Zabawy dziecięce - Waldemar Greszta - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Po szkole myśmy szli na pastwisko do pastuchów i to się w piłkę grało, to w kiczkę się grało. Kiczka to jest taka odmiana palanta. Wykopywało się dołek, kładło się i tym patykiem podrzucało się tę kiczkę do góry i trzeba w nią było trafić. No, jak ktoś przegrał, to później brał go do góry, musiał rzucać, o tak trzymał, puszczał, a ten strzelał. Jak nie trafił, to punkt dla mnie, a jak trafił, to trzeba było lecieć po nią, przynieść i znów. I tak jak trafił pięćdziesiąt razy to pięćdziesiąt razy trzeba było lecieć. Jak uderzył mocno, to poleciała pięćdziesiąt metrów. To taka gra była. W guziki się grało przecież przed wojną. Guziki się uderzało w ścianę i guzik trafiał, a ten guzik jego, który leżał, to trzeba było tak uderzyć, żeby spadł i trzeba było ręką, jak mój guzik był tu, na swój ja położyłem i dostałem do jego, to jest mój guzik już tamten, a jak nie, to nie mogłem...
CZYTAJ DALEJ