Słodycze - Domicela Segadyn - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Po drodze do szkoły był taki sklep, ale już wtedy Żydów nie było, ten sklep prowadziła Ukrainka. Nazywała się Czerniakowa i tam były takie czekoladki w formie pieniążków. Dwa złote za dwa grosze można było kupić. Złotówkę za grosz można było kupić. Pięć złotych, no to już jak było jakieś święto większe, czy czymś się tam zasłużyło rodzicom czy dziadkom, dawali pięć groszy, to była taka już czekoladka już większa. I były przepyszne makagigi, takie z maku w miodzie. No to był rarytas dla dzieci, to biegaliśmy na te czekoladki, a makagigi były tańsze, to zawsze prawie każdy mógł sobie kupić, a jak nie mógł, no to jakoś tam u babci wyprosił jajko i za jajko pani dała trochę słodyczy. I to był taki sklep nasz, dzieci, ulubiony, bo po drodze, blisko szkoły....
CZYTAJ DALEJ