Grabowiec przed II wojną światową - Domicela Segadyn - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Nazywam się Domicela Segadyn. Urodziłam się w Grabowcu. To była miejscowość piękna, ale tonąca w błocie. Ulicami nie można było przejść, takie były błotniste, a porą jesienną, jak jechały furmanki, topiły się razem z końmi i potrzeba było dużo ludzi silnych, mężczyzn, żeby wyciągnąć. Dopiero po wojnie zaczęto te drogi grabowieckie, no, jak się to mówi - utwardzać. Dużo było domów niskich, krytych słomianą strzechą. Ja też w takim domu mieszkałam. Najpierw dach był kryty snopkami, one się nazywały takie "kiczaki". Pomagałam rodzicom po drabinie na dach to wydawać i tam tato przy pomocy jakiegoś dekarza, który znał się na tym fachu składania snopków w taką jednolitą całość, pokrywali ten dach. Koni było bardzo dużo. Pierwsze wiadomości o traktorze były bardzo bulwersujące. W Grabowcu traktor? Nikt go tutaj nie zobaczy! Ale po kilku latach zobaczyło się tak dużo ciągników, a koni widzi się teraz tak niewiele....
CZYTAJ DALEJ