Tradycje rodzinne - Zofia Weiser - fragment relacji świadka historii [TEKST]
W domu moim przyjmowało się co tydzień gości. W sobotę tata zamykał sklep i czynił to głównie ze względu na szacunek dla dziadków, którzy byli religijnymi ludźmi. Sklep zamykało się w piątek po południu i otwierało ponownie w sobotę wieczorem. W piątek wieczorem rodzice urządzali uroczystą kolację dla gości. Nie była to typowa kolacja na ciepło - podawało się wtedy rybę po żydowsku, jakieś sałatki i kompoty, a na deser ciasta i kawę. Tę kawę pamiętam specjalnie, bo pijano ją tylko w piątki wieczorem. W ciągu tygodnia piło się herbatę. Oczywiście, mnie jako dziecku nie pozwalano pić kawy. Kawa przed wojną była wielkim delikatesem. Z tego, co pamiętam, w czasie tych spotkań jadało się mizerię, która wtedy uchodziła za sałatkę. Jadło się także rzodkiewki. Natomiast nie pamiętam, żeby jadano zieloną sałatę. Pomarańcze pamiętam doskonale, ale były one drogie. Nie pamiętam zaś bananów. W moim domu jadało się...
CZYTAJ DALEJ