Sklepy spożywcze w demoludach - Marcin Waciński - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Po czym poznawało się sklep spożywczy w Polsce i w całych demoludach? Po tym, że co wrażliwsi, wchodząc do sklepu, pewnie zostawiliby całe śniadanie na zewnątrz, ewentualnie chodziliby ze szczypcami do bielizny, żeby zasłaniać sobie nosy. Dlaczego? Opakowania po mleku, opakowania po serach, niemyte witryny. To był taki zapach, że trzeba było być naprawdę bardzo odpornym. Ponoć nie było u nas jeszcze tak źle, jak w Rosji. Moja mama chyba do końca życia będzie pamiętać sklep spożywczy z ówczesnego Związku Radzieckiego. Nie tylko pustki w nim panujące, ale przede wszystkim ten koszmarny zapach. Po przełomie to się zmieniło – nagle w sklepie ładnie pachnie, jest czysto, ludzie się starają. Wysyłano mnie po coś z domu i był ocet, a teraz jest pełna półka. Nie zapomnę wielkiego hitu – chipsów, które...
CZYTAJ DALEJ