Rotacja po ośmiu latach, jak się nie ma doktoratu - Tomasz Henryk Głazowski - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Chodziłem do Szkoły Podstawowej nr.25, na ulicy Lubartowskiej, a później [na] Sierocej. Liceum kończyłem, oczywiście najlepsze w Lublinie, czyli Liceum imienia Hetmana Jana Zamoyskiego. To jest najlepsze liceum w tym mieście. Niech się schowa Staszic. Miałem pójść o rok wcześniej do szkoły podstawowej, dlatego że ja już w czwartym roku życia umiałem czytać i liczyć. No ale ponieważ ja jestem leworęczny, więc sztuka pisania prawą ręką, wymagana w szkołach ówczesnych - mówię o wczesnych latach pięćdziesiątych – była niemile widziana. Czyli, posłano mnie w normalnym trybie siedmiolatka. No a później oczywiście do Zamoyskiego, bo moja rodzina jest z Ogrodowej. Czasy wojenne rzuciły ją na Lubartowską; jak zlikwidowano getto w Lublinie. A wtedy na Ogrodowej zrobiła się dzielnica „Nur fur Deutsche”. Tam była willa Globocnika, czyli szefa Dystryktu Lubelskiego. No więc wysiedlono Polaków. Moja rodzina...
CZYTAJ DALEJ