Dzieciństwo w przedwojennym Lublinie - Bronisława Friedman - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Moje babki i dziadkowie pochodzili z bardzo nabożnej rodziny, natomiast moi rodzice mniej. Co prawda jedzenie było koszerne w domu, święta obchodzili, ale nie byli zabobonni jak to się mówi. W sobotę jechaliśmy autem, zapalało się światło, zapalało się radio, to znaczy nie, że nie wolno. Rodzice mojego ojca umarli jak byłam małym dzieckiem, mając dwa lata mniej więcej, tak że ich bardzo nie pamiętam, a rodzice ze strony mojej mamy mieszkali na Kalinowszczyźnie i mieli spożywczy sklep. I co tydzień z dorożką ja z mamusią jechałam ich odwiedzać. A jak mój dziadek przyjeżdżał do Lublina z Kalinowszczyzny sobie kupić tabak i bibułki, i papierosy, to ja jemu zawsze towarzyszyłam w kupnie. Bo ten sklep był naprzeciw ratusza, trzeba było zejść kilka schodków, na rogu Królewskiej i Krakowskiego. Teraz te schodki są...
CZYTAJ DALEJ