Cud lubelski w 1949 roku oraz antyreligijne nastawienie władz PRL - Hanna Wyszkowska - fragment relacji świadka historii [TEKST]
W [19]49 roku, kiedy po maturze wróciłam do Lublina, wtedy właśnie okazało się, że dzieje się tutaj ten cud. Spotkaliśmy się z narzeczonym, wówczas nie mężem, poszliśmy na plac przed katedrą. Potworny był ścisk. Chyba z godzinę, może dwie, docieraliśmy do wnętrza katedry. Weszliśmy, idziemy tą nawą, i w pewnym momencie poczułam, że nie idę na własnych nogach, że jest tak ciasno, że mnie [ludzie] unieśli i ja majtam nogami. Taki był potworny [tłok], ale nie to, żeby ludzie się zagniatali nawzajem, nie! Wszyscy rozmodleni. Później nikt oficjalnie nie zabrał głosu na ten temat, ale widać było właśnie tą krwawą łzę cieknącą po policzku. To było niesamowite wrażenie, niesamowite. Ja to ogromnie przeżyłam. I potem tylko słyszeliśmy, że nie dopuszczają do Lublina samochodów, że nie pozwalają, jak jadą...
CZYTAJ DALEJ