Stefania Mieczysławska – córka Franciszki Arnsztajnowej - Janina Arnsztajn-Titkow - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Ciocia była przesądna. Uważała, że niektóre kwiaty przynoszą nieszczęście. Jak przynosili jej lilie, ciocia je brała, mówiła: „Zaraz wstawię w wodę”, a chodziło o to, żebym ja tylnym wyjściem natychmiast poleciała do kościoła i zaniosła kwiaty. Do Wspólnej 66 przylegał kościół świętej Barbary. Ciotka, jak widziała lilie, to dostawała szału. A ja biegałam z tymi kwiatami do kościoła. Przeżegnałam się i pomodliłam za każdym razem. Kiedyś zobaczył mnie ksiądz i mówi: „Dziecko, tak ładnie, że ty pamiętasz. Dziecko, tak pięknie, że tak dzielisz się”. Ja myślę sobie: „Boże drogi, żeby on wiedział, dlaczego ja [tak] latam stale”. Więc ja mówiłam: „Proszę księdza, bo goście przyszli”. To było śmieszna historia. Przecież nie powiedziałam, że ciocia i babcia tak się tego boją. Ciotka Mieczysławska miała jakiegoś na tym punkcie [bzika]. Potem [jej] powiedziałam: „ Nie pójdę więcej”, bo mi wstyd było po prostu przed księdzem....
CZYTAJ DALEJ