Pomógł mi niemiecki elektryk, to był porządny człowiek - Jerzy Filipowicz - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Żandarma dali do pociągu, przechowali, na drugi dzień jazda do Gustowa. To jest, nie wiem, jakieś dwieście, trzysta kilometrów od Rostocka. W Rostocku, w takiej, jak to się mówi, budzie nas zakwaterowali, w takim baraku, no i naszym zadaniem było noszenie, dźwiganie tak zwanych dużych ciężarów – okien, ścian baraków. Bo Niemcy robili tak, że jak zbombardowano, to równali ziemię i stawiali na tym baraki. Ja z tą nogą coraz gorzej się czułem, kulałem, no, ale czyszczenie kibli, to nie było straszne, bo nie było ciężkie. Ale tutaj ciężar. W pewnym momencie widzi to Niemiec, że ja tak chodzę, a był to elektryk, który miał urwaną lewą rękę, miał tylko prawą, zawołał mnie do siebie i mówi tak: „Będziesz u mnie pomocnikiem, bo ty dźwigać nie możesz. Pokaż tą nogę”. Pokazałem - „E, to trzeba najpierw ją wyleczyć, a później do...
CZYTAJ DALEJ