Hodowla wszy w Instytucie Weigla - Wacław Szybalski - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Ja byłem – to się nazywało – kierownikiem hodowli. To znaczy, że musiałem wyprodukować wielką ilość wszy, od maleńkich zarodków takich larw... do dwunastodniowej zdrowej wszy, które szły do zakażania tyfusem. I to ludzie codziennie karmili. Panie zakładały taką podwiązkę czy opaskę gumową i pod nie się te klatki wkładało. To były jak pudełka zapałek, których jedna ściana była zrobiona z gazy. Także jak się przycisnęło tą gazę tu, to wszy mogły przecisnąć głowę przez dziurki i ssać krew, a nie rozłaziły się. Chociaż niektórzy opowiadali, żeby nastraszyć innych, że się siedziało w wielkiej bali, na brzegu bali z dużą ilością wszy i się strącało. Ale to nie prawda. To był żart. Jakby tu opisać. Na przykładzie jednej wszy, to po prostu ona siada i przebija skórę i pije krew. A tu jest pięćset wszy w pudełeczku, którego jedna ściana zrobiona z gazy takiej młynarskiej i...
CZYTAJ DALEJ