Żydzi w Lublinie - Wanda Łazowska - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Przed wojną w Lublinie było bardzo dużo Żydów, bardzo często się ich spotykało. Bogatsi Żydzi ubierali się normalnie, szczególnie kobiety, bo mężczyźni to mieli mycki, czarne chałaty, pejsy – od razu było widać rudy, piegowaty łeb. Mówili po żydowsku – ja nic z tego nie rozumiałam. To był język trochę podobny do niemieckiego. Zapamiętałam kilka słów, ale dość nieprzyzwoitych, bo dzieci to zawsze coś takiego podsłuchają i powtarzają. To, co mogę przytoczyć, to na przykład pocałuj mnie w [...]: „kośmatocha”. Pamiętam, że te nasze koleżanki jadły i przynosiły do szkoły cebularze. Była też taka żydowska maca – zawsze nas straszyli: „Nie idź na ulicę Lubartowską, nie idź do Żydów, bo tam łapią na mace. Łapią i przerabiają dzieci na macę”. Tam nic się nie działo, tylko dorośli siali taki postrach, że oni zabijali ludzi i ich krew dodawali do tego placka, do macy. Dzieci wierzyły w takie rzeczy. Ja początkowo też wierzyłam, ale później mama...
CZYTAJ DALEJ