Byłam przyjazna dla pracowników, ale też dużo od nich wymagałam - Danuta Marcinek - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Odbywałam staż przy szpitalu na [ulicy] Jaczewskiego, tam wszystkie etapy się przechodziło przecież. Koleżanka, która ze mną była na stażu była bardzo energiczna i krzykliwa. Jak wpadała na budowę to zaraz bluźnierstwo, bać mać i tak dalej, więc została nazwana „Jaśka Oir” A ze mną jakoś się tak zawsze liczono. Zresztą bez względu na stanowiska, które miałam zawsze bardzo dużo wymagałam od pracowników. Owszem byłam przyjazna, bo były sytuacje, że jak żona rodziła czy dziecko w szpitalu [to pomagałam]. Miałam taki przypadek jak pracowałam na Tatarach, konserwatora syn został sam w domu. Jeszcze były kuchnie węglowe, on znalazł ampułkę z jakiegoś zastrzyku i ciekawy był jak to się rozżarzy i wrzucił ją pod tą kuchnię. Ponieważ tam już niewiele było żaru więc włożył głowę i zaczął dmuchać....
CZYTAJ DALEJ