Śmierć Anny Langfus w 1966 roku - Henryka Heinsdorf - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Umarła na serce, nagle. Ponieważ ciągle się skarżyła, że coś ją boli, to mój wujek nigdy nie wiedział, czy to tak, czy nie, i wtedy kiedy naprawdę była niebezpieczna chwila i się skarżyła, wujek jakoś nie uwierzył jej w tym momencie i lekarz przyszedł już za późno. To było jak już wyjechałam z Paryża, to już było jakiś rok czy dwa po moim wyjeździe. Zmarła, jak miała czterdzieści osiem lat chyba [46 – red.]. I pamiętam, że ja bardzo [emocjonalnie] zareagowałam, dostałam depresji dosłownie. W tym samym czasie zmarła moja profesorka tutaj, też miała czterdzieści kilka lat, tak jak ona. Już nie pamiętam, która pierwsza zmarła. Dostałam wtedy depresji, bo zaczęłam się bać. Ja wtedy miałam dwadzieścia kilka lat, dwadzieścia sześć, siedem. Zaczęłam się bać...
CZYTAJ DALEJ