O pobycie w Lublinie - Olga Stokłosa - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Ten mój przyjazd [czerwiec 2010] teraz do Lublina jest niezwykle emocjonalny. Jak tu byłam [kiedyś] z teatrem, ta ul. Złota, ta Starówka była jakaś upiorna po prostu. Wszystko było obdrapane, jakieś strasznie smutne. Więc tym bardziej nie odczułam żadnego objawienia. Drugi raz [byłam w Lublinie], kiedy była wmontowana tablica [pamiątkowa dla Franciszki arnsztajnowej na Złotej]. Dla mojej mamy to było bardzo ważne. Uświadamiam sobie, że bardziej byłam związana z dziadkami ze strony mojego ojca: oni mieszkali w Warszawie, oni nas wychowali. A moja mam jest osobą, która nic nie mówiła o sobie. Nie było jej rodziców, nie było dziadków, nie było nikogo. Ona była troszeczkę jak Robinson Cruzoe w tym świecie. Mieliśmy bardzo bardzo słabe poczucie takiej więzi rodzinnej, jak gdyby tamten świat to była Zagłada. Właśnie na tym polega to słowo, że zostaje jeden człowiek i nie ma nic, nie ma śladów żadnych...
CZYTAJ DALEJ