Brało się duży wór marynarski - Bogusław Janczyk - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Oczywiście no nie dało się [studiować], bo to festiwal „Solidarności”. Ja tu przyjeżdżałem na zjazdy, to się jeździło na przykład do Krakowa po „bibułę”. I nie powiem, że bezinteresownie, bo to niektórzy dorabiają teraz ideologię z jakim to narażeniem życia [działali]. Brało się duży wór marynarski, jechało [się] do Krakowa. [Tam był] Jasio Polkowski, też poeta. Mieli [tam] oficynę nielegalną oczywiście. Pakowało się sto dwadzieścia, sto trzydzieści kilo książek. Ja tyle brałem, na wagę. Ale taksówką się na dworzec [jechało] i pociągiem. W Lublinie też taksówką do Zygmunta Kozickiego. On na LSM-ie mieszkał. I potem ja to woziłem do Kolbuszowej. Nie wszystko, no to część, dziesięć procent no. A te wydawnictwa były dość drogie, czyli taki jeden wyjazd do Krakowa to ja miałem miesięczną pensję wychowawcy Domu Dziecka, bo przez parę lat...
CZYTAJ DALEJ