Sodówka na Szenwalda - Elżbieta Kowalik-Sposób - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Na rogu [ulic] Szenwalda i Lubartowskiej był sklep nazywany „sodówką”. Co tam sprzedawali? Oranżadę, której smaku nie da się w tej chwili podrobić, lemoniadę i piwo kuflowe, więc tam piwoszy było mnóstwo. Mało tego, można było z kuflem wyjść na ulicę, usiąść na schodku kamienicy, wypić to piwo, oddać kufel. Co jeszcze się tam kupowało? Makigigi. To takie podłużne wafelki. Tylko, że to był gotowany cukier, do niego dosypywało się maku, a później to w takiej formie podłużnej zastygało. Oj, to było bardzo dobre. I jeszcze szczypki. Nie wiem, czy dzisiaj w ogóle istnieją. Były różnego koloru: różowe, pomarańczowe, białe, niebieskie, zielone, takie kręcone – to też jakieś cukrowe było. Chyba krochmal z cukrem, tak mi się wydaje. I kolorowe rybki – to też był krochmal z cukrem. Takie kolory „żarówiaste”, że aż raziło,...
CZYTAJ DALEJ