Za PRL-u nic w sklepach nie było, tylko ocet - Daniela Ponikowska - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Nic nie było w sklepie, ocet tylko, a jak coś przywieźli, to się ustawiały kolejki, że coś okropnego. Za papierem do ubikacji, za wszystkim. A brało się to, co dali. Albo kartki: wódka była na kartki, to, kto chciał to wódkę brał, a kto nie chciał – to wziął co innego. Ekspedientki dostawały towar na sklep, parę osób coś kupiło, a one resztę chowały dla znajomych. Wtedy Pewexy były; kto miał dolary albo bony, to była możliwość, a tak to nie można było kupić. Ci, którzy mieli bony, to je sprzedawali i jakoś tam żyli.Jak chciałam kupić do kuchni mebel, to całą noc musiałam stać, bo dowiedziałam się, że następnego dnia mają przywieźć: więc szło się wieczorem, kolejkę zamówiło i całą noc się stało. A później nie chcieli, żeby w nocy stać i nikt nic nie mówił, kiedy będzie dostawa.Były też książki zażaleń i skarg. Pisało się i to bardzo dużo, że na...
CZYTAJ DALEJ