"Chłopaki, przecież to jest surrealizm..." - Lech Przychodzki - fragment relacji świadka historii [TEKST]
A więc pojawiła się taka zupełnie nowa całość, a przy okazji teksty stawały się, właściwie z imprezy na imprezę, bardzo przyzwoite. Myśmy mieli wtedy taki okres strasznego pisania. Myśmy dochodzili do swojego własnego sposobu wyrażania świata i w zasadzie, co dwa, trzy dni, każdy przynosił jakiś nowy tekst. Czasami faktycznie siadaliśmy i pisaliśmy te teksty wspólnie, aczkolwiek było znowu to samo, nikt nigdy nie wiedział czyj tekst jest czyj. Staraliśmy się już wtedy bardzo świadomie nigdy nie czytać, nie nagrywać swoich tekstów, to robił zawsze jakiś kolega. To były wiersze i niewielkie kawałki prozy poetyckiej. Tego było coraz więcej potem. To już były wiersze, które były czymś takim własnym dla "Ogrodu" aż do końca, czyli tym, co Grzesiek Józefczuk nazwał - dawno, dawno temu, bo w 1974 roku; pod koniec - surrealizmem...
CZYTAJ DALEJ