Praca w banku - Bronisława Kokowicz - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Mnie igła nie pociągała. Siedzący tryb życia też był męczący i po prostu nie mam talentu do szycia, nie mam złotej rączki. Lepszy talent miałam do pieniędzy. Szybciej opanowałam pracę w banku. Początkowo to też mi nie odpowiadało. Mówię do męża: „Takie sumy tam się przewijają, człowiek nie ma pieniędzy, a tu odpowiada za takie miliony” – strasznie się bałam. Mówię: „ Wiesz co, zanieś te pieniądze, nie chcę pensji i nie chcę tam więcej iść”. Ale pomyślałam: ja nie dam sobie rady?! Już nie jestem taka niedojda. Są tu przecież starsze panie i pracują – tam się bardzo dużo ludzi przewijało. Nie wytrzymałam nerwowo. Nerwy wysiadały. Myślę sobie: muszę się wziąć w kupę i przełamać tylko ten pierwszy okres. Później byłam dobrym pracownikiem, nie spóźniałam się. Byłam chwalona. Do pracy szło się drogą przy koszarach na Alejach Racławickich; kolejki stały już na rogu koszar. Nieraz trzeba było dojść do banku na piechotę....
CZYTAJ DALEJ