Wszystko szło do nas w grzejniki - Tomasz Henryk Głazowski - fragment relacji świadka historii [TEKST]
No nie (odp. na pytanie: "Współpracowali państwo z Muzeum Czechowicza?"-dop. M.N.). To znaczy, zawsze mieliśmy problemy. Kiedyś „numer” był. Oni byli na piętrze, nad nami, ale żeśmy mieli wspólną sieć elektryczną. I u mnie, tam w wirydarzu tej głównej sali balowej, tanecznej, były piecyki kumulacyjne, trójfazowe. No i przychodzimy któregoś dnia, wieczorem ma być impreza, a tu zimno jak skurczybyk. No bo wirydarz to wiadomo, że nie ma ogrzewania, to jest tylko zagrodzony kawałek. No to sobie myślę: „Kurczę, co tu zrobić? Piecyki są. Ale one są grzane strefowo. Impreza jest gdzieś szósta-siódma. Jest godzina trzecia, czy czwarta. Trzeba nagrzać”. Zawołałem takiego znajomego, też z okolic Narutowicza, odwróciłem się do niego ostentacyjnie plecami, a on mi zbocznikował zabezpieczenia elektryczne, czyli obejście bezpieczników. To się mostkuje fazę.... W każdym bądź razie rzecz, którą można już wiedzieć na...
CZYTAJ DALEJ