Ukrywanie się podczas wojny na podlubelskich wsiach - Ewa Eisenkeit - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Jak ja byłam w Lublinie, słyszałam, że można zapisać się i jechać do Niemiec. Na Świętoduskiej było to biuro, dla polskich dziewcząt, nie dla Żydów. To ja prosiłam na wsi, żeby poszli do organisty. Organista na wsi jest na wszystko – urodziło się dziecko, on zameldował, ktoś umarł, też. I inne rzeczy. Bardzo porządny człowiek, starszy pan. Ale ja nie wiedziałam, że on mnie zna. Wszyscy mnie znali. Ja chciałam zapłacić, żeby mnie dał [metrykę chrztu] – umarła w tym samym czasie dziewczyna w moim wieku, na zakażenie, miała w nogę coś, ja chciałam na jej imię i nazwisko jechać do Niemiec. [Gospodarz, u którego się ukrywałam], powiedział organiście. To on: „Janek, dla kogo chcesz to zrobić?”. To on mówi: „Dla Ewy”. Organista mówi: „Jak dla Ewy, to ja nie chcę ani grosza. Ja jej to zrobię”. Ja nawet nie wiedziałam, że mnie...
CZYTAJ DALEJ