozmowa z Janem Trembeckim pt. Ludzie zaczęli krzyczeć: wyrzucić go, nie robić zdjęć, „Kurier Lubelski” [wydanie online 25 maja 2015 roku]
http://www.kurierlubelski.pl/artykul/3872497,fotografie-z-archiwum-kuriera-historia-lublina-napisana-przez-21-tysiecy-zdjec,2,id,t,sa.html

 


Wspomnienia – komentarze do fotografii z archiwum „Kuriera Lubelskiego”, jakie były dołączane do codziennych wydań gazety od 23 czerwca 2015 roku w kolejne wtorki środy i czwartki. Kolekcja 15 kart wyszła pod tytułem Lublin w obiektywie Kuriera. Opisy zdjęć znajdowały się na rewersie, narratorem opowieści o fotografowaniu Lublina był Jan Trembecki.


Małgorzata Szlachetka, Odszedł wybitny fotograf Lublina, „Kurier Lubelski”, 7 lutego 2017 roku, s. 6.
http://www.kurierlubelski.pl/wiadomosci/lublin/a/odszedl-jan-trembecki-wieloletni-fotoreporter-kuriera-i-wybitny-fotograf-lublina,11766604/


tko, Zmarł Jan Trembecki, znany lubelski fotoreporter, „Gazeta Wyborcza Lublin” [wydanie online 7 lutego 2017 roku]
http://lublin.wyborcza.pl/lublin/7,48724,21341987,zmarl-jan-trembecki-znany-lubelski-fotoreporter.html


[bez autora], Zmarł Jan Trembecki, znany lubelski fotoreporter, „Dziennik Wschodni”, [wydanie online 7 lutego 2017 roku]
http://www.dziennikwschodni.pl/lublin/zmarl-jan-trembecki-znany-fotoreporter-mial-83-lata,n,1000193980.html


RH, Zmarł fotoreporter Jan Trembecki, „Press” [wydanie online 8 lutego 2017 roku]
http://www.press.pl/tresc/47433,zmarl-fotoreporter-jan-trembecki


Małgorzata Szlachetka, Lubelski alfabet Jana Trembeckiego, „Kurier Lubelski Magazyn”, 3–5 marca 2017 roku, s. 14–15.
http://www.kurierlubelski.pl/serwisy/dawny-lublin/a/lubelski-alfabet-jana-trembeckiego-zdjecia,11853012/


Małgorzata Szlachetka, Zobacz Dawny Lublin w kadrze mistrza Trembeckiego, „Kurier Lubelski”, 22 marca 2017 roku, s. 2.
http://www.kurierlubelski.pl/wiadomosci/lublin/a/zobacz-dawny-lublin-w-kadrze-mistrza-trembeckiego,11908236/