Wyjazd z Lublina - Lidia Perlińska-Schnejder - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Do wyjazdu z Lublina skłoniły profesora chyba lepsze warunki. Tam powstał Instytut Matki i Dziecka Groëra, z którym profesor był bardzo blisko jeszcze chyba ze Lwowa. Nawet nie wiem, czy nie ze szkoły jeszcze średniej właśnie, tej polskiej szkoły średniej. Ściągnął go, można powiedzieć, profesor Groër na te lepsze warunki. Profesor zabrał ze sobą dwie asystentki, bo zupełnie z nowymi ludźmi trudno było zakładać nową placówkę, bo to powstawała nowa placówka, ten Instytut Matki i Dziecka. W trzy osoby już można było coś organizować. Po wyjeździe profesor raczej nie utrzymywał kontaktów z Lublinem, bo jego najlepsze adiunktki były w Warszawie. Z tym, że zawsze mówił „List spalcie. Nie piszcie do mnie, bo wam to zaszkodzi.” Wtedy, jak zaczęły się te antysemickie takie historie. I on to przewidział, z resztą, że tak będzie. On zdawał sobie sprawę i pisał „Nie piszę do was często, żeby wam nie szkodzić.”...
CZYTAJ DALEJ