Wyjazd do Przybyłowa i ukrywanie się - Irena Karczewska - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Majdanek się budował, i moja mama, i mój brat stryjeczny, który był starszy dziesięć lat ode mnie, zdecydowali że musimy pojechać do Ciężkowic, do rodziny. I tam byliśmy u takiej cioci Rakoczowej, tam były warunki bardzo dobre. A potem stamtąd trzeba było uciekać, bo byliśmy uprzedzeni, granatowa policja dała znać, że nalot będzie niemiecki na nasz dom. Poszliśmy więc do Gramschowej, do majątku, Przybyłów się nazywał. To w ogóle było na płaskiej górze, dojazdu nie było. Można było furą dojechać, na motocyklu, a tak niczym innym, samochodem się nie pojechało, to było miejsce dosyć bezpieczne. Był tam agronom - on taki agronom, jak ja baletnica albo śpiewaczka w operze - to był oficer Wojska Polskiego, który przyjmował zrzuty dla AK. To była...
CZYTAJ DALEJ