Mieliśmy wspaniałego psa bernardyna, który miał swoje sympatie i antypatie - Irena Karczewska - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Miałyśmy bernardyna, takiego psa olbrzymiego, świetny, silny pies, ale rozpieszczony. Dawniej lekarze dostawali próbki lekarskie, to pies wszystkie witaminy zjadał, więc był bardzo zdrowy i silny. Odprowadzała moja mama sama, czy ze mną, ojca do chorego, a pies się nie chciał ruszyć, czekał na ojca. Ale jakoś tam zawsze się go zabierało. Miałam stryjecznego brata, bo on już nie żyje, wychowanek moich rodziców, bo jemu ojciec zmarł w 1918 r. na hiszpankę. Miał parę miesięcy, i mój ojciec obiecał, że pomoże go wychować. Jak miał jedenaście lat, to wzięli go rodzice moi do Lublina, skończył szkołę Staszica, i dostał się na stomatologię przed wojną, ojciec finansował, bo to nie tak jak teraz, że się nie finansuje, tylko to się samemu finansowało, i to sporo. I nie skończył tej stomatologii, bo wojna wybuchła, ale już był...
CZYTAJ DALEJ