Partyzanci - Czesława Chojnacka - fragment relacji świadka historii [TEKST]
A ile tych partyzantów u nas było, Boże, rano wyjdę, i grabiami ściągam siano, i za grabiami ciągnie się karabin. Albo przyjdą w nocy ci partyzanci, ojca nie było, i: „Niech pani zaprzęga konia - mówi - Powieziesz rannego partyzanta.” A mama mówi: „To ja pojadę”. „Nie, nie, ona sama pojedzie”, „Niech się pani nie boi, nie zginie”. Mama zawsze się bała, mówi: „Gdzież ona sama będzie jechać”. „Da se radę”. I trzeba było konia zaprzęgać i oni tego partyzanta ze słomy od nas wyciągali, z tego siana, kładli na wóz i się ich wiozło w nocy, ale gdzie ja woziłam, było tak ciemno, człowiek nie pamięta, nieraz deszcz padał, bo to było jesienną porą i takimi polnymi drogami, krzakami się wiozło tego partyzanta, zawiozło się gdzieś do wsi, prędko się podjechało, oni go zdjęli i już możesz jechać. Którędy jechać? Nieraz całą noc błądziłam, nie mogłam wyjechać, bo to człowiek nie wiedział gdzie, bo nie znał te tereny, gdzie się je tam zawiezły....
CZYTAJ DALEJ