Więzienie na Zamku Lubelskim - Marianna Bielecka - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Kiedy więźniowie wychodzili z Zamku, to tam była taka żelazna, duża brama. Otwierali ją i wychodzili. Było to bardzo nieprzyjemne ze względu na to, że wypuszczali ludzi bez pieniędzy. Oni nie byli z Lublina, więc szli tak od mieszkania do mieszkania i prosili – albo o chleb, albo o pieniądze na bilet. Ponieważ u nas nie było podwórka, starsze kobiety siedziały na schodkach. Wtem idzie więzień i prosi. One się pytają: „Nie dali wam na drogę ani chleba, ani pieniędzy?” On mówi: „Nie, jestem głodny”. To dawali chleba ze smalcem, bo sami to jedliśmy. Pieniędzy też niewiele było, żeby dać na pociąg czy autobus. To było okropne. Najgorsze jednak było to, kiedy któryś więzień nieraz uciekł. Ci więźniowie nie znali miasta i uciekali w łąki, tam, gdzie teraz są działki. Tam to ich od razu złapali, bo nie było zabudowań. Gdyby uciekali do miasta lub w stronę Lubartowskiej czy nawet do...
CZYTAJ DALEJ