Rabin Majer Szapira i jego pogrzeb - Edward Skowroński-Hertz - relacja świadka historii
Tak. Przychodzili do nas [znajomi rodziców]. Rab Szapiro, największy rab [w Lublinie], przychodził do nas do domu czasem, czasem przyszedł. To też nie chciał jeść u nas, bo nie wiedział czy jest koszerne na tyle, ile on uważa. To pamiętam. Przychodził, brał scyzoryk i [jadł] jabłko. Bo trzeba było, [bo] przez tradycję zaproszony gość musi jeść. I to on brał swoje jabłko, jabłko wziął u nas i swoim scyzorykiem. Nie chciał naszym, bo to niekoszerne może być. [On przychodził do nas na] święta i jeżeli miał jakiś interes prosić [o coś ojca]… ktoś był bardzo chory w wojsku, żeby ojciec interweniował, jeżeli może coś zrobić. [Jak zapamiętałem] rabina? Ja wiem? Wysoki gość, w czapce… Broda była siwa, nie całkiem siwa, tak z boków tak siwa i nosił taką czapkę....
CZYTAJ DALEJ