Przedwojenne przysmaki - Kalina Skokowska - fragment relacji świadka historii [TEKST]
U nas w niedzielę najczęściej była czernina. To jest pyszna zupa tylko trochę się brzydziłam, ale jadłam, bo pyszna była. Z kaczki, z krwi kaczki. I w tym były owoce i łazanki do tego, kluseczki, a na drugie to była kaczka nadziewana jabłkami. Bardzo lubiłam chłodnik z rakami z szyjkami, lubiłam też tą owocową, później rakową zupę. W Lublinie chodził taki dziadek z takim workiem i wołał: "sprzedaję raki, raki sprzedaję". Raki były dość popularne, pyszne. Robiło się je, jakieś nadziewane różne zupy, różne sałatki. Desery musiały być, bo tatuś bardzo lubił. Zawsze w niedzielę była szarlotka, czego ja nie znosiłam, ale pieczona w tortownicy. Najczęściej cieniutko tego ciasta było, dużo nadzienia, jabłek i jakieś zapachy do tego były różne: gruszki w sosie tak jak lody się robiło, różne takie kombinacje. Kucharcia to była Szczepanowa wdowa z synem. Tak bardzo ją lubiliśmy. Później była taka...
CZYTAJ DALEJ