Polski Czerwony Krzyż w powojennym Lublinie - Ewa Eisenkeit - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Jak do Lublina jechałam, wszędzie byli Rosjanie, pytałam, czy oni nie jadą do Lublina, mieli ciężarowe auto, to mnie zabrali. Przeszłam koło rogatki, byłam boso, doszłam do jednego pana, bardzo porządny człowiek, i powiedziałam: „Ja nie potrzebuje panu powiedzieć, kim ja jestem, pan mnie widzi, jestem bez butów, ale ja rodzona w Lublinie, czy nie wie pan, gdzie bym mogła iść na noc, żebym nie była na ulicy?”. On powiedział: „Najlepiej niech pani idzie do Czerwonego Krzyża, oni mają gdzie ulokować ludzi i co mają, to dają do jedzenia”. Z Kapucyńskiej jak się wychodzi na Narutowicza, to naprzeciwko jest kościół, [tam było] napisane – kto nie ma gdzie jeść, to my dajemy każdemu jeść, proszę przyjść. Ja weszłam do kościoła, to jest bardzo duży kościół, były stoły i białe obrusy, nie wiem, może to był papier, już nie...
CZYTAJ DALEJ