Sprawdzało się legitymacje studenckie na wejściu - Tomasz Henryk Głazowski - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Jeden pracownik [„Arcusa”] to wytrzymał chyba wszystko. Był taki pan mieszkający w Rynku. Pan Andrzej, człowiek wiekowy, był szatniarzem. No, ale wykidajłą, przepraszam za wyrażenie, też był. I taką, jak to się mówi, „złotą rączką'”, od różnych takich rzeczy, które się nagle gdzieś zepsuły. Z panem Andrzejem nałogowo graliśmy w warcaby, jeżeli nie było [ludzi]. Klub niestety posiadał żelazną kratę na wejście. Do tego klubu, „Arcusa”, ciągnęła młodzież z całego Lublina. Nie tylko studenci, ale również uczniowie szkół średnich. Także zawsze był „kocioł” na „bramce”. No, pan Andrzej, olbrzymi, zwalisty człowiek, no i ja – trochę więcej ważyłem niż teraz – no to musieliśmy tej bramki pilnować, żeby małolaty nie prześliznęły się przez „bramkę”. Sprawdzało się legitymacje studenckie na wejściu....
CZYTAJ DALEJ