Dom rodzinny na ulicy Kawiej - Jerzy Więch - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Mieszkałem na dzielnicy robotniczej pod cukrownią na ulicy Kawiej. To była bardzo mała dzielnica. Ja nie wiem, ile tam mieszkało może kilkadziesiąt, może kilkaset osób w sumie. Ale muszę przyznać, że tam panowały bardzo fajne stosunki sąsiedzkie. Na przykład jak była sobota, to spotykali się wszyscy wieczorem na podwórku. Tutaj były komórki, a naokoło tego podwórka był taki punkt sanitarny. Tam nie było kanalizacji: była woda, szambo i ubikacje. Przy płocie wystawiali stoły i tam robotnicy się spotykali. Tam przeważnie byli kolejarze. Mój ojciec był zegarmistrzem jednym z nielicznych. Miał taki zakładzik zegarmistrzowski w Lublinie na ulicy Kołłątaja przed wojną, później miał ma Krakowskim 10. Były takie okresy, kiedy była ładna pogoda, zmawiali się wszyscy i cała dzielnica, kilkanaście osób, zbierało się i szliśmy do Starego Lasu. W tej chwili to ja żadnej więzi nie zauważam. Ja mieszkam w bloku już tyle lat i praktycznie...
CZYTAJ DALEJ