Druk - problemy - Anna Samolińska - fragment relacji świadka historii [TEKST]
To nie fundusze były problemem, bo my przecież żeśmy kupowali od tych, którzy to kradli. Chodziło o to, że tego nie było w wolnej sprzedaży – farby drukarskiej czy dużej ilości papieru. Oczywiście wykorzystywaliśmy wszystkie możliwości. No, tylko że ile można było kupić ryz w sklepie? W pewnym momencie jak to przekroczyło pewną barierę wielkości, no to po prostu zamawiało się ciężarówkę papieru od kogoś, kto mógł ją ukraść w zakładzie pracy i przywieźć nam na miejsce do drukarni. To już była inna skala po prostu. Bo dopóki się robiło tysiąc egzemplarzy jakiejś broszury, to można było kupić na to w sklepie po prostu papier. No, nie można było iść do sklepu i kupić stu ryz papieru. A poza tym to natychmiast jednak milicja by się tym zainteresowała. Można było kupić ryzę, dwie, tak na własny użytek. A na takie duże nakłady to nie. Zresztą przecież gazety na przykład albo wydawnictwa oficjalne, które występowały...
CZYTAJ DALEJ