Życie religijne w przedwojennym Lublinie - Marian Milsztajn - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Ojciec chodził do bóżnicy w soboty – każdy zawód miał swoją bożnicę, on był w bożnicy szewców – [poza tym] nieszczególnie. O niekoszernym jedzeniu nie było mowy, na przykład kiełbasa, nieżydowska świnina, to o tym nie było mowy. Ale tak codziennie się nie modlił, tak jak Żyd jest zobowiązany. Jak szedłem z ojcem, [kiedy] byłem mały, do bożnicy w sobotę – to o czym mówiono? O skórach. Tak się modlili. Ojciec chodził do bożnicy na Szerokiej, niedaleko nas, bo obok Ruskiej. To tylko się o skórach mówiło, nic więcej. Do synagogi Maharszala ojciec nie chodził. W Jom Kippur, w sądny dzień, kilka razy, pamiętam, byliśmy tam. Miałem dwanaście, trzynaście lat, coś takiego. Ale bożnicę znałem, bo obok bożnicy była nasza szkoła żydowska, przyległa pod zamkiem....
CZYTAJ DALEJ