Żydzi w Zamościu - Waldemar Greszta - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Urodziłem się w Zamościu i mieszkałem tam do roku 1951. Później przyjechałem do Lublina. Na tej ulicy, na której ja mieszkałem, na Kilińskiego, były chyba dwa sklepy żydowskie, była piekarnia mac. W ogóle w Zamościu było według mnie, przynajmniej pięć tysięcy, ponad pięć tysięcy, Żydów. Rodzice mnie prowadzili do krawca Żyda. Buty były reperowane przez szewców - Żydów, do sklepu się chodziło żydowskiego. Tyle pamiętam. W sklepach żydowskich sprzedawali wszystko. To tak jak to się mówi "mydło i powidło". To były takie sklepy, tak jak i w tej chwili są przy osiedlach, nawet niby delikatesy, ale wszystko można kupić: i proszki i mydło, i pastę i wszelką żywność. Tak było i kiedyś, z tym że naftę jak się kupowało, to nie tak jak teraz, tylko takie beczki na pompę. Pompowało się i przelewał po litrze w jeden. Takie jak były kiedyś benzynówki pompowane. Naftę, bo to wtedy jeszcze i światło nie...
CZYTAJ DALEJ