Do Lublina na granatach - Amelia Sawa - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Po całej tej akcji w Krzczonowie wróciliśmy jeszcze na Pustelnik. Trzeba było ich trochę uspokoić, pocieszyć. Ja przebywałam tam dość długo, przynajmniej dwa lata. To dorywczo było, czasem wyjeżdżałam. Pamiętam jeszcze tak zwane wyzwolenie, natomiast może z miesiąc, może ze dwa po Krzczonowie, jeszcze wybraliśmy się do Lublina z partyzantami po jakieś sprawy, nie wiem, po co. Moja mama wtedy jechała ze mną. I oni mieli siedzenie, a dalej była taka skrzynka na tym wozie. A w tej skrzynce wiedziałam, co jest, bo zrzucali granaty. I na tych granatach jechałyśmy z mamą do Lublina. Nagle tragedia się wydarzyła, bo patrzymy, warta niemiecka. To już wiedziałam, że nie potrzeba granatów, to już oni nas załatwią. No, nic nie było, tylko w tej skrzynce te granaty. Oni oni mieli jakąś broń. I taki Niemiec w kasku....
CZYTAJ DALEJ