Krakowskie Przedmieście i Narutowicza- spacery i kawiarnie - Maria Ballod - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Także, było to miasto bardzo dziwne-z jednej strony eleganckie, z drugiej strony-no takie na co dzień. To Krakowskie Przedmieście, no oprócz tych urzędników to gościło tłumy kobiet z tymi takimi tobołkami, z takimi charakterystycznymi… Mnie zawsze intrygowało- stelaży nie było. Jak te toboły były ustawione, że one były jakieś takie sztywne. A w niedzielę, to się Krakowskie Przedmieście zmieniało w deptak, należało spacerować po Krakowskim Przedmieściu, pokazać się z rodziną, pochwalić się dziećmi. Chodziło się do-no pamiętam, że się nie używało nowych nazw, tylko kawiarnie to były Rutkowskiego, Semadeniego, Ziemiańska i do dziś pamiętam-nie wiem, chyba już nie ma-taką malusieńką kafejkę tuż przy teatrze. Pan Widelski, zawsze bardzo wytworny, sam osobiście parzył te kawę, mełł, podawał, a zapach rozchodził się po całym Narutowicza. Zresztą Narutowicza to była taka druga ważna...
CZYTAJ DALEJ