Procesja nad Bystrzycę - Barbara Rzymowska - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Jak rzeka płynie w stronę Lublina, to na jej lewym brzegu, czyli od naszego domu, była piaszczysta plaża. Co niedzielę przyjeżdżali tu ludzie. To było aż śmieszne, jakby procesja szła z pociągu, który kursował z Lublina. Bardzo dużo było letników. Jak była ładna niedziela, to już od rana ludzie z dziećmi przychodzili na tę plażę, żeby się opalać i kąpać. Woda przy brzegu była płyciutka, ale już głębiej to myśmy się bały wchodzić. Zresztą dorośli nie pozwalali. Myśmy przeważnie z wujkiem chodziły się kąpać, więc wujek miał za zadania nas pilnować. A jak szłyśmy same, to tym bardziej się bałyśmy. Jak już byłyśmy starsze, same przychodziłyśmy się kąpać, ale na drugi brzeg nigdy nie przeszłam, tak było głęboko w nurcie rzeki. Zresztą zawsze nam się mówiło – może nas dorośli straszyli – że rzeka miała wiry....
CZYTAJ DALEJ