Przedwojenne przysmaki - Adam Sulak - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Tata codziennie wracając do domu zawsze przynosił dużą torbę albo słodyczy albo owoców południowych, bo powodziło się ojcu stosunkowo nie najgorzej, to znaczy nie był milionerem, ale na utrzymanie domu było tyle, żeśmy mieli wszystko co trzeba. Czy owoce czy jakaś czekolada to zawsze było w domu. Tego nie pragnęliśmy, także nigdy nie pragnąłem kupić takiego, zdawało mi się, brudnego owocu, tak mi się zdawało, niezbyt estetycznie to było podane. Natomiast uwielbiałem to, co mama robiła. Mama kupowała zawsze taką dużą ilość czy śliwek czy wiśni, potem zawsze było strasznie dużo roboty z tym wszystkim. Dużymi naczyniami się to kupowało, jakimiś wiadrami. Natomiast jadałem bardzo często lody właśnie tak sprzedawane na ulicy, nakładane tą taką łyżeczką. To jadałem i to nie było żadnej specjalnie różnicy czy to był jakiś żydowski sprzedawca czy kto inny. Natomiast pamiętam jeszcze i to jest tak, jakbym...
CZYTAJ DALEJ